Hejka ♥
Wstawiam dzisiaj Imagina z Tristanem.
Mam nadzieję, że wam się spodoba i napiszę kolejną część.
Miłego czytania misie /Julcia
1 komentarz = nastepny post
******************************************************************
Zamknęłam drzwi po wejściu do domu oraz zdjęłam buty. Miałam
dość tej pracy w tym tygodniu, a jest dopiero środa. Męczy mnie siedzenie przed
monitorem osiem godzin i obliczania rachunków. Niestety taka była moja praca. W
domu panowała cisza oraz dochodziły mnie zapachy z kuchni. Z ciekawości
pokonałam te kilka kroków. Zobaczyłam Tristana gotujące przy kuchence.
Uśmiechnęłam się szeroko na ten widok. Ubrany był w czarne obcisłe spodnie oraz
białą koszulkę. Podeszłam do niego po cichu i objęłam w tali. Wzdrygnął się,
ale po chwili rozluźnił się słysząc mój głos.
-Cześć Tristan –powiedziałam obejmując go od tyłu.
-Hej skarbie –odparł odwracając się w moją stronę i szybko
pocałował mnie w usta.
-Co gotujesz? –zapytałam.
-Twoje ulubione danie –zaśmiał się cicho.
-Spaghetti?
-Tak. –zachichotał.
-Dziękuję. –podeszłam do niego i lekko musnęłam ustami jego
policzek. –Gdzie chłopaki?
-Są w domu, a co robią to nie wiem –wzruszył ramionami.
Usiadłam na krześle przy blacie i schowałam głowę w swoje
dłonie. Czułam jak głowa mi pulsowała. Za dużo siedzenia przy komputerze,
-Źle się czujesz? –usłyszałam jak ktoś przytula mnie od
tyłu. Tristan.
-Słabo się czuję i głowa mnie boli –westchnęłam wtulając się
w niego. Tristan niestety stał, a ja siedziałam, więc musiał się schylić, żeby
pocałować mnie w czoło. Poczułam delikatne muśnięcie jego ust na swoim czole.
-Zjesz coś, a potem się połóż. Dobrze? –zapytał.
-Ok – uśmiechnęłam się pocieszająco w jego stronę, ale on
tego uśmiechu nie odwzajemnił. Patrzył na mnie z troską w oczach. Wiedział, że
jest źle.
Chciał coś powiedzieć, bo otwierał usta, ale trójka
chłopaków wchodząca do kuchni i śmiejąca się w niebo głosy mu przeszkodziła.
Ucichli dopiero gdy mnie zobaczyli.
-Cześć mała –powiedział James i pocałował w policzek.
-Nie jestem mała! –odpowiedziałam głośniej.
-Jak wolisz… mała –odparł wyjmując z lodówki wodę w butelce.
-Cześć [T.I] –Connor pocałował mnie w policzek i przytulił
lekko na powitanie.
-Hej Con –powiedziałam bardziej się w niego tuląc.
Connor był jak chodząca maskotka. Można było się zawsze do
niego przytulić. Taki miś. Connor najlepiej przytula.
Moje rozmyślania przerwał czyjś głos.
-Ze mną się nie przywitasz? –usłyszałam.
Connor odsunął się ukazując postać stojącą za nią. Chłopak z
loczkami i brązowymi oczami patrzył się na mnie.
-Brad –szepnęłam. Otworzył ramiona, a po chwili się w nich
znajdowałam.
Zaciskał swoje ramiona na mojej tali, a ja wtuliłam głowę w
zagłębienie w jego szyi. Niestety nie było nam dane przybywać w tym uścisku, bo
oczywiście pan-zazdrosny-Tristan musiał się odezwać.
-Nie widzieliście się jeden dzień, a wyglądacie jakbyście
nie widzieli się pół roku albo dłużej.
Odkleiłam się od Bradley’a i posłałam Tristanowi wrogie
spojrzenie.
-Zniszczyłeś piękną chwilę –oburzyłam się.
-Oj nie przesadzaj i tak mnie kochasz –odparł uśmiechając
się szeroko.
Wspominałam, że kocham uśmiech Tristana?
-Niestety –westchnęłam.
-Jecie spaghetti? –zapytał Tristan chłopaków.
-Spaghetti? Gdzie? –krzyknął Connor z salonu.
-Wiemy już, że Con zje –zaśmiałam się.
-Chętnie –powiedział
Brad.
-James? –zapytałam.
-Tak? –wychylił głowę zza drzwi.
-Jesz spaghetti? –zapytałam.
-Zjem –lekko się uśmiechnął.
Po kilku minutach wszyscy zasiedliśmy do stołu i zajadaliśmy
się spaghetti. Zjadłam tylko połowę swojej porcji. Resztę czasu rozgrzebywałam
sos po talerzu.
-Nie jesz już nic? –zapytał Connor.
-Nie. Chcesz? –wskazałam na swoją porcję.
Con pokiwał głową i wręczyłam mu resztki swojej porcji.
-Nadal źle się czujesz? –zapytał Tristan.
-Tak. Nic się nie zmieniło. –przyznałam.
-Weź tabletkę na ból głowy. Powinno ci przejść. –odparł.
Wstałam od stołu i skierowałam swoje kroki do kuchni.
Sięgnęłam do szafki nad kuchenką gazową i wyjęłam pudełko tabletek. Wzięłam
jedną i popiłam wodą. Nie miałam siły nadal siedzieć przy stole, więc poszłam
do swojego i Tristana pokoju. Podeszłam do wielkiej szafki, gdzie mieściły się
nasze ciuchy i wyciągnęłam z niej za dużą czarną koszulkę Trisa i swoje
spodenki do spania. Udałam się pod prysznic. Ciepła woda przyniosła mi ulgę,
ale nie na długo, bo znowu zaczęłam odczuwać ból głowy. Osunęłam się po zimnych
kafelkowych ścianach łazienki i schowałam twarz między ręce. Nie lubiłam być
chora. Miałam wtedy wahania nastroju i słabą cierpliwość do wszystkiego.
Dosłownie jak kobieta w ciąży.
Może byłam w ciąży?
Nie. To niemożliwe. Z Tristanem nie uprawialiśmy seksu już
od jakiegoś miesiąca lub dwóch.
Może rozmyślania przerwało pukanie do drzwi.
-[T.I] jesteś tam? –zapytał Tristan.
-Tak –odkrzyknęłam.
-Wszystko w porządku? –w jego głosie można było wyczuć
troskę.
-Tak. W jak najlepszym. –odpowiedziałam, ale trochę ciszej.
Wyszłam spod prysznica zakręcając kurek z wodą. Postawiłam
bose stopy na miękkim dywanie oraz założyłam wcześniej przygotowane ciuchy do spania.
Wyszłam z łazienki i kierując się do łóżka ze spuszczoną głową, ale niestety
nie doszłam do niego bo czyjaś postać mi przeszkodziła. Zadarłam głowę do góry
i ujrzałam wysokiego blondyna.
-Widzę, że nie jest w porządku. Co się dzieje księżniczko?
–trzymał ręce na moich ramionach i lekko je rozmasowywał. Przynosiło mi to
wielką ulgę.
-Nienawidzę chorować Tris. Przecież wiesz przez co
przechodzę –westchnęłam.
-Wiem. Przejdziesz przez to. –uśmiechnął się pocieszająco.
–Zawsze przychodzisz.
-Dziękuję – objęłam go w pasie i wtuliłam się w jego ciało.
-Teraz się połóż i odpoczywają. Musisz wyzdrowieć –zaciągnął
mnie do łóżka
- Tristan nie mogę. Jutro muszę iść do pracy. -Wiedział, że
praca dla mnie dużo znaczy.
-Nie uważasz, że za dużo pracujesz? Poza tym i tak dużo
pracujesz i zasługujesz na porządny urlop. –odpowiedział, gdy już leżałam w
łóżku przykryta kołdrą po samą szyję, a
on nadal stał na środku pokoju.
Tą chwilę niestety przerwami chłopcy wchodząc do pokoju.
- [T.I] jest umówiona na 10:30 do lekarza Tristan.
–powiedział James.
Chciałam się spytać o coś bardzo istotnego, ale mnie
doprowadzono mnie do słowa.
-Dobrze –odezwał się Tristan, a po chwili James zniknął za
drzwiami pokoju.
-Dlaczego zapisałeś mnie do lekarza? Nie potrzebuję go
–oczywiście w rezultacie ujawnił się mój kaszel.
-W ogóle –pokręcił głową w rozbawieniu.
-Położysz się obok mnie? –poklepałam puste miejsce obok mnie
na łóżku.
-Tak, ale najpierw wezmę prysznic –pocałował mnie w czoło,
wziął potrzebne rzeczy i udał się do łazienki.
Po 20 minutach, gdy byłam na skraju snu Tristan postanowił
wyjść z łazienki. Miał na sobie same czarne dresy, a jego mokre blond włosy
sterczały we wszystkie możliwe strony.
-Musisz jutro zadzwonić do szefa i powiedzieć, że nie
przyjedziesz do końca tygodnia do pracy. Nie pójdziesz w takim stanie.
Przynajmniej ja cię nie puszczę –rzucił rzeczy na krzesło które stało w pokoju.
-Ja muszę pracować Tristan, poza tym szef mnie zabije
–powiedziałam, mocniej nakrywając się kołdrą, bo zrobiło mi się zimno.
-Ty sobie żartujesz? Twój szef cię lubi, nie przesadzaj.
Musisz odpoczywać –położył się obok mnie i złożył delikatny pocałunek na moim
czole.
Okrył nas kołdrą, objął mnie w pasie i przyciągnął mnie do
siebie.
-Kocham cię Tristan –powiedziałam.
-Wiem. Ja ciebie bardziej –szepnął.
Tak oto odpłynęłam do krainy snów.





