środa, 24 lutego 2016

Tristan cz.1

Hejka ♥
Wstawiam dzisiaj Imagina z Tristanem. 
Mam nadzieję, że wam się spodoba i napiszę kolejną część.
Miłego czytania misie /Julcia
1 komentarz = nastepny post

******************************************************************

Zamknęłam drzwi po wejściu do domu oraz zdjęłam buty. Miałam dość tej pracy w tym tygodniu, a jest dopiero środa. Męczy mnie siedzenie przed monitorem osiem godzin i obliczania rachunków. Niestety taka była moja praca. W domu panowała cisza oraz dochodziły mnie zapachy z kuchni. Z ciekawości pokonałam te kilka kroków. Zobaczyłam Tristana gotujące przy kuchence. Uśmiechnęłam się szeroko na ten widok. Ubrany był w czarne obcisłe spodnie oraz białą koszulkę. Podeszłam do niego po cichu i objęłam w tali. Wzdrygnął się, ale po chwili rozluźnił się słysząc mój głos.
-Cześć Tristan –powiedziałam obejmując go od tyłu.
-Hej skarbie –odparł odwracając się w moją stronę i szybko pocałował mnie w usta.
-Co gotujesz? –zapytałam.
-Twoje ulubione danie –zaśmiał się cicho.
-Spaghetti?
-Tak. –zachichotał.
-Dziękuję. –podeszłam do niego i lekko musnęłam ustami jego policzek. –Gdzie chłopaki?
-Są w domu, a co robią to nie wiem –wzruszył ramionami.
Usiadłam na krześle przy blacie i schowałam głowę w swoje dłonie. Czułam jak głowa mi pulsowała. Za dużo siedzenia przy komputerze,
-Źle się czujesz? –usłyszałam jak ktoś przytula mnie od tyłu. Tristan.
-Słabo się czuję i głowa mnie boli –westchnęłam wtulając się w niego. Tristan niestety stał, a ja siedziałam, więc musiał się schylić, żeby pocałować mnie w czoło. Poczułam delikatne muśnięcie jego ust na swoim czole.
-Zjesz coś, a potem się połóż. Dobrze? –zapytał.
-Ok – uśmiechnęłam się pocieszająco w jego stronę, ale on tego uśmiechu nie odwzajemnił. Patrzył na mnie z troską w oczach. Wiedział, że jest źle.
Chciał coś powiedzieć, bo otwierał usta, ale trójka chłopaków wchodząca do kuchni i śmiejąca się w niebo głosy mu przeszkodziła. Ucichli dopiero gdy mnie zobaczyli.
-Cześć mała –powiedział James i pocałował w policzek.
-Nie jestem mała! –odpowiedziałam głośniej.
-Jak wolisz… mała –odparł wyjmując z lodówki wodę w butelce.
-Cześć [T.I] –Connor pocałował mnie w policzek i przytulił lekko na powitanie.
-Hej Con –powiedziałam bardziej się w niego tuląc.
Connor był jak chodząca maskotka. Można było się zawsze do niego przytulić. Taki miś. Connor najlepiej przytula.
Moje rozmyślania przerwał czyjś głos.
-Ze mną się nie przywitasz? –usłyszałam.
Connor odsunął się ukazując postać stojącą za nią. Chłopak z loczkami i brązowymi oczami patrzył się na mnie.
-Brad –szepnęłam. Otworzył ramiona, a po chwili się w nich znajdowałam.
Zaciskał swoje ramiona na mojej tali, a ja wtuliłam głowę w zagłębienie w jego szyi. Niestety nie było nam dane przybywać w tym uścisku, bo oczywiście pan-zazdrosny-Tristan musiał się odezwać.
-Nie widzieliście się jeden dzień, a wyglądacie jakbyście nie widzieli się pół roku albo dłużej.
Odkleiłam się od Bradley’a i posłałam Tristanowi wrogie spojrzenie.
-Zniszczyłeś piękną chwilę –oburzyłam się.
-Oj nie przesadzaj i tak mnie kochasz –odparł uśmiechając się szeroko.
Wspominałam, że kocham uśmiech Tristana?
-Niestety –westchnęłam.
-Jecie spaghetti? –zapytał Tristan chłopaków.
-Spaghetti? Gdzie? –krzyknął Connor z salonu.
-Wiemy już, że Con zje –zaśmiałam się.
-Chętnie  –powiedział Brad.
-James? –zapytałam.
-Tak? –wychylił głowę zza drzwi.
-Jesz spaghetti? –zapytałam.
-Zjem –lekko się uśmiechnął.
Po kilku minutach wszyscy zasiedliśmy do stołu i zajadaliśmy się spaghetti. Zjadłam tylko połowę swojej porcji. Resztę czasu rozgrzebywałam sos po talerzu.
-Nie jesz już nic? –zapytał Connor.
-Nie. Chcesz? –wskazałam na swoją porcję.
Con pokiwał głową i wręczyłam mu resztki swojej porcji.
-Nadal źle się czujesz? –zapytał Tristan.
-Tak. Nic się nie zmieniło. –przyznałam.
-Weź tabletkę na ból głowy. Powinno ci przejść. –odparł.
Wstałam od stołu i skierowałam swoje kroki do kuchni. Sięgnęłam do szafki nad kuchenką gazową i wyjęłam pudełko tabletek. Wzięłam jedną i popiłam wodą. Nie miałam siły nadal siedzieć przy stole, więc poszłam do swojego i Tristana pokoju. Podeszłam do wielkiej szafki, gdzie mieściły się nasze ciuchy i wyciągnęłam z niej za dużą czarną koszulkę Trisa i swoje spodenki do spania. Udałam się pod prysznic. Ciepła woda przyniosła mi ulgę, ale nie na długo, bo znowu zaczęłam odczuwać ból głowy. Osunęłam się po zimnych kafelkowych ścianach łazienki i schowałam twarz między ręce. Nie lubiłam być chora. Miałam wtedy wahania nastroju i słabą cierpliwość do wszystkiego. Dosłownie jak kobieta w ciąży.
Może byłam w ciąży?
Nie. To niemożliwe. Z Tristanem nie uprawialiśmy seksu już od jakiegoś miesiąca lub dwóch.
Może rozmyślania przerwało pukanie do drzwi.
-[T.I] jesteś tam? –zapytał Tristan.
-Tak –odkrzyknęłam.
-Wszystko w porządku? –w jego głosie można było wyczuć troskę.
-Tak. W jak najlepszym. –odpowiedziałam, ale trochę ciszej.
Wyszłam spod prysznica zakręcając kurek z wodą. Postawiłam bose stopy na miękkim dywanie oraz założyłam wcześniej przygotowane ciuchy do spania. Wyszłam z łazienki i kierując się do łóżka ze spuszczoną głową, ale niestety nie doszłam do niego bo czyjaś postać mi przeszkodziła. Zadarłam głowę do góry i ujrzałam wysokiego blondyna.
-Widzę, że nie jest w porządku. Co się dzieje księżniczko? –trzymał ręce na moich ramionach i lekko je rozmasowywał. Przynosiło mi to wielką ulgę.
-Nienawidzę chorować Tris. Przecież wiesz przez co przechodzę –westchnęłam.
-Wiem. Przejdziesz przez to. –uśmiechnął się pocieszająco. –Zawsze przychodzisz.
-Dziękuję – objęłam go w pasie i wtuliłam się w jego ciało.
-Teraz się połóż i odpoczywają. Musisz wyzdrowieć –zaciągnął mnie do łóżka
- Tristan nie mogę. Jutro muszę iść do pracy. -Wiedział, że praca dla mnie dużo znaczy.
-Nie uważasz, że za dużo pracujesz? Poza tym i tak dużo pracujesz i zasługujesz na porządny urlop. –odpowiedział, gdy już leżałam w łóżku przykryta kołdrą  po samą szyję, a on nadal stał na środku pokoju.
Tą chwilę niestety przerwami chłopcy wchodząc do pokoju.
- [T.I] jest umówiona na 10:30 do lekarza Tristan. –powiedział James.
Chciałam się spytać o coś bardzo istotnego, ale mnie doprowadzono mnie do słowa.
-Dobrze –odezwał się Tristan, a po chwili James zniknął za drzwiami pokoju.
-Dlaczego zapisałeś mnie do lekarza? Nie potrzebuję go –oczywiście w rezultacie ujawnił się mój kaszel.
-W ogóle –pokręcił głową w rozbawieniu.
-Położysz się obok mnie? –poklepałam puste miejsce obok mnie na łóżku.
-Tak, ale najpierw wezmę prysznic –pocałował mnie w czoło, wziął potrzebne rzeczy i udał się do łazienki.
Po 20 minutach, gdy byłam na skraju snu Tristan postanowił wyjść z łazienki. Miał na sobie same czarne dresy, a jego mokre blond włosy sterczały we wszystkie możliwe strony.
-Musisz jutro zadzwonić do szefa i powiedzieć, że nie przyjedziesz do końca tygodnia do pracy. Nie pójdziesz w takim stanie. Przynajmniej ja cię nie puszczę –rzucił rzeczy na krzesło które stało w pokoju.
-Ja muszę pracować Tristan, poza tym szef mnie zabije –powiedziałam, mocniej nakrywając się kołdrą, bo zrobiło mi się zimno.
-Ty sobie żartujesz? Twój szef cię lubi, nie przesadzaj. Musisz odpoczywać –położył się obok mnie i złożył delikatny pocałunek na moim czole.
Okrył nas kołdrą, objął mnie w pasie i przyciągnął mnie do siebie.
-Kocham cię Tristan –powiedziałam.
-Wiem. Ja ciebie bardziej –szepnął.
Tak oto odpłynęłam do krainy snów.


piątek, 4 grudnia 2015

POWRACAM!

Jak wiecie dodałam post w maju, że na pewien czas odchodzę.
Chciałabym wam teraz powiedzieć, że to koniec mojej przerwy i powracam na tego bloga. Mam nadzieję, że cieszycie się razem ze mną i czekacie na kolejne Imaginy.
Chciałabym wam tylko powiedzieć, że tak jak pół roku temu Imaginy będą pojawiać się rzadko, ale w określonych terminach. Będą one (tak jak wcześniej) co tydzień w piątki.
Jak możecie zauważyć zmieniłam wygląd bloga ze względu, że nasi chłopcy nagrali nową płytę "Wake Up" i nie wypada mieć starego wyglądu. Co tam u was? Dawno was o to nie pytałam :')
Jest ktoś tu jeszcze?
Zachęcam was do wzięcie udziału w ankietach po prawej stronie.
Do zobaczenia możliwe, że dzisiaj wieczorem ♥

1 komentarz = wstawiam coś dzisiaj


All the love xx

piątek, 22 maja 2015

WIELKIE PRZEPRASZAM

Ja nie wiem od czego mam zacząć... więc zacznę od początku.

1. Przepraszam, że w tym czasie nie dodaję Imaginów. Nie mam czasu ich pisać i dodawać. Nie mam w ogóle na nie pomysłu. Jak wiecie zajmuje mi to do 3 godzin danie z siebie wszystko, żeby Imagin wyszedł jak najlepiej i żeby wam przypadł do gustu.

2. Doszłam do wniosku, że sama nie poradzę sobie z blogiem, więc jeśli chciałybyście wypróbować swoich sił na blogu lub dołączyć do mojej załogi to :
a) napisz pracę o dowolnej tematyce z dowolnym członkiem zespołu.
b) uwzględnij w swojej pracy dlaczego chcesz dołączyć do załogi bloga i dlaczego mam ciebie wybrać.
c)gotową pracę wyślij na email julmaja@gmail.com. (W CIĄGU TYGODNIA DAM CI ODPOWIEDŹ.)

3. CHCIAŁABYM PODZIĘKOWAĆ ZA KAŻDE WYŚWIETLENIE. TO DLA MNIE WIELE ZNACZY. Gdy przychodzę ze szkoły i widzę, że jest czasami ponad 100 wyświetleń dziennie to uśmiech gości na moich ustach. Przez to wiem, że moja praca nie poszła na marne i wiem, że się staram. Wicie przecież i zawsze to powtarzam, że bardzo wam dziękuję. PO PROSTU JESTEŚCIE NAJLEPSI ♥ Staram się pisać Imaginy długie i odpowiadające wam. Myślę, że w 50% przynajmniej mi się to udaję ;)

4. Dziękuję za każdy komentarz, który znalazł się na tym blogu. One motywują mnie dwa razy bardziej niż wyświetlenia na blogu. Dziękuję.

5. Chciałam poruszyć sprawę niedodawania Imaginów i ... komentarzy? Gdy nie dodawałam postów w odpowiednim terminie to czułam taki wewnętrzny ból , że was zawiodłam. Wtedy musiałam napisać jak najszybciej post, żeby was nie zawieść. Wiem, że zawsze zawalałam, ale ja zawsze nie mam czasu...Tak. Komentarzy. Widzę po liczbie wyświetleń, że dużo osób odwiedza bloga, a tylko 2-3 osoby go komentują! Każdy Imagin ma po 150 wyświetleń, a tylko 2-3 komentarze!!! Ludzie serio?!? Nie chcę wam się powciskać kilku przycisków na klawiaturze klawiatury w telefonie/ tablecie czy komputerze? Mi to sprawia ogromną przyjemność nawet jak ktoś skomentuje "super" albo "fajne" lub "♥" . Taki mały ges, a uszczęśliwi człowieka ^^ Na przyszłość skomentujcie. Nie wiecie ile radości tym sprawicie drugiej osobie.

4. TO JEST PRZEDOSTATNIA SPRAWA! Mam dobrą informację dla was. Postanowiłam przenieść się na Wattpada. Lepiej się tam piszę oraz są tam ciekawe fanfiction. Oczywiście będę czasami wchodzić na Bloggera. Jeśli chcielibyście wiedzieć to na Wattpadzie będę pisała to samo co na blogerze czyli "I'm Yours" i "Imaginy The Vamps". Planuję dalej pisać Imaginy i napiszę nowe opowiadanie. Tym razem już tylko na Wattpadzie.
Link do konta na Wattpadzie: --->  kliknij <---
Jeśli nadal jest tu ktoś zainteresowany Imaginami i moją twórczością to zapraszam.
5. OSTATNIA SPRAWA I NAJWAŻNIEJSZA!!!!
Na ten czas kończę z Bloggerem. Wiem, że teraz będą pretensje, ale przepraszam. Taka kolej rzeczy. Przepraszam. Tak jak wcześniej mówiłam jeśli chcecie czytać dalej Imaginy to link do mojego konta tam znajdziecie.

Oczywiście niczego nie usuwam. Zostawiam to na pamiątkę... Kiedyś tu wejdę i powspominam te czasy...

Na koniec strasznie was kocham i jeszcze raz D.Z.I.Ę.K.U.J.Ę  za wszystko co dla mnie zrobiliście. BEZ WAS TEN BLOG BY NIE ISTNIAŁ!!! Do zobaczenia. Może jeszcze kiedyś się spotkamy. KOCHAM WAS ♥♥♥
         

piątek, 10 kwietnia 2015

Connor cz.1

HEJ, HEJ, HEJ. Przychodzę dzisiaj z Connorem. Przepisywałam go z kartek ponad 3 godziny, więc uszanujcie to, że mi się chciało siedzieć w piątek, w domu, ponad 3 godziny nad tymi wypocinami. Mam nadzieję że wam się spodoba! Jak tam u was w szkole? U mnie to masakra. Ciągle sprawdziany, kartkówki, treningi. Hahaha, czyli nic nowego. Życzę miłego czytania i do zobaczenia Kocham was ♥ /Bradi
3 komentarze = next post
~~~~~~~~
Słońce wpadało do pokoju dając temu nowy początek dnia. Otworzyłam leniwie oczy i od razu poczułam ręce na mojej talii. Connor obejmował mnie w pasie, jednocześnie przyciskając mnie do swojego torsu. Czułam jego równomierny oddech na swojej szyi. Spał! Cichutko odwróciłam się w jego stronę, żeby go nie obudzić. Po chwili ujrzałam jego twarz. Jego niesforne kosmyki włosów opadały mu na czoło, dodając mu uroku. Oczy miał zamknięte, a usta lekko uchylone. Przytulał mnie od tyłu, a jego klatka piersiowa unosiła się w miarowym tempie. Odgarnęłam włosy z jego twarzy i musnęłam lekko jego wargi swoimi. Zamruczał w moje usta, a potem przekręcił się na drugi bok i znowu zasnął. Głupek. Wstałam po cichu z łóżka, żeby go ZNOWU nie obudzić i zeszłam na parter do kuchni. Wyjęłam z szafki tosty i zaczęłam je przygotowywać, gdy poczułam czyjeś ręce na biodrach i usta na swojej szyi. Connor.
-Cześć Con. Powiedziałam na jednym wdechu, bo jego usta doprowadzały mnie do szaleństwa!
-Dzień dobry księżniczko. Odparł Connor z tą swoją poranną, seksowną chrypką. Oddalił swoje usta od mojej szyi, żeby przekręcić mnie w jego stronę. Tak jak powiedziałam, tak zrobił. Po chwili stałam twarzą do niego. Patrzył na mnie tymi niebieskimi paczałkami z tym pięknym uśmiechem. Ja już nie wytrzymałam i zasłoniłam swoją twarz dłońmi.
-Nie patrz tak na mnie! Poprosiłam błagalnie.
-Dlaczego? Zapytał.
-To proste. BO. MNIE. TO. ROZPRASZA. Westchnęłam. Jak to możliwe, że jesteśmy ze sobą już prawie 2 lata, a ja nadal nie mogę przyzwyczaić się do jego wzroku i po prostu nadal się rumienię.
Uśmiechnął się chytrze i przybliżył się do mnie, kładąc jedną rękę na mojej talii, a drugą ujął mój podbródek w dwa palce, tak bym na niego spojrzała i ucałował czule moje usta.
-Kocham cię. Powiedział patrząc w moje oczy.
-Ja ciebie też. Nawet nie wiesz jak bardzo. Lekko się zarumieniłam pod wpływem jego wzroku.
-i kocham jak się rumienisz. Kąciki jego ust znowu uniosły się ku górze.
Wtuliłam się mocno w jego tors, obejmując go w pasie i zaciągając się jego cudownym zapachem On przycisnął mnie mocniej do swojego ciała i wtulił twarz w moje włosy. Muszę przyznać, że mogłabym trwać jeszcze długo w tej pozycji, ale musiałam zadać Connorowi pytanie.
-Co dzisiaj robimy? Spytałam zakładając ręce na jego szyję.
-Jest ładna pogoda, więc planuję, że pojedziemy z chłopakami na piknik. Położył ręce na mojej talii.
-Super! Odpowiedział zachwycona. –Będę mogła się tobą nacieszyć. Niedawno wróciłeś z trasy, a za chwilę znów będziesz musiała wyjechać. Zdecydowanie spędzamy ze sobą mało czasu. Brakuje mi ciebie..
-Wiem. Odparł wesoły. –Nadrobimy stracony czas. Chciał mnie znowu pocałować, ale lekko się odsunęłam.
-Con nie teraz. Robię śniadanie! Westchnęłam. Jemu to tylko jedno w głowie.
-Ohh. Dlaczego? Przecież wiem jak na ciebie działam.
Odparł z chytrym uśmieszkiem, a następnie swoimi malinowymi wargami złożył namiętny pocałunek na mojej szyi, aż przymknęłam oczy z niekontrolowanej przyjemności. Powtarzał czynność gdzie, nie gdzie przygryzając skórę. Odchyliłam głowę, dając mu większy dostęp. W pewnym momencie przestał. Otworzyłam oczy, a on kierował swoje kroki na piętro.
 -Jak wolisz śniadanie ode mnie to nie będę ci przeszkadzał. Powiedział wchodząc po schodach.
-Debil. Powiedziałam do siebie.
-Słyszałem. Krzyknął Connor z góry. –Kiedyś się zemszczę. Dopowiedział.
-Ok. Jak tam chcesz.
Niedługo po tym jak to powiedziałam śniadanie było gotowe. Mianowicie tosty z Nutellą i herbata z cytryną.
-Ball śniadanie. Wydarłam się z kuchni stawiając na stole nasz posiłek. Nim się obejrzałam Connor zbiegł ze schodów już ubrany. Na sobie miał białą koszulkę bez rękawów, która uwydatniała jego  idealne mięśnie. Miał na sobie również czarne rurki, które podkreślały jego idealne nogi. Oczywiście nie mogło zabraknąć też czarnych krótkich Conversów. Jak na niego spojrzałam to pomyślałam jakie ja mam cholerne szczęście, że mam kogoś takiego u boku.
-Już jestem. Powiedział i podszedł do mnie, muskając ustami mój policzek. –Stęskniłaś się?
-Bardzo. Wywróciłam teatralnie oczami. –Zwłaszcza, że nie było cię 10 minut.
-Heh. Wiem przecież, że tęskniłaś.
-Skąd niby to wywnioskowałeś? Uniosłam jedną brew do góry.
-Bo kto by nie tęsknił za takim ideałem?! Zrobił śmieszny ruch biodrami.
-Bardzo skromny jesteś. Wiesz? Zapytałam ze sarkazmem w głosie.
-Wiem, ale i tak mnie kochasz. Powiedział przelotnie całując moje usta. Nawet nie zdążyłam go odwzajemnić, bo ten idiota się odsunął!
-Tak, z tym się zgodzę. Odparłam z uśmiechem na twarzy. –Jedzmy już to śniadanie.
-Ok.
Po skończonym śniadaniu postanowiłam się ubrać. Włożyłam na siebie czarne getry, czarną bluzkę z napisem „Nirvana” i czerwone znoszone Conversy. Pewnie się domyślacie. Czarny to mój ulubiony kolor. Miałam nadzieję, że będę wyglądać w połowie dobrze jak Ball, ale nie da się lepiej od niego wyglądać! Po wykonanej czynności poszłam do łazienki zrobić standardowe czynności i wyszłam kierując się do salonu, gdzie mam nadzieję przebywał Con. Moje przepuszczenia się ziściły. Chłopak siedział w salonie, z jedną nogą założoną na drugą i przeglądając coś w swoim telefonie. Gdy mnie zauważył szeroki uśmiech zagościł na jego twarzy., a ja w tym czasie usadowiłam się na jego kolanach, przytulając się do niego.
-Kiedy jedziemy na piknik?
-Co ty taka niecierpliwa? Zaśmiał się.
-Ohh. Nie możesz odpowiedzieć mi na pytanie?
-mogę. Kiedy chcesz. Powiedział.
-Chciałabym teraz. Przecież nie mamy nic do roboty.
-Dobrze. Tylko pozwolisz, że zadzwonię do chłopaków i powiem, żeby po nas przyjechali.
-Ok. Uśmiechnęłam się w jego stronę, a następnie musnęłam jego usta swoimi. Connor przytrzymał mnie w tali, aby po chwili pogłębić pocałunek. Wplotłam palce w jego włosy, a po chwili za nie pociągnęłam. Ball zajęczał w moje usta. Dłonie chłopaka po moim ciele, gdy to robił po ciele przechodziły mnie przyjemne dreszcze. Kochałam gdy tak robił. Jednak nie dało nam długo trwać w pocałunku, ponieważ Con się odsunął ode mnie.
-Kotku muszę zadzwonić. Powiedział niechętnie.
-Ohh. No jak musisz. Wstałam z jego kolan, żeby mógł swobodnie porozmawiać. Po minucie żywo rozmawiał z którymś z chłopaków. Nie minęło dużo czasu, gdy skończył tą rozmowę.
-James? Spytałam zgadując.
-Tak. Mamy do nich podejść, a potem wszyscy razem pojedziemy.
-Ok.
-Zbierajmy się już. Jest ładna pogoda, więc się przejdziemy.
-Dobra.
Wzięłam ze sobą telefon i portfel i wyszliśmy. Tak samo uczynił Connor i wyszliśmy. Podczas spaceru Con splótł swoje palce z moimi i trzymał je w żelaznym uścisku. Niby mały gest, a tak dużo znaczy. Mimowolnie uśmiechnęłam się. Po dotarciu pod willę chłopaków Ball zadzwonił dzwonkiem. Nie minęła minuta, a za drzwi wyłonił się Bradley.
-Brad! Pisnęłam. Wyswobodziłam się z plątaniny palców moich i Cona i podbiegłam do niego rzucając się mu na szyję. Dosłownie.  Podbiegłam do niego i objęłam go ramionami wokół szyi. Brunet położył swoje dłonie na moich biodrach i przycisnął mnie do siebie. Zaciągnęłam się jego zapachem. Nim się zorientowałam Simpson obkręcił mnie wokół własnej osi. Tkwiliśmy w uścisku dość długo. Ostatnio widzieliśmy się ponad pół roku temu, czyli przed nową trasą chłopaków. Niedawno wrócili, więc cały czas chciałam nacieszyć się Ballem, a dopiero teraz zrozumiałam, że zobaczę ich pierwszy raz od tak dawna. Odsunęłam się od niego patrząc w jego brązowe tęczówki. Widziałam w nich iskierki radości.
-Tęskniłam. Uśmiechnęłam się lekko.
-Ja też. Tak dawno się nie widzieliśmy. Wchodźcie! Przecież nie będziemy tak stać. Chłopcy są w salonie. Odpowiedział.
Złapałam Connora za rękę i weszliśmy do środka. Dawno  nie byłam u nich w domu. Tu nic się nie zmieniło. Ten sam zapach, ten sam bałagan, ta sama trójka chłopaków. Stanęliśmy w salonie.
-Cześć chłopaki. Powiedziałam, a od razu dwie pary oczu, które patrzyły się w telewizor odwróciły się w moją stronę.  Pierwszy zerwał się Tristan, podbiegł i mocno przytulił mnie do siebie. Ja objęłam go w pasie i zaciągnęłam się jego zapachem.
-Stęskniłem się za tobą. Odparł Tristan w moje włosy.
-Uwierz. Ja za tobą też. Oderwałam się od Trisa.
Został mi jeszcze tylko James...
James stał na końcu kolejki do powitania się ze mną. Po upragnionych kilku minutach mogłam się z nim przywitać. Stanęliśmy twarzą w twarz. James lekko się uśmiechał. Nie czekając długo podszedł do mnie i przytulił. Objęłam go mocniej i przyciągnęłam go bliżej swojego ciała. Z Jamesem łączy nas nietypowa więź. Na początku, gdy Bradley zapoznał mnie z chłopakami (byłam wielką Vampette i nadal jestem)  już wiedziałam, że nasza znajomość nie skończy się szybko. Zwłaszcza z Connorem (to on podobał mi się najbardziej). Z wszystkimi się zaprzyjaźniłam, tylko James nie był chętny do nawiązywania ze mną bliższych kontaktów. Nasze kontakty się polepszyły dopiero wtedy kiedy pokłócił się ze swoją siostrą Sophie. Nie chciał, żeby ktoś go pocieszał dlatego zamknął się w pokoju. Ja chciałam mu pokazać, że może na mnie liczyć, że nie jestem zadufaną w sobie dziewczyną mojego kumpla ( tak myślał o mnie James), więc nie posłuchałam i poszłam do jego pokoju. Zastałam go tam siedzącego pod ścianą ze spuszczoną głową. Ten wieczór spędziłam u Jamesa w pokoju pocieszając go i mówiąc co może zrobić, żeby Sophie nie była na niego zła. Szczerze nigdy nie dowiedziałam się o co się pokłócili, ale następnego dnia jak James wrócił do domu cały rozpromieniony, szeroki uśmiech gościł na jego twarzy to już wiedziałam, że wszystko jest w porządku. Miał to wymalowane na twarzy. Ciepło mi się na sercu zrobiło, gdy go widziałam, że wszystko jest w porządku. Szczerze nie poznałam go. Najbardziej zdziwiło mnie to jak po powrocie podszedł do mnie i przytulił mówiąc, że dziękuję za te rady, że to wszystko dzięki mnie i że jestem najlepszą przyjaciółką na świecie. Od tego wydarzenia nasza przyjaźń każdego dnia robi się coraz silniejsza. Teraz, gdy chłopaków nie ma w trasie znowu będę mogła spędzać czas z Jamesem. Uśmiechnęłam się, nadal go do siebie tuląc.
-Może wystarczy tego przytulania? Robię się zazdrosny. Odparł naburmuszony Con.
-Może nie. Odpowiedziałam niebieskookiemu odrywając się od James i wystawiając Ballowi język.
-Niedobra jesteś. Powiedział podchodząc bliżej mnie.
-Brawo geniuszu. Dopiero teraz to odkryłeś? Spytałam się go patrząc na niego wzrokiem typu „Serio?”.
-Nie. Już na początku naszej znajomości to zauważyłem. Poruszył śmiesznie brwiami i podszedł tak blisko, że stykaliśmy się ciałami. Zadarłam głowę do góry, żeby zobaczyć jego piękne oczy. Skorzystałam z sytuacji i szybko wspięłam się na palce i musnęłam delikatnie ustami jego nosek.
-Lepiej? Zapytałam.
-O wiele lepiej. Odparł słodko.


niedziela, 5 kwietnia 2015

James cz.6

Siemka!!!!! Przychodzę z Jamesem cz. 6 :) . Chciałam tylko powiedzieć, że tak jak wcześniej powiedziałam mają być 2 komentarze, żeby był następny Imagin, więc żeby potem nie było, że nie wstawiam Imagina co tydzień. Jeśli będzie 1 komentarz pod postem to mówię od razu, że nie wstawię Imagina w piątek ani w weekend, bo jest 1 komentarz. Piszę to tylko po to, żeby potem nie było kogoś rozczarowanego, że nie wstawiłam Imagina, bo był weekend. Wyraźnie powiedziałam, że mają być przynajmniej 2 komentarze. Dość tego tematu.Następny kilku partowiec planuję z Connorem! Cieszycie się? Zostawiam was z Jamesem. Do zobaczenia. Kocham was ♥ /Bradi
~~~~~~
Wyjmowaliśmy z szafek potrzebne rzeczy to przyrządzenia pysznego śniadania. Ja wyjmowałam tosty i masło, a James Nutellę i sztućce . Zabrałam się za krojenie chleba i smarowanie kromek, a James wziął się za zaparzenie herbaty. Prawie kończyliśmy już robić śniadanie!
-Jak myślisz polubią moje kanapki? Spytałam.
-Jeśli ty je robisz to tak. Odparł wesoły.
-Nie słódź mi tak! Powiedziałam odwracając się do niego.
-Dlaczego? Poza tym to słodko wyglądasz jak się złościsz. Zaśmiał się. Ja w odpowiedzi  podeszłam do niego i tak po prostu przytuliłam.
-Dziękuję, że jesteś. Odparłam wtulona w jego tors.
-To ja powinienem ci dziękować za to, że do mojego szarego życia wniosłaś kolory. Uśmiechnął się w ten cudowny sposób w który mięknął mi kolana. Nadal byśmy stali wtuleni w siebie gdyby nie odgłos kroków na schodach. Okazało się, że to zaspany Brad. Wszedł do kuchni nie zauważając nas.
-Może tak jakieś „cześć”? Zapytał James zakładając ręce na piersi i robiąc śmieszną minę jakby był obrażony.
Bradley odwrócił się do nas i uśmiech zagościł na jego twarzy.
-Ooo przepraszam. Nie zauważyłem was! Śpiący jestem. [T.I] jak dobrze cię widzieć. Stęskniłem się. Podszedł i przytulił mnie. Odwzajemniłam jego uścisk. –Co cię do nas sprowadza? Pytanie skierował do mnie.
-Długa historia. Odpowiedziałam głośno wypuszczając powietrze z ust i niemrawo się uśmiechając.
-Proszę powiedz. Chciałbym ci jakoś pomóc. Odparł kładąc swoje ręce na moich ramionach. –Pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć. Powiedział.
-Dzięki, ale może później. Dobrze?
-Jasne. Mi się nie spieszy. Widzę, że coś tu ładnie pachnie.
-Tak. Geniuszu. [T.I] przygotowała dla was śniadanie. Odparł James wywracając oczami.
-Kochana jesteś. Bradley znowu mnie przytulił.
-Wystarczy tego przytulania. Bierz się lepiej za jedzenie. Powiedział James.
-Dobra. Spokojnie. Nie bądź taki nerwowy. Zaśmiał się lokowaty.
Po jakiś kilku minutach jak rozmawiałam z James i Bradem na dół zszedł Connor.
-Siemka wszystkim. Odparł Connor. Podszedł do Brada, Jamesa i przywitali się po męsku, a potem podszedł do mnie i pocałował mnie w policzek.
-Widzę, że śniadanie jest gotowe i bardzo dobrze. Uśmiechnął się, a reszta wybuchła śmiechem.
-[T.I] robiła. Odparł Brad. Szczerząc się do mnie. – Swoją drogą robisz bardzo dobre jedzenie. Pochwalił mnie.
-Dzięki. Starałam się jak mogę. Uśmiechnęłam się.
-Zatrudnimy cię jako domową gosposię jak Brad tak mówi. Odparł Connor.
-Jednak nie skorzystam. Nie chcę wiedzieć jak to by się skończyło. Poza tym nie wytrzymałabym jednego dnia z wami w tym domu. Wszyscy znowu zaczęliśmy się śmiać.
Po pół godzinie wymiany zdań miedzy mną a resztą podczas śniadania przyszedł w końcu Tristan.
-Wstał ranny ptaszek. Zaśmiał się James, a ja razem z nim, siedząc na jego kolanach.
-Oj zamknij się Mcvey. Odparł Tristan.
-Cześć Tris. Powiedziałam.
-Hej [T.I]. Super, że przyszłaś. Przynajmniej nie będę sam z tymi idiotami. Powiedział Tristan całując mój policzek, tym samym przyprawiając Jamesa o białą gorączkę.
-1, 2, 3, Foch. Powiedział Brad i odwrócił się Tristana plecami.
-Mówiłeś coś? Spytał Connor Trisa spoglądając na niego spod brwi robiąc wyraz twarzy „Powtórz to, a zaraz ci wpierdolę”. Zaczęłam chichotać.
-Nie, nic nie  mówiłem. Wzruszył ramionami Tris.
-No, ja myślę. Odparł dość poważnie Connor.
-Ja nadal jestem obrażony. Odparł nadal siedząc w tej samej pozycji Brad, czyli odwrócony do wszystkich tyłem.
Teraz już nie wytrzymałam i wybuchłam śmiechem. To było takie zabawne. Jak taka sytuacja panowała u niech w domu, że jeden powiedział coś głupiego to drugi się obrażał a trzeci był na niego wkurwiony, to ja gratuluję czwartemu (w tym przypadku Jamesowi) że musi z nimi wytrzymywać. Jak u nich jest tak zawsze to się do nich przeprowadzam. Wyśmieję się za wszystkie czasy. Po chwili wszystkie cztery pary oczu spojrzały na mnie.
-Czy u was zawsze panuje taka atmosfera? Spytałam.
-Niestety tak. Odparł James.
Znowu wybuchłam śmiechem. Chyba mam zaraźliwy śmiech, bo po sekundzie cała czwórka śmiała się ze mną.
 Za chwilę już wszyscy normalnie siedzieliśmy przy stole w kuchni i rozmawialiśmy.
-To co dzisiaj robimy? Spytałam.
-Może wypad na miasto. Jest piękna pogoda. Odparł Bard rozwalając się jeszcze bardziej na krześle na którym siedział.
-A ty przypadkiem nie powinnaś być w szkole? Spytał się mnie Tris z pod uniesionych brwi.
-Powinnam. Spuściłam głowę. – To długa historia. Później wam wszystkim powiem.
-Nie męczcie już dziewczyny. Widać, że nie chce mówić. Powiedział James, obejmując mnie mocniej w talii i całując lekko moją szyję. -Ubierzcie się i wyjdziemy. Tą odpowiedź skierował do chłopaków.
-Oki. Odparł Connor podskakując jak księżniczka w stronę schodów. Za nim poszli Brad i Tristan.
-Wiesz? Zazdroszczę ci. Wyznałam Jamesowi.
-Czego? Podniósł brwi w geście zdziwienia. –Tej trójki idiotów?
-Tak. Masz ich na wyciągnięcie ręki i zawsze możesz na nich liczyć, pomogą ci w każdej sytuacji. Ja też chciałabym mieć takich przyjaciół.
-Przecież to też są twoi przyjaciele! James położył mi rękę na ramieniu.
-No tak, ale ty z nimi mieszkasz, masz ich prawie zawsze przy sobie, a ja nie dość, że muszę ukrywać nasz związek to jeszcze straciłam przyjaciółkę. Samotna łza spłynęła mi po policzku.
-Ja jestem przy tobie, mogę być zawsze, tylko wiesz że nie może tak być. James spuścił głowę. –Na mnie możesz zawsze liczyć. Pamiętaj też, że chłopaki to też twoi przyjaciele. Odparł cicho, opierając swoje czoło o moje i dopiero teraz zobaczyłam łzy na jego policzkach. Płakał. Sięgnęłam ręką do jego policzka i delikatnie starłam łzy. Jego niebieskie oczy lśniły jeszcze od łez. Nie myśląc długo. Przytuliłam się do niego mocno. W jego ramionach było mi bezpiecznie. Zapominałam o troskach i zmartwieniach. Myślałam o tym, jakie ja mam cholerne szczęście mieć go przy sobie. Prawdziwy skarb. Trzymaliśmy się w ramionach, gdy nagle poczułam gdy jakaś para ramion nas przytula. Po chwili dołączyły jeszcze 2 pary ramion. Chłopaki. Ciepło mi się na sercu zrobiło, gdy jednak James miał rację. Mogę na nich liczyć.
-Cieszę, że was mam. Odparłam nadal siedząc na kolanach Jamesa i przytulana przez tą 4 kochanych idiotów.
-My też, ale nie musicie płakać w tak piękny dzień. Odpowiedział Brad i pocałował mnie w policzek i Jamesa.
-Rozchmurzcie się. Nie będziemy marnować dnia na wylewanie łez. Zaśmiał się Tristan.
Wstałam z kolan Jamesa i wytarłam oczy.
-To co w końcu robimy? Spytałam wyciągając się.
-W końcu trzeba wyjść z tego domu. Powiedział Connor. –Bo w końcu z tego wyjścia nic nie wyjdzie.
-Masz rację. Z krzesła wstał również James. Złapał moją rękę w uścisku i skierowaliśmy się do drzwi.
Po wyjściu z  domu z chłopakami skierowaliśmy się do centrum.
-Myślę, że najpierw KFC, potem sklepy z ciuchami, a na koniec drogerie. Odparł Brad.
-Ok. Mi pasuje. Odparł James.
-Dobra. James idź z [T.I]. Na pewno chcielibyście pobyć we dwójkę, a ja zabieram Tristana i Connora.
-Sądzisz, że sobie nie poradzę sam? Spytał Connor.
-Tak. Kiedyś zgubiłeś się w sklepie. Odparł Bradley, a ja z resztą zaczęłam się śmiać oczywiście oprócz Connora. Jedynie nie było mu do śmiechu.
-Mam opowiadać ze szczegółami twoją przygodę? Spytał Brad Connora.
-Jesteś okrutny. Odparł Connor prychając.
-ale i tak mnie kochasz. Odparł wesoło lokaty.
-Oczywiście. Zawsze i wszędzie. Odparł śmiesznie Con. –Nie mogę bez ciebie żyć! Powiedział głośniej Connor, przez co ludzie, którzy akurat obok nas przechodzili dziwnie się na nas patrzyli, przez co znowu zalała mnie fala śmiechu.
Przysłuchiwałam się z Jamesem jeszcze z 5 minut wymianie zdań między Bradem, a Connorem i powiem wam, że to był czysty kabaret. Moglibyśmy jeszcze tak stać, gdyby nie James.
-Możemy już iść? Spytał.
-Tak. Jasne. Nie będziemy was zatrzymywać. Odparł Tristan.
-Wreszcie. Odparł James. –Ile można?
Zaśmiałam się na jego słowa. Złapałam Jamesa za rękę i splotłam razem nasze palce.
-Chodź. Pokupujemy sobie trochę.  Odparł James z wielkim bananem na ustach i pocałował mnie w w policzek. Zarumieniłam się lekko.
Tak zaczęła się nasza przygoda w centrum.







sobota, 21 marca 2015

James cz.5

POWRACAM!!!!!! Po miesiącu odpoczynku powracam z masą pomysłów, NOWYMI ZASADAMI i zapałem do pisania. Mam nadzieję, że blog na tym nic nie stracił i nadal będziecie komentować!!!
Podczas miesięcznej przerwy ustaliłam nowe punkty, do których ja i wy będziemy się stosować:
-Imaginy będą publikowane w piątek lub weekend (zależy jak mi wypadnie)
-Min. 2 komentarze = następny Imagin
-Jeśli nie dodam Imagina to znaczy, że mam za dużo nauki, mam problemy z internetem albo po prostu nie miałam kiedy go napisać!
- Niedawno utworzyłam zakładkę  „Wasze pomysły”, więc jeśli macie pomysł lub jakiś przebłysk to śmiało pisać, bo naprawdę w pewnym momencie nie będą miała pomysłów, a jak brak pomysłów = brak Imaginów. Tego pewnie byście nie chcieli.
To tyle. Do zobaczenia za tydzień skarby. Kocham was! /Bradi
******
Dzisiaj czwartek. Jak zwykle rano zwlekłam się z łóżka żeby wyszykować się do szkoły. Od razu przypomniałam sobie co James wczoraj powiedział i nadal nie mogłam w to uwierzyć, że ja [TI] grzeczna i porządna dziewczyna spotyka się z nauczycielem! Czasami mam wrażenie, że to jakiś piękny sen z którego zaraz się obudzę albo, że wszyscy dookoła robią sobie ze mnie jaja. Dzisiejszego dnia mamy tyko jedną godzinę wychowania fizycznego i to na dodatek ostatnią. Przeklinam mój plan lekcji! Zobaczę się z Jamesem dopiero za 8 godzin. Spojrzałam na zegarek,, który wisiał na ścianie.
-Cholera!
Zostało mi jeszcze 10 min na wyszykowanie się i 15 min na dojście! Ubrałam się w naszykowane rzeczy, wzięłam plecak i zbiegłam na dół po szybkie śniadanie, czyli jabłko i batonik zbożowy. Rodziców jak zwykle nie było w domu i musiałam iść piechotą. Założyłam trampki i wyszłam. Do uszu włożyłam słuchawki, podłączyłam do telefonu i zaczęłam słuchać muzyki. Na sam początek poszedł Ed Sheeran „Thinking Out Loud”. Kocham tą piosenkę. Po drodze zaczęłam ją sobie nucić. Nawet nie zauważyłam, gdy na kogoś wpadłam.
-Przepraszam. Odparłam. Straszna gapa ze mnie! Jak mogłam nie zauważyć, no tak szłam ze spuszczoną głową.
-Nic się nie stało księżniczko. Odpowiedział znajomy głos. – Chyba lubisz na mnie wpadać, co?
Wiem jedno. James!
-James! Chciałam go przytulić, ale złapał mnie za ramiona.
-Nie tutaj! Powiedział szeptem.
Rozejrzałam się dookoła i dopiero zrozumiałam. Byliśmy pod szkołą! Przecież odsłuchałam jedną piosenkę! Spojrzałam na odtwarzacz muzyki w telefonie i zrozumiałam że przeszłam ¼  muzyki. Fakty się pokrywały bo co James robiłby na moim osiedlu! Tak właśnie zrozumiałam jak dotarłam do szkoły.
-Później. Szepnął mi James na ucho i odszedł z parkingu w stronę wejścia do szkoły. Jak szedł to każda dziewczyna do niego „Dzień dobry panie Mcvey”. Uśmiechały się do niego cudnie i pokazywały białe zęby. Jak to widziałam to chętnie każdej tej panience wybiłabym zęby. Ślinią się na jego widok, jakby przystojnego chłopaka nie widziały. No fakt jest mega przystojny i naprawdę bił innych chłopaków na kolana.  Żaden mu urodą nie dorównywał. Był wysoki i dobrze zbudowany, ale to nie znaczy że każda musi się ślinić na jego widok!!!!
 [T.I] STOP!!! Przestań tak intensywnie myśleć. On jest twój, a ty jego i nie ma się czym przejmować!
Potrząsnęłam głową, odgoniłam złe myśli i skierowałam się do wejścia do szkoły. Tam od paru minut stały Danielle i Katy. Podeszłam do nich.
-Ile widziałyście? Spytałam UDAJĄC zawstydzoną.
-Wszystko! Odparła Danielle.  -[T.I] Lecisz na niego! Zaśmiała się.
-Hahaha bardzo śmieszne! Odparłam.  Raczej to on poleciał na mnie!!!  Takie były moje myśli.
-Jakoś ostatnio dziwnie się zachowujesz! Unikasz nas i cały dzień jakbyś mogła to miałabyś W-F! Odparła poważnym głosem Katy.
O kurwa! No to wpadłam! Muszę coś szybko wymyślić.
- Mam małe problemy w domu i nie chciałabym o tym mówić. Odparłam zrezygnowana.  Oby to łyknęły!
-Jak nie chcesz to nie mów! Odparła Danielle. – Rozumiem cię. Nie każdy chce o tym mówić.
-No dobra. Teraz sprawa W-Fu. Powiesz nam o co chodzi? Może kręcisz na boku z Mcvey’em?!?! Hmm? Dziwnie to wygląda jak zawsze po W-Fie Mcvey woła cię do magazynku, a w czasie trwania lekcji uśmiechacie się do siebie ukradkiem! Jesteśmy przyjaciółkami [T.I]! Odparła wkurzona Kate.
-Nie będę ci się spowiadać z mojego życia. I to moja sprawa co ja ci mówię, a czego nie. Pewnie ty mi też dużo rzeczy nie mówisz, więc się odpierdol ode mnie.
-Dobra. Jak chcesz. Przemyśl to sobie, a teraz nie idź do mnie jak będziesz miała jakiś problem.
-Spierdalaj. Warknęłam w jej stronę.
-[T.I] poczekaj! Wyjaśnimy sobie wszystko powiedziała Danielle.
-Nie mamy sobie czego wyjaśniać!!! Powiedziała Katy i odeszła w stronę szafek.
-Zgadzam się! Odpowiedziałam wkurzona.  Robi mi wykłady na temat tego, że mam jej wszystko mówić! Nie rządzi moim życiem! Jeszcze tak nisko nie upadłam. Nie dam się pomiatać!!! Co to to nie!?!?  Odeszłam w przeciwnym kierunku do Kate. Tak mnie  wkurzyła, że postanowiłam odpuścić sobie lekcje i pójść do Jamesa się wyżalić. Po drodze do składziku rozpłakałam się. To mnie przerosło. Ludzie na korytarzu dziwnie się na mnie patrzyli. No tak w końcu [T.I] twarda laska, która nigdy nie płacze popłakała się na w szkole i teraz przemierzała pełny ludzi korytarz. Pieprzyć to! Niestety cały czas w drodze do magazynku towarzyszyło mi nieprzyjemne uczucie. Tak jakby ktoś za mną szedł, ale jak się oglądałam za tobą to nikogo nie widziałam, kto mógłby wzbudzać podejrzenia. Dotarłam do składziku cała zapłakana i bez sił. Lekko zapukałam do drzwi słyszałam „Proszę” i od razu weszłam do środka.
James stał na środku pokoju, wpatrzony w drzwi, a w nich właśnie pojawiłam się ja cała roztrzęsiona. James od razu podszedł i mnie mocno przytulił, a ja wypłakiwałam się w jego koszulkę.
-[T.I] Co się stało? Czemu płaczesz? Spytał się z taką troską w głosie. Teraz patrzyłam na moje trampki, bo bałam się, że jak spojrzę mu w oczy to się znowu rozpłaczę. On nie wie że pokłóciłam się z przyjaciółką o niego. O mojego nauczyciela, który skradł mi serce w nietypowych okolicznościach, którego broniłam własną piersią, a on o tym nie wie. Boję się jak na to zareaguję! Chwycił mój podbródek tak bym mogła spojrzeć mu w oczy. Miał na nich wymalowaną troskę i bezradność, nie wiedział jak mi pomóc. Zebrałam się na odwagę i mu powiedziałam.
-Pokłóciłam się z Kate o ciebie.  Otwierał już buzię, żeby coś powiedzieć, ale ja nie chciałam żeby mi przerywać. – Ja wiem, że to dla ciebie może wydawać się śmieszne, ale jesteś dla mnie cholernie ważny. Ona zaczęła się wypytywać czemu tak bardzo polubiłąm W-F, a ona zaczęła mnie oskarżać, że nie mówię jej wszystkiego i tak właśnie to nasza poważna kłótnia od czasów podstawówki. Wstchnęłam i znowu się popłakałam, a James znowu mnie przytulił z czułością.
-Nic się nie stało. Dla mnie to słodkie, że dziewczyny kłócą się o chłopaka. Nie przejmuj się Kate! Albo jej przejdzie i cię przeprosi albo po prostu ma za wysokie ego i jest o ciebie zazdrosna. Pamiętaj! Dla mnie zawsze będziesz tylko ty, nikt inny się tak bardzo nie liczy w stosunku do ciebie. Wypowiedział te słowa i pocałował mnie w czubek głowy. –Jak chcesz zwolnię cię z lekcji, potem siebie i gdzieś razem pojedziemy, zapominając o tej przykrej sytuacji. Odparł uśmiechnięty. Otarł mi łzy z policzków.
-Dobrze, ale zróbmy to tak, żeby nikt nie nabrał podejrzeń. Westchnęłam z nadmiaru emocji. Nie chciałam żeby coś jeszcze popsuło mi dzisiejszy dzień.  -To idź do dyrektora i powiedz, że źle się czujesz, a potem poczekaj za rogiem szkoły. Ja natomiast powiem mu, że właśnie się dowiedziałem, że moja mama jest w szpitalu i muszę do niej jechać, a potem wsiądę w samochód i po ciebie podjadę.
-Ok. Zróbmy to jak najbardziej dyskretniej. Nie chce żeby Kate coś podejrzewała, bo w końcu może się domyślić i komuś wygadać. Wtedy będziemy mieli przesrane. Ty zostaniesz wylany ze szkoły, a mnie wyrzucą. James to za dużo jak na moje nerwy. Boję się! Odparłam zrezygnowana.
-Po tym wszystkim chcesz się tam p prostu poddać? Wyglądasz na silną dziewczynę!
-Nie chce się poddać, nie chce wychodzić na słabą i chce być z tobą, tylko…
-tylko…
-Tylko jak ktoś się dowie to nie będzie dobre da nas obojga.
-Przecież nikt nie musi wiedzieć. Trzeba korzystać z życia, bo żyje się tylko raz! Przysunął się do mnie, a jego ręce spoczęły na moich biodrach. Musnął szybko moje usta swoimi, a za chwilę oparł swoje czoło o moje. Zaśmiał się, a potem ja do niego dołączyłam. Nawet nie wiedziałam z czego się śmiejemy.
-Idź już. Widzę że już ci się humor poprawił. Uśmiechnął się w ten cudowny sposób i wypchnął mnie z magazynku. Dosłownie mnie wypchnął! Skierowałam swoje kroki w kierunku gabinetu dyrektora. Zatrzymałam się przed drzwiami z napisem „Gabinet dyrektora”, wzięłam trzy głębokie wdechy i zrobiłam minę typu „jest mi niedobrze, muszę się przewietrzyć” i zapukałam. Po usłyszeniu „Proszę” weszłam do środka. Zobaczyłam mężczyznę w średnim wieku, który siedział przy biurku.
-Panno [T.N] co cię do mnie sprowadza?
-Źle się czuję i niedobrze mi jest.
-Zgłaszałaś to swojej wychowawczyni?
-Tak. Skłamałam. - Powiedziała żebym skierowała się do pana po zwolnienie z lekcji.
-Dobrze, a twoi rodzice wiedzą, że źle się czujesz i  wyjdziesz że szkoły?
-Tak. Znowu kłamstwo. – Mama ma wolne i się mną zaopiekuję. Westchnęłam i złapałam się za brzuch dla wiarygodności.
-Dobrze. Możesz wracać do domu. Jak wrócisz do szkoły to poproś mamę żeby wypisała ci zwolnienie.
-Dobrze i dziękuję. Wyszłam z gabinetu cała rozpromieniona  i skierowałam się do wyjścia ze szkoły. Jak już opuściłam mury szkoły to poszłam w kierunku ulicy, która wychodziła ze szkoły. Stałam chwilę, znowu miałam to dziwne uczucie że ktoś mnie obserwuje. Obejrzałam się dookoła i zobaczyłam jakąś postać odchodzącą w przeciwnym kierunku. Chciałam ją zawołać i pójść za nią, ale uniemożliwił mi to James podjeżdżając swoim czarnym Audi. Zaniepokojona weszłam do auta i wypuściłam głośno powietrze.
-[T.I]? Co się stało? Jego zatroskana twarz spojrzała w moim kierunku. W jego oczach widziałam niepokój i troskę.
-Cały czas mam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Teraz zanim przyjechałeś jakaś postać w kapturze mnie obserwowała. Potem jak przyjechałeś to coś sobie poszło. James coś jest nie tak. Ja to wiem. Może Kate nas obserwuje?!
-Skarbie spokojnie. Pogłaskał mnie opiekuńczo po policzku. – Dopóki jestem przy tobie nic
ci nie grozi. Obiecuję, że jeśli ktoś cię skrzywdzi to osobiście go zabiję. Uśmiechnął się pocieszająco. Odwzajemniłam uśmiech.
-Dziękuję, że ciebie mam. Wtuliłam się w niego, chociaż było trudno, bo siedzieliśmy w samochodzie.
Odwzajemnił uścisk.
-Nie sądzisz, że powinnyśmy jechać już?
-Powinniśmy. Jedziemy do ciebie?
-Tak. Chyba, że nie chcesz?
-Chcę i to bardzo. Będą chłopaki?
-Raczej tak. Wiesz jest dopiero 9, więc pewnie jeszcze śpią. Zwykle w czwartek nigdzie się nie wybierają. Od razu uśmiech zagościł na mojej twarzy. Wreszcie zobaczę chłopaków, chociaż widziałam ich 2 dni temu, a mieliśmy zobaczyć się dopiero w sobotę lub niedzielę to bardzo chętnie odwiedzę ich dzisiaj. Stęskniłam się za nimi. Po prostu zaprzyjaźniliśmy się.
-Widzę, że ci to odpowiada. Pewnie zobaczył mój uśmiech.
-Tak. Bardzo. Polubiłam ich, są naprawdę spoko. Odpowiedziałam.
Resztę drogi przesiedzieliśmy w ciszy. Po podjeździe pod ich willę wysiadłam, a James zamknął auto i skierował się do drzwi, gdzie potem otworzył je kluczem i weszliśmy do środka. Po wejściu spotkała mnie straszna cisza. Gdy chłopaki nie rozrabiali strasznie było cicho… ta cisza mnie przerażała.
-Jak nie rozrabiają jest strasznie cicho. Nie poznaję tego domu.
-Fakt. Jak są na spoczynku można się przestraszyć tej ciszy. Odpowiedział mi. – Rozgość się. Wskazał gestem ręki na salon.
Usiadłam na sofie, a po chwili James obok mnie. W pewnym momencie chwycił mnie w talii, posadził na swoje kolana i wtulił twarz w moje włosy. Odwzajemniłam uścisk, ale nie trwało to długo, ponieważ do głowy wpadł mi pewien pomysł. 
-James. Co ty na to, żebyśmy przygotowali chłopakom śniadanie? Na pewno się ucieszą.
-Na pewno to mało powiedziane. Oni będą zachwyceni. U nas jest tak, że każdy innego dnia przyrządza śniadanie, a wiesz nikomu się nie chce i potem są małe kłótnie z tego kto ma co przyrządzać. Zazwyczaj jestem to ja przed pójściem do pracy.
-Ohh. James. Za bardzo się poświęcasz. Powiedziałam z chichotem.
-Zdecydowanie, ale jeśli ty chcesz to ja też chcę. Odpowiedział i musnął szybko moje usta swoimi.
-To do dzieła. Wstałam niechętnie z kolan Jamesa (były bardzo wygodne) i skierowałam się w stronę kuchni, a James poszedł za mną.
Wyjmowaliśmy z szafek potrzebne rzeczy to przyrządzenia pysznego śniadania.


Nie wiedziałam jeszcze, że ten dzień spędzę z chłopakami w tak dobrej atmosferze. 


sobota, 21 lutego 2015

WAŻNE OGŁOSZENIE, Imagin!!!

Na początku chcę przeprosić za nie dodanie Imaginów w piątki. Mam dużo sprawdzianów, kartkówek, jeszcze mam treningi i po prostu nie wyrabiam. Piszę tą notatkę po to aby was nie męczyć i nie obawiać. NA MIESIĄC ZAWIESZAM BLOGA!!! Pewnie domyślacie się dlaczego, bo zawsze coś wstawiałam. Otóż to! Od początku założenia tego bloga zawsze dodawałam posty nieregularnie. Po prostu nie zdawałam sobie jeszcze z tego sprawy, że to wielki obowiązek. Zaprzepaściłam ten czas. Powrócił rok szkolny i dopiero wtedy okazało się, że na prawdę nie mam czasu. Jak wiecie miałam już taki okres w którym nie dodawałam Imaginów i nie poinformowałam was o tym. Bo, przyznajmy szczerze nie miałam komu. Nikt go nie komentował.
Moje statystyki zaczęły nabierać tempa jak zaczęłam w październiku pisać moje ff. Wtedy myślałam że to przez przypadek tam ktoś wchodzi, ale zorientowałam się że tak nie jest. Ludzie zaczęli to czytać, (byłam zaskoczona, że ktoś czyta moje wypociny) więc postanowiłam dodać posta i tak aż do teraz tu pisze ( bo wiem, że ktoś to czyta i komentuje). Jestem wam bardzo, ale to bardzo wdzięczna za każdy komentarz i moment spędzony na przeczytaniu! To bardzo wiele dla mnie znaczy i nie wiecie jaką radość mi tym sprawiacie( moje serce się raduję ).
Robię sobie przerwę, ponieważ muszę odpocząć, poukładać parę spraw, wziąć się do nauki i nie chce was o tym NIE poinformować. Chce żebyście wiedzieli.
Nie wiem, kiedy tu zajrzę. Może za miesiąc, może dwa. Nie wiem, kiedy nastąpi ten moment w którym tu wejdę i stwierdzę "Czas się wziąć się znowu do roboty!"? /Bradi
Będę za wami tęsknić :') 
CHCĘ KAŻDEMU, ALE TO KAŻDEMU PODZIĘKOWAĆ, BO BEZ WAS TEN BLOG BY NIE ISTNIAŁ!!!!                             D.Z.I.Ę.K.U.J.Ę

Na poprawę humoru mam dla was kawałek 5 części Jamesa, którą zaczęłam pisać i nie skończę w najbliższym czasie ;)

2 KOMENTARZE = NEXT POST (za miesiąc) 

Dzisiaj czwartek. Jak zwykle rano zwlekłam się z łóżka żeby wyszykować się do szkoły. Od razu przypomniałam sobie co James wczoraj powiedział i nadal nie mogłam w to uwierzyć, że ja [TI] grzeczna i porządna dziewczyna spotyka się z nauczycielem! Czasami mam wrażenie, że to jakiś piękny sen z którego zaraz się obudzę albo, że wszyscy dookoła robią sobie ze mnie jaja. Dzisiejszego dnia mamy tyko jedną godzinę wychowania fizycznego i to na dodatek ostatnią. Przeklinam mój plan lekcji! Zobaczę się z Jamesem dopiero za 8 godzin. Spojrzałam na zegarek,, który wisiał na ścianie.
-Cholera!
Zostało mi jeszcze 10 min na wyszykowanie się i 15 min na dojście! Ubrałam się w naszykowane rzeczy, wzięłam plecak i zbiegłam na dół po szybkie śniadanie, czyli jabłko i batonik zbożowy. Rodziców jak zwykle nie było w domu i musiałam iść piechotą. Założyłam trampki i wyszłam. Do uszu włożyłam słuchawki, podłączyłam do telefonu i zaczęłam słuchać muzyki. Na sam początek poszedł Ed Sheeran „Thinking Out Loud”. Kocham tą piosenkę. Po drodze zaczęłam ją sobie nucić. Nawet nie zauważyłam, gdy na kogoś wpadłam.
-Przepraszam. Odparłam. Straszna gapa ze mnie! Jak mogłam nie zauważyć, no tak szłam ze spuszczoną głową.
-Nic się nie stało księżniczko. Odpowiedział znajomy głos. – Chyba lubisz na mnie wpadać, co?
Wiem jedno. James!
-James! Chciałam go przytulić, ale złapał mnie za ramiona.
-Nie tutaj! Powiedział szeptem.
Rozejrzałam się dookoła i dopiero zrozumiałam. Byliśmy pod szkołą! Przecież odsłuchałam jedną piosenkę! Spojrzałam na odtwarzacz muzyki w telefonie i zrozumiałam że przeszłam ¼  muzyki. Fakty się pokrywały bo co James robiłby na moim osiedlu! Tak właśnie zrozumiałam jak dotarłam do szkoły.
-Później. Szepnął mi James na ucho i odszedł z parkingu w stronę wejścia do szkoły. Jak szedł to każda dziewczyna do niego „Dzień dobry panie Mcvey”. Uśmiechały się do niego cudnie i pokazywały białe zęby. Jak to widziałam to chętnie każdej tej panience wybiłabym zęby. Ślinią się na jego widok, jakby przystojnego chłopaka nie widziały. No fakt jest mega przystojny i naprawdę bił innych chłopaków na kolana.  Żaden mu urodą nie dorównywał. Był wysoki i dobrze zbudowany, ale to nie znaczy że każda musi się ślinić na jego widok!!!!
 [T.I] STOP!!! Przestań tak intensywnie myśleć. On jest twój, a ty jego i nie ma się czym przejmować!
Potrząsnęłam głową, odgoniłam złe myśli i skierowałam się do wejścia do szkoły. Tam od paru minut stały Danielle i Katy. Podeszłam do nich.
-Ile widziałyście? Spytałam UDAJĄC zawstydzoną.
-Wszystko! Odparła Danielle.  -[T.I] Lecisz na niego! Zaśmiała się.
-Hahaha bardzo śmieszne! Odparłam.  Raczej to on poleciał na mnie!!!  Takie były moje myśli.
-Jakoś ostatnio dziwnie się zachowujesz! Unikasz nas i cały dzień jakbyś mogła to miałabyś W-F! Odparła poważnym głosem Katy.
O kurwa! No to wpadłam! Muszę coś szybko wymyślić.
- Mam małe problemy w domu i nie chciałabym o tym mówić. Odparłam zrezygnowana.  Oby to łyknęły!
-Jak nie chcesz to nie mów! Odparła Danielle. – Rozumiem cię. Nie każdy chce o tym mówić.
-No dobra. Teraz sprawa W-Fu. Powiesz nam o co chodzi? Może kręcisz na boku z Mcvey’em?!?! Hmm? Dziwnie to wygląda jak zawsze po W-Fie Mcvey woła cię do magazynku, a w czasie trwania lekcji uśmiechacie się do siebie ukradkiem! Jesteśmy przyjaciółkami [T.I]! Odparła wkurzona Kate.
-Nie będę ci się spowiadać z mojego życia. I to moja sprawa co ja ci mówię, a czego nie. Pewnie ty mi też dużo rzeczy nie mówisz, więc się odpierdol ode mnie.
-Dobra. Jak chcesz. Przemyśl to sobie, a teraz nie idź do mnie jak będziesz miała jakiś problem.
-[T.I] poczekaj! Wyjaśnimy sobie wszystko powiedziała Danielle.
-Nie mamy sobie czego wyjaśniać!!! Powiedziała Katy i odeszła w stronę szafek.

-Zgadzam się! Odpowiedziałam wkurzona.  Robi mi wykłady na temat tego, że mam jej wszystko mówić! Nie rządzi moim życiem! Jeszcze tak nisko nie upadłam. Nie dam się pomiatać!!! Co to to nie!?!?  Odeszłam w przeciwnym kierunku do Kate. Tak mnie  wkurzyła, że postanowiłam odpuścić sobie lekcje i pójść do Jamesa się wyżalić. Po drodze do składziku rozpłakałam się. To mnie przerosło. Ludzie na korytarzu dziwnie się na mnie patrzyli. No tak w końcu [T.I] twarda laska, która nigdy nie płacze popłakała się na w szkole i teraz przemierzała pełny ludzi korytarz. Pieprzyć to! Niestety cały czas w drodze do magazynku towarzyszyło mi nieprzyjemne uczucie. Tak jakby ktoś za mną szedł, ale jak się oglądałam za tobą to nikogo nie widziałam, kto mógłby wzbudzać podejrzenia. Dotarłam do składziku cała zapłakana i bez sił. Lekko zapukałam do drzwi słyszałam „Proszę” i od razu weszłam do środka....

Ciąg dalszy nastąpi