sobota, 21 marca 2015

James cz.5

POWRACAM!!!!!! Po miesiącu odpoczynku powracam z masą pomysłów, NOWYMI ZASADAMI i zapałem do pisania. Mam nadzieję, że blog na tym nic nie stracił i nadal będziecie komentować!!!
Podczas miesięcznej przerwy ustaliłam nowe punkty, do których ja i wy będziemy się stosować:
-Imaginy będą publikowane w piątek lub weekend (zależy jak mi wypadnie)
-Min. 2 komentarze = następny Imagin
-Jeśli nie dodam Imagina to znaczy, że mam za dużo nauki, mam problemy z internetem albo po prostu nie miałam kiedy go napisać!
- Niedawno utworzyłam zakładkę  „Wasze pomysły”, więc jeśli macie pomysł lub jakiś przebłysk to śmiało pisać, bo naprawdę w pewnym momencie nie będą miała pomysłów, a jak brak pomysłów = brak Imaginów. Tego pewnie byście nie chcieli.
To tyle. Do zobaczenia za tydzień skarby. Kocham was! /Bradi
******
Dzisiaj czwartek. Jak zwykle rano zwlekłam się z łóżka żeby wyszykować się do szkoły. Od razu przypomniałam sobie co James wczoraj powiedział i nadal nie mogłam w to uwierzyć, że ja [TI] grzeczna i porządna dziewczyna spotyka się z nauczycielem! Czasami mam wrażenie, że to jakiś piękny sen z którego zaraz się obudzę albo, że wszyscy dookoła robią sobie ze mnie jaja. Dzisiejszego dnia mamy tyko jedną godzinę wychowania fizycznego i to na dodatek ostatnią. Przeklinam mój plan lekcji! Zobaczę się z Jamesem dopiero za 8 godzin. Spojrzałam na zegarek,, który wisiał na ścianie.
-Cholera!
Zostało mi jeszcze 10 min na wyszykowanie się i 15 min na dojście! Ubrałam się w naszykowane rzeczy, wzięłam plecak i zbiegłam na dół po szybkie śniadanie, czyli jabłko i batonik zbożowy. Rodziców jak zwykle nie było w domu i musiałam iść piechotą. Założyłam trampki i wyszłam. Do uszu włożyłam słuchawki, podłączyłam do telefonu i zaczęłam słuchać muzyki. Na sam początek poszedł Ed Sheeran „Thinking Out Loud”. Kocham tą piosenkę. Po drodze zaczęłam ją sobie nucić. Nawet nie zauważyłam, gdy na kogoś wpadłam.
-Przepraszam. Odparłam. Straszna gapa ze mnie! Jak mogłam nie zauważyć, no tak szłam ze spuszczoną głową.
-Nic się nie stało księżniczko. Odpowiedział znajomy głos. – Chyba lubisz na mnie wpadać, co?
Wiem jedno. James!
-James! Chciałam go przytulić, ale złapał mnie za ramiona.
-Nie tutaj! Powiedział szeptem.
Rozejrzałam się dookoła i dopiero zrozumiałam. Byliśmy pod szkołą! Przecież odsłuchałam jedną piosenkę! Spojrzałam na odtwarzacz muzyki w telefonie i zrozumiałam że przeszłam ¼  muzyki. Fakty się pokrywały bo co James robiłby na moim osiedlu! Tak właśnie zrozumiałam jak dotarłam do szkoły.
-Później. Szepnął mi James na ucho i odszedł z parkingu w stronę wejścia do szkoły. Jak szedł to każda dziewczyna do niego „Dzień dobry panie Mcvey”. Uśmiechały się do niego cudnie i pokazywały białe zęby. Jak to widziałam to chętnie każdej tej panience wybiłabym zęby. Ślinią się na jego widok, jakby przystojnego chłopaka nie widziały. No fakt jest mega przystojny i naprawdę bił innych chłopaków na kolana.  Żaden mu urodą nie dorównywał. Był wysoki i dobrze zbudowany, ale to nie znaczy że każda musi się ślinić na jego widok!!!!
 [T.I] STOP!!! Przestań tak intensywnie myśleć. On jest twój, a ty jego i nie ma się czym przejmować!
Potrząsnęłam głową, odgoniłam złe myśli i skierowałam się do wejścia do szkoły. Tam od paru minut stały Danielle i Katy. Podeszłam do nich.
-Ile widziałyście? Spytałam UDAJĄC zawstydzoną.
-Wszystko! Odparła Danielle.  -[T.I] Lecisz na niego! Zaśmiała się.
-Hahaha bardzo śmieszne! Odparłam.  Raczej to on poleciał na mnie!!!  Takie były moje myśli.
-Jakoś ostatnio dziwnie się zachowujesz! Unikasz nas i cały dzień jakbyś mogła to miałabyś W-F! Odparła poważnym głosem Katy.
O kurwa! No to wpadłam! Muszę coś szybko wymyślić.
- Mam małe problemy w domu i nie chciałabym o tym mówić. Odparłam zrezygnowana.  Oby to łyknęły!
-Jak nie chcesz to nie mów! Odparła Danielle. – Rozumiem cię. Nie każdy chce o tym mówić.
-No dobra. Teraz sprawa W-Fu. Powiesz nam o co chodzi? Może kręcisz na boku z Mcvey’em?!?! Hmm? Dziwnie to wygląda jak zawsze po W-Fie Mcvey woła cię do magazynku, a w czasie trwania lekcji uśmiechacie się do siebie ukradkiem! Jesteśmy przyjaciółkami [T.I]! Odparła wkurzona Kate.
-Nie będę ci się spowiadać z mojego życia. I to moja sprawa co ja ci mówię, a czego nie. Pewnie ty mi też dużo rzeczy nie mówisz, więc się odpierdol ode mnie.
-Dobra. Jak chcesz. Przemyśl to sobie, a teraz nie idź do mnie jak będziesz miała jakiś problem.
-Spierdalaj. Warknęłam w jej stronę.
-[T.I] poczekaj! Wyjaśnimy sobie wszystko powiedziała Danielle.
-Nie mamy sobie czego wyjaśniać!!! Powiedziała Katy i odeszła w stronę szafek.
-Zgadzam się! Odpowiedziałam wkurzona.  Robi mi wykłady na temat tego, że mam jej wszystko mówić! Nie rządzi moim życiem! Jeszcze tak nisko nie upadłam. Nie dam się pomiatać!!! Co to to nie!?!?  Odeszłam w przeciwnym kierunku do Kate. Tak mnie  wkurzyła, że postanowiłam odpuścić sobie lekcje i pójść do Jamesa się wyżalić. Po drodze do składziku rozpłakałam się. To mnie przerosło. Ludzie na korytarzu dziwnie się na mnie patrzyli. No tak w końcu [T.I] twarda laska, która nigdy nie płacze popłakała się na w szkole i teraz przemierzała pełny ludzi korytarz. Pieprzyć to! Niestety cały czas w drodze do magazynku towarzyszyło mi nieprzyjemne uczucie. Tak jakby ktoś za mną szedł, ale jak się oglądałam za tobą to nikogo nie widziałam, kto mógłby wzbudzać podejrzenia. Dotarłam do składziku cała zapłakana i bez sił. Lekko zapukałam do drzwi słyszałam „Proszę” i od razu weszłam do środka.
James stał na środku pokoju, wpatrzony w drzwi, a w nich właśnie pojawiłam się ja cała roztrzęsiona. James od razu podszedł i mnie mocno przytulił, a ja wypłakiwałam się w jego koszulkę.
-[T.I] Co się stało? Czemu płaczesz? Spytał się z taką troską w głosie. Teraz patrzyłam na moje trampki, bo bałam się, że jak spojrzę mu w oczy to się znowu rozpłaczę. On nie wie że pokłóciłam się z przyjaciółką o niego. O mojego nauczyciela, który skradł mi serce w nietypowych okolicznościach, którego broniłam własną piersią, a on o tym nie wie. Boję się jak na to zareaguję! Chwycił mój podbródek tak bym mogła spojrzeć mu w oczy. Miał na nich wymalowaną troskę i bezradność, nie wiedział jak mi pomóc. Zebrałam się na odwagę i mu powiedziałam.
-Pokłóciłam się z Kate o ciebie.  Otwierał już buzię, żeby coś powiedzieć, ale ja nie chciałam żeby mi przerywać. – Ja wiem, że to dla ciebie może wydawać się śmieszne, ale jesteś dla mnie cholernie ważny. Ona zaczęła się wypytywać czemu tak bardzo polubiłąm W-F, a ona zaczęła mnie oskarżać, że nie mówię jej wszystkiego i tak właśnie to nasza poważna kłótnia od czasów podstawówki. Wstchnęłam i znowu się popłakałam, a James znowu mnie przytulił z czułością.
-Nic się nie stało. Dla mnie to słodkie, że dziewczyny kłócą się o chłopaka. Nie przejmuj się Kate! Albo jej przejdzie i cię przeprosi albo po prostu ma za wysokie ego i jest o ciebie zazdrosna. Pamiętaj! Dla mnie zawsze będziesz tylko ty, nikt inny się tak bardzo nie liczy w stosunku do ciebie. Wypowiedział te słowa i pocałował mnie w czubek głowy. –Jak chcesz zwolnię cię z lekcji, potem siebie i gdzieś razem pojedziemy, zapominając o tej przykrej sytuacji. Odparł uśmiechnięty. Otarł mi łzy z policzków.
-Dobrze, ale zróbmy to tak, żeby nikt nie nabrał podejrzeń. Westchnęłam z nadmiaru emocji. Nie chciałam żeby coś jeszcze popsuło mi dzisiejszy dzień.  -To idź do dyrektora i powiedz, że źle się czujesz, a potem poczekaj za rogiem szkoły. Ja natomiast powiem mu, że właśnie się dowiedziałem, że moja mama jest w szpitalu i muszę do niej jechać, a potem wsiądę w samochód i po ciebie podjadę.
-Ok. Zróbmy to jak najbardziej dyskretniej. Nie chce żeby Kate coś podejrzewała, bo w końcu może się domyślić i komuś wygadać. Wtedy będziemy mieli przesrane. Ty zostaniesz wylany ze szkoły, a mnie wyrzucą. James to za dużo jak na moje nerwy. Boję się! Odparłam zrezygnowana.
-Po tym wszystkim chcesz się tam p prostu poddać? Wyglądasz na silną dziewczynę!
-Nie chce się poddać, nie chce wychodzić na słabą i chce być z tobą, tylko…
-tylko…
-Tylko jak ktoś się dowie to nie będzie dobre da nas obojga.
-Przecież nikt nie musi wiedzieć. Trzeba korzystać z życia, bo żyje się tylko raz! Przysunął się do mnie, a jego ręce spoczęły na moich biodrach. Musnął szybko moje usta swoimi, a za chwilę oparł swoje czoło o moje. Zaśmiał się, a potem ja do niego dołączyłam. Nawet nie wiedziałam z czego się śmiejemy.
-Idź już. Widzę że już ci się humor poprawił. Uśmiechnął się w ten cudowny sposób i wypchnął mnie z magazynku. Dosłownie mnie wypchnął! Skierowałam swoje kroki w kierunku gabinetu dyrektora. Zatrzymałam się przed drzwiami z napisem „Gabinet dyrektora”, wzięłam trzy głębokie wdechy i zrobiłam minę typu „jest mi niedobrze, muszę się przewietrzyć” i zapukałam. Po usłyszeniu „Proszę” weszłam do środka. Zobaczyłam mężczyznę w średnim wieku, który siedział przy biurku.
-Panno [T.N] co cię do mnie sprowadza?
-Źle się czuję i niedobrze mi jest.
-Zgłaszałaś to swojej wychowawczyni?
-Tak. Skłamałam. - Powiedziała żebym skierowała się do pana po zwolnienie z lekcji.
-Dobrze, a twoi rodzice wiedzą, że źle się czujesz i  wyjdziesz że szkoły?
-Tak. Znowu kłamstwo. – Mama ma wolne i się mną zaopiekuję. Westchnęłam i złapałam się za brzuch dla wiarygodności.
-Dobrze. Możesz wracać do domu. Jak wrócisz do szkoły to poproś mamę żeby wypisała ci zwolnienie.
-Dobrze i dziękuję. Wyszłam z gabinetu cała rozpromieniona  i skierowałam się do wyjścia ze szkoły. Jak już opuściłam mury szkoły to poszłam w kierunku ulicy, która wychodziła ze szkoły. Stałam chwilę, znowu miałam to dziwne uczucie że ktoś mnie obserwuje. Obejrzałam się dookoła i zobaczyłam jakąś postać odchodzącą w przeciwnym kierunku. Chciałam ją zawołać i pójść za nią, ale uniemożliwił mi to James podjeżdżając swoim czarnym Audi. Zaniepokojona weszłam do auta i wypuściłam głośno powietrze.
-[T.I]? Co się stało? Jego zatroskana twarz spojrzała w moim kierunku. W jego oczach widziałam niepokój i troskę.
-Cały czas mam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Teraz zanim przyjechałeś jakaś postać w kapturze mnie obserwowała. Potem jak przyjechałeś to coś sobie poszło. James coś jest nie tak. Ja to wiem. Może Kate nas obserwuje?!
-Skarbie spokojnie. Pogłaskał mnie opiekuńczo po policzku. – Dopóki jestem przy tobie nic
ci nie grozi. Obiecuję, że jeśli ktoś cię skrzywdzi to osobiście go zabiję. Uśmiechnął się pocieszająco. Odwzajemniłam uśmiech.
-Dziękuję, że ciebie mam. Wtuliłam się w niego, chociaż było trudno, bo siedzieliśmy w samochodzie.
Odwzajemnił uścisk.
-Nie sądzisz, że powinnyśmy jechać już?
-Powinniśmy. Jedziemy do ciebie?
-Tak. Chyba, że nie chcesz?
-Chcę i to bardzo. Będą chłopaki?
-Raczej tak. Wiesz jest dopiero 9, więc pewnie jeszcze śpią. Zwykle w czwartek nigdzie się nie wybierają. Od razu uśmiech zagościł na mojej twarzy. Wreszcie zobaczę chłopaków, chociaż widziałam ich 2 dni temu, a mieliśmy zobaczyć się dopiero w sobotę lub niedzielę to bardzo chętnie odwiedzę ich dzisiaj. Stęskniłam się za nimi. Po prostu zaprzyjaźniliśmy się.
-Widzę, że ci to odpowiada. Pewnie zobaczył mój uśmiech.
-Tak. Bardzo. Polubiłam ich, są naprawdę spoko. Odpowiedziałam.
Resztę drogi przesiedzieliśmy w ciszy. Po podjeździe pod ich willę wysiadłam, a James zamknął auto i skierował się do drzwi, gdzie potem otworzył je kluczem i weszliśmy do środka. Po wejściu spotkała mnie straszna cisza. Gdy chłopaki nie rozrabiali strasznie było cicho… ta cisza mnie przerażała.
-Jak nie rozrabiają jest strasznie cicho. Nie poznaję tego domu.
-Fakt. Jak są na spoczynku można się przestraszyć tej ciszy. Odpowiedział mi. – Rozgość się. Wskazał gestem ręki na salon.
Usiadłam na sofie, a po chwili James obok mnie. W pewnym momencie chwycił mnie w talii, posadził na swoje kolana i wtulił twarz w moje włosy. Odwzajemniłam uścisk, ale nie trwało to długo, ponieważ do głowy wpadł mi pewien pomysł. 
-James. Co ty na to, żebyśmy przygotowali chłopakom śniadanie? Na pewno się ucieszą.
-Na pewno to mało powiedziane. Oni będą zachwyceni. U nas jest tak, że każdy innego dnia przyrządza śniadanie, a wiesz nikomu się nie chce i potem są małe kłótnie z tego kto ma co przyrządzać. Zazwyczaj jestem to ja przed pójściem do pracy.
-Ohh. James. Za bardzo się poświęcasz. Powiedziałam z chichotem.
-Zdecydowanie, ale jeśli ty chcesz to ja też chcę. Odpowiedział i musnął szybko moje usta swoimi.
-To do dzieła. Wstałam niechętnie z kolan Jamesa (były bardzo wygodne) i skierowałam się w stronę kuchni, a James poszedł za mną.
Wyjmowaliśmy z szafek potrzebne rzeczy to przyrządzenia pysznego śniadania.


Nie wiedziałam jeszcze, że ten dzień spędzę z chłopakami w tak dobrej atmosferze. 


2 komentarze: