piątek, 10 kwietnia 2015

Connor cz.1

HEJ, HEJ, HEJ. Przychodzę dzisiaj z Connorem. Przepisywałam go z kartek ponad 3 godziny, więc uszanujcie to, że mi się chciało siedzieć w piątek, w domu, ponad 3 godziny nad tymi wypocinami. Mam nadzieję że wam się spodoba! Jak tam u was w szkole? U mnie to masakra. Ciągle sprawdziany, kartkówki, treningi. Hahaha, czyli nic nowego. Życzę miłego czytania i do zobaczenia Kocham was ♥ /Bradi
3 komentarze = next post
~~~~~~~~
Słońce wpadało do pokoju dając temu nowy początek dnia. Otworzyłam leniwie oczy i od razu poczułam ręce na mojej talii. Connor obejmował mnie w pasie, jednocześnie przyciskając mnie do swojego torsu. Czułam jego równomierny oddech na swojej szyi. Spał! Cichutko odwróciłam się w jego stronę, żeby go nie obudzić. Po chwili ujrzałam jego twarz. Jego niesforne kosmyki włosów opadały mu na czoło, dodając mu uroku. Oczy miał zamknięte, a usta lekko uchylone. Przytulał mnie od tyłu, a jego klatka piersiowa unosiła się w miarowym tempie. Odgarnęłam włosy z jego twarzy i musnęłam lekko jego wargi swoimi. Zamruczał w moje usta, a potem przekręcił się na drugi bok i znowu zasnął. Głupek. Wstałam po cichu z łóżka, żeby go ZNOWU nie obudzić i zeszłam na parter do kuchni. Wyjęłam z szafki tosty i zaczęłam je przygotowywać, gdy poczułam czyjeś ręce na biodrach i usta na swojej szyi. Connor.
-Cześć Con. Powiedziałam na jednym wdechu, bo jego usta doprowadzały mnie do szaleństwa!
-Dzień dobry księżniczko. Odparł Connor z tą swoją poranną, seksowną chrypką. Oddalił swoje usta od mojej szyi, żeby przekręcić mnie w jego stronę. Tak jak powiedziałam, tak zrobił. Po chwili stałam twarzą do niego. Patrzył na mnie tymi niebieskimi paczałkami z tym pięknym uśmiechem. Ja już nie wytrzymałam i zasłoniłam swoją twarz dłońmi.
-Nie patrz tak na mnie! Poprosiłam błagalnie.
-Dlaczego? Zapytał.
-To proste. BO. MNIE. TO. ROZPRASZA. Westchnęłam. Jak to możliwe, że jesteśmy ze sobą już prawie 2 lata, a ja nadal nie mogę przyzwyczaić się do jego wzroku i po prostu nadal się rumienię.
Uśmiechnął się chytrze i przybliżył się do mnie, kładąc jedną rękę na mojej talii, a drugą ujął mój podbródek w dwa palce, tak bym na niego spojrzała i ucałował czule moje usta.
-Kocham cię. Powiedział patrząc w moje oczy.
-Ja ciebie też. Nawet nie wiesz jak bardzo. Lekko się zarumieniłam pod wpływem jego wzroku.
-i kocham jak się rumienisz. Kąciki jego ust znowu uniosły się ku górze.
Wtuliłam się mocno w jego tors, obejmując go w pasie i zaciągając się jego cudownym zapachem On przycisnął mnie mocniej do swojego ciała i wtulił twarz w moje włosy. Muszę przyznać, że mogłabym trwać jeszcze długo w tej pozycji, ale musiałam zadać Connorowi pytanie.
-Co dzisiaj robimy? Spytałam zakładając ręce na jego szyję.
-Jest ładna pogoda, więc planuję, że pojedziemy z chłopakami na piknik. Położył ręce na mojej talii.
-Super! Odpowiedział zachwycona. –Będę mogła się tobą nacieszyć. Niedawno wróciłeś z trasy, a za chwilę znów będziesz musiała wyjechać. Zdecydowanie spędzamy ze sobą mało czasu. Brakuje mi ciebie..
-Wiem. Odparł wesoły. –Nadrobimy stracony czas. Chciał mnie znowu pocałować, ale lekko się odsunęłam.
-Con nie teraz. Robię śniadanie! Westchnęłam. Jemu to tylko jedno w głowie.
-Ohh. Dlaczego? Przecież wiem jak na ciebie działam.
Odparł z chytrym uśmieszkiem, a następnie swoimi malinowymi wargami złożył namiętny pocałunek na mojej szyi, aż przymknęłam oczy z niekontrolowanej przyjemności. Powtarzał czynność gdzie, nie gdzie przygryzając skórę. Odchyliłam głowę, dając mu większy dostęp. W pewnym momencie przestał. Otworzyłam oczy, a on kierował swoje kroki na piętro.
 -Jak wolisz śniadanie ode mnie to nie będę ci przeszkadzał. Powiedział wchodząc po schodach.
-Debil. Powiedziałam do siebie.
-Słyszałem. Krzyknął Connor z góry. –Kiedyś się zemszczę. Dopowiedział.
-Ok. Jak tam chcesz.
Niedługo po tym jak to powiedziałam śniadanie było gotowe. Mianowicie tosty z Nutellą i herbata z cytryną.
-Ball śniadanie. Wydarłam się z kuchni stawiając na stole nasz posiłek. Nim się obejrzałam Connor zbiegł ze schodów już ubrany. Na sobie miał białą koszulkę bez rękawów, która uwydatniała jego  idealne mięśnie. Miał na sobie również czarne rurki, które podkreślały jego idealne nogi. Oczywiście nie mogło zabraknąć też czarnych krótkich Conversów. Jak na niego spojrzałam to pomyślałam jakie ja mam cholerne szczęście, że mam kogoś takiego u boku.
-Już jestem. Powiedział i podszedł do mnie, muskając ustami mój policzek. –Stęskniłaś się?
-Bardzo. Wywróciłam teatralnie oczami. –Zwłaszcza, że nie było cię 10 minut.
-Heh. Wiem przecież, że tęskniłaś.
-Skąd niby to wywnioskowałeś? Uniosłam jedną brew do góry.
-Bo kto by nie tęsknił za takim ideałem?! Zrobił śmieszny ruch biodrami.
-Bardzo skromny jesteś. Wiesz? Zapytałam ze sarkazmem w głosie.
-Wiem, ale i tak mnie kochasz. Powiedział przelotnie całując moje usta. Nawet nie zdążyłam go odwzajemnić, bo ten idiota się odsunął!
-Tak, z tym się zgodzę. Odparłam z uśmiechem na twarzy. –Jedzmy już to śniadanie.
-Ok.
Po skończonym śniadaniu postanowiłam się ubrać. Włożyłam na siebie czarne getry, czarną bluzkę z napisem „Nirvana” i czerwone znoszone Conversy. Pewnie się domyślacie. Czarny to mój ulubiony kolor. Miałam nadzieję, że będę wyglądać w połowie dobrze jak Ball, ale nie da się lepiej od niego wyglądać! Po wykonanej czynności poszłam do łazienki zrobić standardowe czynności i wyszłam kierując się do salonu, gdzie mam nadzieję przebywał Con. Moje przepuszczenia się ziściły. Chłopak siedział w salonie, z jedną nogą założoną na drugą i przeglądając coś w swoim telefonie. Gdy mnie zauważył szeroki uśmiech zagościł na jego twarzy., a ja w tym czasie usadowiłam się na jego kolanach, przytulając się do niego.
-Kiedy jedziemy na piknik?
-Co ty taka niecierpliwa? Zaśmiał się.
-Ohh. Nie możesz odpowiedzieć mi na pytanie?
-mogę. Kiedy chcesz. Powiedział.
-Chciałabym teraz. Przecież nie mamy nic do roboty.
-Dobrze. Tylko pozwolisz, że zadzwonię do chłopaków i powiem, żeby po nas przyjechali.
-Ok. Uśmiechnęłam się w jego stronę, a następnie musnęłam jego usta swoimi. Connor przytrzymał mnie w tali, aby po chwili pogłębić pocałunek. Wplotłam palce w jego włosy, a po chwili za nie pociągnęłam. Ball zajęczał w moje usta. Dłonie chłopaka po moim ciele, gdy to robił po ciele przechodziły mnie przyjemne dreszcze. Kochałam gdy tak robił. Jednak nie dało nam długo trwać w pocałunku, ponieważ Con się odsunął ode mnie.
-Kotku muszę zadzwonić. Powiedział niechętnie.
-Ohh. No jak musisz. Wstałam z jego kolan, żeby mógł swobodnie porozmawiać. Po minucie żywo rozmawiał z którymś z chłopaków. Nie minęło dużo czasu, gdy skończył tą rozmowę.
-James? Spytałam zgadując.
-Tak. Mamy do nich podejść, a potem wszyscy razem pojedziemy.
-Ok.
-Zbierajmy się już. Jest ładna pogoda, więc się przejdziemy.
-Dobra.
Wzięłam ze sobą telefon i portfel i wyszliśmy. Tak samo uczynił Connor i wyszliśmy. Podczas spaceru Con splótł swoje palce z moimi i trzymał je w żelaznym uścisku. Niby mały gest, a tak dużo znaczy. Mimowolnie uśmiechnęłam się. Po dotarciu pod willę chłopaków Ball zadzwonił dzwonkiem. Nie minęła minuta, a za drzwi wyłonił się Bradley.
-Brad! Pisnęłam. Wyswobodziłam się z plątaniny palców moich i Cona i podbiegłam do niego rzucając się mu na szyję. Dosłownie.  Podbiegłam do niego i objęłam go ramionami wokół szyi. Brunet położył swoje dłonie na moich biodrach i przycisnął mnie do siebie. Zaciągnęłam się jego zapachem. Nim się zorientowałam Simpson obkręcił mnie wokół własnej osi. Tkwiliśmy w uścisku dość długo. Ostatnio widzieliśmy się ponad pół roku temu, czyli przed nową trasą chłopaków. Niedawno wrócili, więc cały czas chciałam nacieszyć się Ballem, a dopiero teraz zrozumiałam, że zobaczę ich pierwszy raz od tak dawna. Odsunęłam się od niego patrząc w jego brązowe tęczówki. Widziałam w nich iskierki radości.
-Tęskniłam. Uśmiechnęłam się lekko.
-Ja też. Tak dawno się nie widzieliśmy. Wchodźcie! Przecież nie będziemy tak stać. Chłopcy są w salonie. Odpowiedział.
Złapałam Connora za rękę i weszliśmy do środka. Dawno  nie byłam u nich w domu. Tu nic się nie zmieniło. Ten sam zapach, ten sam bałagan, ta sama trójka chłopaków. Stanęliśmy w salonie.
-Cześć chłopaki. Powiedziałam, a od razu dwie pary oczu, które patrzyły się w telewizor odwróciły się w moją stronę.  Pierwszy zerwał się Tristan, podbiegł i mocno przytulił mnie do siebie. Ja objęłam go w pasie i zaciągnęłam się jego zapachem.
-Stęskniłem się za tobą. Odparł Tristan w moje włosy.
-Uwierz. Ja za tobą też. Oderwałam się od Trisa.
Został mi jeszcze tylko James...
James stał na końcu kolejki do powitania się ze mną. Po upragnionych kilku minutach mogłam się z nim przywitać. Stanęliśmy twarzą w twarz. James lekko się uśmiechał. Nie czekając długo podszedł do mnie i przytulił. Objęłam go mocniej i przyciągnęłam go bliżej swojego ciała. Z Jamesem łączy nas nietypowa więź. Na początku, gdy Bradley zapoznał mnie z chłopakami (byłam wielką Vampette i nadal jestem)  już wiedziałam, że nasza znajomość nie skończy się szybko. Zwłaszcza z Connorem (to on podobał mi się najbardziej). Z wszystkimi się zaprzyjaźniłam, tylko James nie był chętny do nawiązywania ze mną bliższych kontaktów. Nasze kontakty się polepszyły dopiero wtedy kiedy pokłócił się ze swoją siostrą Sophie. Nie chciał, żeby ktoś go pocieszał dlatego zamknął się w pokoju. Ja chciałam mu pokazać, że może na mnie liczyć, że nie jestem zadufaną w sobie dziewczyną mojego kumpla ( tak myślał o mnie James), więc nie posłuchałam i poszłam do jego pokoju. Zastałam go tam siedzącego pod ścianą ze spuszczoną głową. Ten wieczór spędziłam u Jamesa w pokoju pocieszając go i mówiąc co może zrobić, żeby Sophie nie była na niego zła. Szczerze nigdy nie dowiedziałam się o co się pokłócili, ale następnego dnia jak James wrócił do domu cały rozpromieniony, szeroki uśmiech gościł na jego twarzy to już wiedziałam, że wszystko jest w porządku. Miał to wymalowane na twarzy. Ciepło mi się na sercu zrobiło, gdy go widziałam, że wszystko jest w porządku. Szczerze nie poznałam go. Najbardziej zdziwiło mnie to jak po powrocie podszedł do mnie i przytulił mówiąc, że dziękuję za te rady, że to wszystko dzięki mnie i że jestem najlepszą przyjaciółką na świecie. Od tego wydarzenia nasza przyjaźń każdego dnia robi się coraz silniejsza. Teraz, gdy chłopaków nie ma w trasie znowu będę mogła spędzać czas z Jamesem. Uśmiechnęłam się, nadal go do siebie tuląc.
-Może wystarczy tego przytulania? Robię się zazdrosny. Odparł naburmuszony Con.
-Może nie. Odpowiedziałam niebieskookiemu odrywając się od James i wystawiając Ballowi język.
-Niedobra jesteś. Powiedział podchodząc bliżej mnie.
-Brawo geniuszu. Dopiero teraz to odkryłeś? Spytałam się go patrząc na niego wzrokiem typu „Serio?”.
-Nie. Już na początku naszej znajomości to zauważyłem. Poruszył śmiesznie brwiami i podszedł tak blisko, że stykaliśmy się ciałami. Zadarłam głowę do góry, żeby zobaczyć jego piękne oczy. Skorzystałam z sytuacji i szybko wspięłam się na palce i musnęłam delikatnie ustami jego nosek.
-Lepiej? Zapytałam.
-O wiele lepiej. Odparł słodko.


niedziela, 5 kwietnia 2015

James cz.6

Siemka!!!!! Przychodzę z Jamesem cz. 6 :) . Chciałam tylko powiedzieć, że tak jak wcześniej powiedziałam mają być 2 komentarze, żeby był następny Imagin, więc żeby potem nie było, że nie wstawiam Imagina co tydzień. Jeśli będzie 1 komentarz pod postem to mówię od razu, że nie wstawię Imagina w piątek ani w weekend, bo jest 1 komentarz. Piszę to tylko po to, żeby potem nie było kogoś rozczarowanego, że nie wstawiłam Imagina, bo był weekend. Wyraźnie powiedziałam, że mają być przynajmniej 2 komentarze. Dość tego tematu.Następny kilku partowiec planuję z Connorem! Cieszycie się? Zostawiam was z Jamesem. Do zobaczenia. Kocham was ♥ /Bradi
~~~~~~
Wyjmowaliśmy z szafek potrzebne rzeczy to przyrządzenia pysznego śniadania. Ja wyjmowałam tosty i masło, a James Nutellę i sztućce . Zabrałam się za krojenie chleba i smarowanie kromek, a James wziął się za zaparzenie herbaty. Prawie kończyliśmy już robić śniadanie!
-Jak myślisz polubią moje kanapki? Spytałam.
-Jeśli ty je robisz to tak. Odparł wesoły.
-Nie słódź mi tak! Powiedziałam odwracając się do niego.
-Dlaczego? Poza tym to słodko wyglądasz jak się złościsz. Zaśmiał się. Ja w odpowiedzi  podeszłam do niego i tak po prostu przytuliłam.
-Dziękuję, że jesteś. Odparłam wtulona w jego tors.
-To ja powinienem ci dziękować za to, że do mojego szarego życia wniosłaś kolory. Uśmiechnął się w ten cudowny sposób w który mięknął mi kolana. Nadal byśmy stali wtuleni w siebie gdyby nie odgłos kroków na schodach. Okazało się, że to zaspany Brad. Wszedł do kuchni nie zauważając nas.
-Może tak jakieś „cześć”? Zapytał James zakładając ręce na piersi i robiąc śmieszną minę jakby był obrażony.
Bradley odwrócił się do nas i uśmiech zagościł na jego twarzy.
-Ooo przepraszam. Nie zauważyłem was! Śpiący jestem. [T.I] jak dobrze cię widzieć. Stęskniłem się. Podszedł i przytulił mnie. Odwzajemniłam jego uścisk. –Co cię do nas sprowadza? Pytanie skierował do mnie.
-Długa historia. Odpowiedziałam głośno wypuszczając powietrze z ust i niemrawo się uśmiechając.
-Proszę powiedz. Chciałbym ci jakoś pomóc. Odparł kładąc swoje ręce na moich ramionach. –Pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć. Powiedział.
-Dzięki, ale może później. Dobrze?
-Jasne. Mi się nie spieszy. Widzę, że coś tu ładnie pachnie.
-Tak. Geniuszu. [T.I] przygotowała dla was śniadanie. Odparł James wywracając oczami.
-Kochana jesteś. Bradley znowu mnie przytulił.
-Wystarczy tego przytulania. Bierz się lepiej za jedzenie. Powiedział James.
-Dobra. Spokojnie. Nie bądź taki nerwowy. Zaśmiał się lokowaty.
Po jakiś kilku minutach jak rozmawiałam z James i Bradem na dół zszedł Connor.
-Siemka wszystkim. Odparł Connor. Podszedł do Brada, Jamesa i przywitali się po męsku, a potem podszedł do mnie i pocałował mnie w policzek.
-Widzę, że śniadanie jest gotowe i bardzo dobrze. Uśmiechnął się, a reszta wybuchła śmiechem.
-[T.I] robiła. Odparł Brad. Szczerząc się do mnie. – Swoją drogą robisz bardzo dobre jedzenie. Pochwalił mnie.
-Dzięki. Starałam się jak mogę. Uśmiechnęłam się.
-Zatrudnimy cię jako domową gosposię jak Brad tak mówi. Odparł Connor.
-Jednak nie skorzystam. Nie chcę wiedzieć jak to by się skończyło. Poza tym nie wytrzymałabym jednego dnia z wami w tym domu. Wszyscy znowu zaczęliśmy się śmiać.
Po pół godzinie wymiany zdań miedzy mną a resztą podczas śniadania przyszedł w końcu Tristan.
-Wstał ranny ptaszek. Zaśmiał się James, a ja razem z nim, siedząc na jego kolanach.
-Oj zamknij się Mcvey. Odparł Tristan.
-Cześć Tris. Powiedziałam.
-Hej [T.I]. Super, że przyszłaś. Przynajmniej nie będę sam z tymi idiotami. Powiedział Tristan całując mój policzek, tym samym przyprawiając Jamesa o białą gorączkę.
-1, 2, 3, Foch. Powiedział Brad i odwrócił się Tristana plecami.
-Mówiłeś coś? Spytał Connor Trisa spoglądając na niego spod brwi robiąc wyraz twarzy „Powtórz to, a zaraz ci wpierdolę”. Zaczęłam chichotać.
-Nie, nic nie  mówiłem. Wzruszył ramionami Tris.
-No, ja myślę. Odparł dość poważnie Connor.
-Ja nadal jestem obrażony. Odparł nadal siedząc w tej samej pozycji Brad, czyli odwrócony do wszystkich tyłem.
Teraz już nie wytrzymałam i wybuchłam śmiechem. To było takie zabawne. Jak taka sytuacja panowała u niech w domu, że jeden powiedział coś głupiego to drugi się obrażał a trzeci był na niego wkurwiony, to ja gratuluję czwartemu (w tym przypadku Jamesowi) że musi z nimi wytrzymywać. Jak u nich jest tak zawsze to się do nich przeprowadzam. Wyśmieję się za wszystkie czasy. Po chwili wszystkie cztery pary oczu spojrzały na mnie.
-Czy u was zawsze panuje taka atmosfera? Spytałam.
-Niestety tak. Odparł James.
Znowu wybuchłam śmiechem. Chyba mam zaraźliwy śmiech, bo po sekundzie cała czwórka śmiała się ze mną.
 Za chwilę już wszyscy normalnie siedzieliśmy przy stole w kuchni i rozmawialiśmy.
-To co dzisiaj robimy? Spytałam.
-Może wypad na miasto. Jest piękna pogoda. Odparł Bard rozwalając się jeszcze bardziej na krześle na którym siedział.
-A ty przypadkiem nie powinnaś być w szkole? Spytał się mnie Tris z pod uniesionych brwi.
-Powinnam. Spuściłam głowę. – To długa historia. Później wam wszystkim powiem.
-Nie męczcie już dziewczyny. Widać, że nie chce mówić. Powiedział James, obejmując mnie mocniej w talii i całując lekko moją szyję. -Ubierzcie się i wyjdziemy. Tą odpowiedź skierował do chłopaków.
-Oki. Odparł Connor podskakując jak księżniczka w stronę schodów. Za nim poszli Brad i Tristan.
-Wiesz? Zazdroszczę ci. Wyznałam Jamesowi.
-Czego? Podniósł brwi w geście zdziwienia. –Tej trójki idiotów?
-Tak. Masz ich na wyciągnięcie ręki i zawsze możesz na nich liczyć, pomogą ci w każdej sytuacji. Ja też chciałabym mieć takich przyjaciół.
-Przecież to też są twoi przyjaciele! James położył mi rękę na ramieniu.
-No tak, ale ty z nimi mieszkasz, masz ich prawie zawsze przy sobie, a ja nie dość, że muszę ukrywać nasz związek to jeszcze straciłam przyjaciółkę. Samotna łza spłynęła mi po policzku.
-Ja jestem przy tobie, mogę być zawsze, tylko wiesz że nie może tak być. James spuścił głowę. –Na mnie możesz zawsze liczyć. Pamiętaj też, że chłopaki to też twoi przyjaciele. Odparł cicho, opierając swoje czoło o moje i dopiero teraz zobaczyłam łzy na jego policzkach. Płakał. Sięgnęłam ręką do jego policzka i delikatnie starłam łzy. Jego niebieskie oczy lśniły jeszcze od łez. Nie myśląc długo. Przytuliłam się do niego mocno. W jego ramionach było mi bezpiecznie. Zapominałam o troskach i zmartwieniach. Myślałam o tym, jakie ja mam cholerne szczęście mieć go przy sobie. Prawdziwy skarb. Trzymaliśmy się w ramionach, gdy nagle poczułam gdy jakaś para ramion nas przytula. Po chwili dołączyły jeszcze 2 pary ramion. Chłopaki. Ciepło mi się na sercu zrobiło, gdy jednak James miał rację. Mogę na nich liczyć.
-Cieszę, że was mam. Odparłam nadal siedząc na kolanach Jamesa i przytulana przez tą 4 kochanych idiotów.
-My też, ale nie musicie płakać w tak piękny dzień. Odpowiedział Brad i pocałował mnie w policzek i Jamesa.
-Rozchmurzcie się. Nie będziemy marnować dnia na wylewanie łez. Zaśmiał się Tristan.
Wstałam z kolan Jamesa i wytarłam oczy.
-To co w końcu robimy? Spytałam wyciągając się.
-W końcu trzeba wyjść z tego domu. Powiedział Connor. –Bo w końcu z tego wyjścia nic nie wyjdzie.
-Masz rację. Z krzesła wstał również James. Złapał moją rękę w uścisku i skierowaliśmy się do drzwi.
Po wyjściu z  domu z chłopakami skierowaliśmy się do centrum.
-Myślę, że najpierw KFC, potem sklepy z ciuchami, a na koniec drogerie. Odparł Brad.
-Ok. Mi pasuje. Odparł James.
-Dobra. James idź z [T.I]. Na pewno chcielibyście pobyć we dwójkę, a ja zabieram Tristana i Connora.
-Sądzisz, że sobie nie poradzę sam? Spytał Connor.
-Tak. Kiedyś zgubiłeś się w sklepie. Odparł Bradley, a ja z resztą zaczęłam się śmiać oczywiście oprócz Connora. Jedynie nie było mu do śmiechu.
-Mam opowiadać ze szczegółami twoją przygodę? Spytał Brad Connora.
-Jesteś okrutny. Odparł Connor prychając.
-ale i tak mnie kochasz. Odparł wesoło lokaty.
-Oczywiście. Zawsze i wszędzie. Odparł śmiesznie Con. –Nie mogę bez ciebie żyć! Powiedział głośniej Connor, przez co ludzie, którzy akurat obok nas przechodzili dziwnie się na nas patrzyli, przez co znowu zalała mnie fala śmiechu.
Przysłuchiwałam się z Jamesem jeszcze z 5 minut wymianie zdań między Bradem, a Connorem i powiem wam, że to był czysty kabaret. Moglibyśmy jeszcze tak stać, gdyby nie James.
-Możemy już iść? Spytał.
-Tak. Jasne. Nie będziemy was zatrzymywać. Odparł Tristan.
-Wreszcie. Odparł James. –Ile można?
Zaśmiałam się na jego słowa. Złapałam Jamesa za rękę i splotłam razem nasze palce.
-Chodź. Pokupujemy sobie trochę.  Odparł James z wielkim bananem na ustach i pocałował mnie w w policzek. Zarumieniłam się lekko.
Tak zaczęła się nasza przygoda w centrum.