niedziela, 5 kwietnia 2015

James cz.6

Siemka!!!!! Przychodzę z Jamesem cz. 6 :) . Chciałam tylko powiedzieć, że tak jak wcześniej powiedziałam mają być 2 komentarze, żeby był następny Imagin, więc żeby potem nie było, że nie wstawiam Imagina co tydzień. Jeśli będzie 1 komentarz pod postem to mówię od razu, że nie wstawię Imagina w piątek ani w weekend, bo jest 1 komentarz. Piszę to tylko po to, żeby potem nie było kogoś rozczarowanego, że nie wstawiłam Imagina, bo był weekend. Wyraźnie powiedziałam, że mają być przynajmniej 2 komentarze. Dość tego tematu.Następny kilku partowiec planuję z Connorem! Cieszycie się? Zostawiam was z Jamesem. Do zobaczenia. Kocham was ♥ /Bradi
~~~~~~
Wyjmowaliśmy z szafek potrzebne rzeczy to przyrządzenia pysznego śniadania. Ja wyjmowałam tosty i masło, a James Nutellę i sztućce . Zabrałam się za krojenie chleba i smarowanie kromek, a James wziął się za zaparzenie herbaty. Prawie kończyliśmy już robić śniadanie!
-Jak myślisz polubią moje kanapki? Spytałam.
-Jeśli ty je robisz to tak. Odparł wesoły.
-Nie słódź mi tak! Powiedziałam odwracając się do niego.
-Dlaczego? Poza tym to słodko wyglądasz jak się złościsz. Zaśmiał się. Ja w odpowiedzi  podeszłam do niego i tak po prostu przytuliłam.
-Dziękuję, że jesteś. Odparłam wtulona w jego tors.
-To ja powinienem ci dziękować za to, że do mojego szarego życia wniosłaś kolory. Uśmiechnął się w ten cudowny sposób w który mięknął mi kolana. Nadal byśmy stali wtuleni w siebie gdyby nie odgłos kroków na schodach. Okazało się, że to zaspany Brad. Wszedł do kuchni nie zauważając nas.
-Może tak jakieś „cześć”? Zapytał James zakładając ręce na piersi i robiąc śmieszną minę jakby był obrażony.
Bradley odwrócił się do nas i uśmiech zagościł na jego twarzy.
-Ooo przepraszam. Nie zauważyłem was! Śpiący jestem. [T.I] jak dobrze cię widzieć. Stęskniłem się. Podszedł i przytulił mnie. Odwzajemniłam jego uścisk. –Co cię do nas sprowadza? Pytanie skierował do mnie.
-Długa historia. Odpowiedziałam głośno wypuszczając powietrze z ust i niemrawo się uśmiechając.
-Proszę powiedz. Chciałbym ci jakoś pomóc. Odparł kładąc swoje ręce na moich ramionach. –Pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć. Powiedział.
-Dzięki, ale może później. Dobrze?
-Jasne. Mi się nie spieszy. Widzę, że coś tu ładnie pachnie.
-Tak. Geniuszu. [T.I] przygotowała dla was śniadanie. Odparł James wywracając oczami.
-Kochana jesteś. Bradley znowu mnie przytulił.
-Wystarczy tego przytulania. Bierz się lepiej za jedzenie. Powiedział James.
-Dobra. Spokojnie. Nie bądź taki nerwowy. Zaśmiał się lokowaty.
Po jakiś kilku minutach jak rozmawiałam z James i Bradem na dół zszedł Connor.
-Siemka wszystkim. Odparł Connor. Podszedł do Brada, Jamesa i przywitali się po męsku, a potem podszedł do mnie i pocałował mnie w policzek.
-Widzę, że śniadanie jest gotowe i bardzo dobrze. Uśmiechnął się, a reszta wybuchła śmiechem.
-[T.I] robiła. Odparł Brad. Szczerząc się do mnie. – Swoją drogą robisz bardzo dobre jedzenie. Pochwalił mnie.
-Dzięki. Starałam się jak mogę. Uśmiechnęłam się.
-Zatrudnimy cię jako domową gosposię jak Brad tak mówi. Odparł Connor.
-Jednak nie skorzystam. Nie chcę wiedzieć jak to by się skończyło. Poza tym nie wytrzymałabym jednego dnia z wami w tym domu. Wszyscy znowu zaczęliśmy się śmiać.
Po pół godzinie wymiany zdań miedzy mną a resztą podczas śniadania przyszedł w końcu Tristan.
-Wstał ranny ptaszek. Zaśmiał się James, a ja razem z nim, siedząc na jego kolanach.
-Oj zamknij się Mcvey. Odparł Tristan.
-Cześć Tris. Powiedziałam.
-Hej [T.I]. Super, że przyszłaś. Przynajmniej nie będę sam z tymi idiotami. Powiedział Tristan całując mój policzek, tym samym przyprawiając Jamesa o białą gorączkę.
-1, 2, 3, Foch. Powiedział Brad i odwrócił się Tristana plecami.
-Mówiłeś coś? Spytał Connor Trisa spoglądając na niego spod brwi robiąc wyraz twarzy „Powtórz to, a zaraz ci wpierdolę”. Zaczęłam chichotać.
-Nie, nic nie  mówiłem. Wzruszył ramionami Tris.
-No, ja myślę. Odparł dość poważnie Connor.
-Ja nadal jestem obrażony. Odparł nadal siedząc w tej samej pozycji Brad, czyli odwrócony do wszystkich tyłem.
Teraz już nie wytrzymałam i wybuchłam śmiechem. To było takie zabawne. Jak taka sytuacja panowała u niech w domu, że jeden powiedział coś głupiego to drugi się obrażał a trzeci był na niego wkurwiony, to ja gratuluję czwartemu (w tym przypadku Jamesowi) że musi z nimi wytrzymywać. Jak u nich jest tak zawsze to się do nich przeprowadzam. Wyśmieję się za wszystkie czasy. Po chwili wszystkie cztery pary oczu spojrzały na mnie.
-Czy u was zawsze panuje taka atmosfera? Spytałam.
-Niestety tak. Odparł James.
Znowu wybuchłam śmiechem. Chyba mam zaraźliwy śmiech, bo po sekundzie cała czwórka śmiała się ze mną.
 Za chwilę już wszyscy normalnie siedzieliśmy przy stole w kuchni i rozmawialiśmy.
-To co dzisiaj robimy? Spytałam.
-Może wypad na miasto. Jest piękna pogoda. Odparł Bard rozwalając się jeszcze bardziej na krześle na którym siedział.
-A ty przypadkiem nie powinnaś być w szkole? Spytał się mnie Tris z pod uniesionych brwi.
-Powinnam. Spuściłam głowę. – To długa historia. Później wam wszystkim powiem.
-Nie męczcie już dziewczyny. Widać, że nie chce mówić. Powiedział James, obejmując mnie mocniej w talii i całując lekko moją szyję. -Ubierzcie się i wyjdziemy. Tą odpowiedź skierował do chłopaków.
-Oki. Odparł Connor podskakując jak księżniczka w stronę schodów. Za nim poszli Brad i Tristan.
-Wiesz? Zazdroszczę ci. Wyznałam Jamesowi.
-Czego? Podniósł brwi w geście zdziwienia. –Tej trójki idiotów?
-Tak. Masz ich na wyciągnięcie ręki i zawsze możesz na nich liczyć, pomogą ci w każdej sytuacji. Ja też chciałabym mieć takich przyjaciół.
-Przecież to też są twoi przyjaciele! James położył mi rękę na ramieniu.
-No tak, ale ty z nimi mieszkasz, masz ich prawie zawsze przy sobie, a ja nie dość, że muszę ukrywać nasz związek to jeszcze straciłam przyjaciółkę. Samotna łza spłynęła mi po policzku.
-Ja jestem przy tobie, mogę być zawsze, tylko wiesz że nie może tak być. James spuścił głowę. –Na mnie możesz zawsze liczyć. Pamiętaj też, że chłopaki to też twoi przyjaciele. Odparł cicho, opierając swoje czoło o moje i dopiero teraz zobaczyłam łzy na jego policzkach. Płakał. Sięgnęłam ręką do jego policzka i delikatnie starłam łzy. Jego niebieskie oczy lśniły jeszcze od łez. Nie myśląc długo. Przytuliłam się do niego mocno. W jego ramionach było mi bezpiecznie. Zapominałam o troskach i zmartwieniach. Myślałam o tym, jakie ja mam cholerne szczęście mieć go przy sobie. Prawdziwy skarb. Trzymaliśmy się w ramionach, gdy nagle poczułam gdy jakaś para ramion nas przytula. Po chwili dołączyły jeszcze 2 pary ramion. Chłopaki. Ciepło mi się na sercu zrobiło, gdy jednak James miał rację. Mogę na nich liczyć.
-Cieszę, że was mam. Odparłam nadal siedząc na kolanach Jamesa i przytulana przez tą 4 kochanych idiotów.
-My też, ale nie musicie płakać w tak piękny dzień. Odpowiedział Brad i pocałował mnie w policzek i Jamesa.
-Rozchmurzcie się. Nie będziemy marnować dnia na wylewanie łez. Zaśmiał się Tristan.
Wstałam z kolan Jamesa i wytarłam oczy.
-To co w końcu robimy? Spytałam wyciągając się.
-W końcu trzeba wyjść z tego domu. Powiedział Connor. –Bo w końcu z tego wyjścia nic nie wyjdzie.
-Masz rację. Z krzesła wstał również James. Złapał moją rękę w uścisku i skierowaliśmy się do drzwi.
Po wyjściu z  domu z chłopakami skierowaliśmy się do centrum.
-Myślę, że najpierw KFC, potem sklepy z ciuchami, a na koniec drogerie. Odparł Brad.
-Ok. Mi pasuje. Odparł James.
-Dobra. James idź z [T.I]. Na pewno chcielibyście pobyć we dwójkę, a ja zabieram Tristana i Connora.
-Sądzisz, że sobie nie poradzę sam? Spytał Connor.
-Tak. Kiedyś zgubiłeś się w sklepie. Odparł Bradley, a ja z resztą zaczęłam się śmiać oczywiście oprócz Connora. Jedynie nie było mu do śmiechu.
-Mam opowiadać ze szczegółami twoją przygodę? Spytał Brad Connora.
-Jesteś okrutny. Odparł Connor prychając.
-ale i tak mnie kochasz. Odparł wesoło lokaty.
-Oczywiście. Zawsze i wszędzie. Odparł śmiesznie Con. –Nie mogę bez ciebie żyć! Powiedział głośniej Connor, przez co ludzie, którzy akurat obok nas przechodzili dziwnie się na nas patrzyli, przez co znowu zalała mnie fala śmiechu.
Przysłuchiwałam się z Jamesem jeszcze z 5 minut wymianie zdań między Bradem, a Connorem i powiem wam, że to był czysty kabaret. Moglibyśmy jeszcze tak stać, gdyby nie James.
-Możemy już iść? Spytał.
-Tak. Jasne. Nie będziemy was zatrzymywać. Odparł Tristan.
-Wreszcie. Odparł James. –Ile można?
Zaśmiałam się na jego słowa. Złapałam Jamesa za rękę i splotłam razem nasze palce.
-Chodź. Pokupujemy sobie trochę.  Odparł James z wielkim bananem na ustach i pocałował mnie w w policzek. Zarumieniłam się lekko.
Tak zaczęła się nasza przygoda w centrum.







4 komentarze:

  1. Nie, no genialny. uwielbiam te imaginy ^^ Czekam na ten z Con'em <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Perfekcyjny , czekam na następny <333

    OdpowiedzUsuń
  3. A co z tristanem? Możesz napisać coś o nim?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napiszę. Spokojnie! Niedługo jego kolej, a nawet jeśli dodałabym to skomentowałabyś/skomentowałbyś mój post? Bo raczej wątpię.
      Najlepiej tylko na człowieka naskoczyć, a nie pochwalić za dobrze wykonaną robotę.

      Usuń