piątek, 4 grudnia 2015

POWRACAM!

Jak wiecie dodałam post w maju, że na pewien czas odchodzę.
Chciałabym wam teraz powiedzieć, że to koniec mojej przerwy i powracam na tego bloga. Mam nadzieję, że cieszycie się razem ze mną i czekacie na kolejne Imaginy.
Chciałabym wam tylko powiedzieć, że tak jak pół roku temu Imaginy będą pojawiać się rzadko, ale w określonych terminach. Będą one (tak jak wcześniej) co tydzień w piątki.
Jak możecie zauważyć zmieniłam wygląd bloga ze względu, że nasi chłopcy nagrali nową płytę "Wake Up" i nie wypada mieć starego wyglądu. Co tam u was? Dawno was o to nie pytałam :')
Jest ktoś tu jeszcze?
Zachęcam was do wzięcie udziału w ankietach po prawej stronie.
Do zobaczenia możliwe, że dzisiaj wieczorem ♥

1 komentarz = wstawiam coś dzisiaj


All the love xx

piątek, 22 maja 2015

WIELKIE PRZEPRASZAM

Ja nie wiem od czego mam zacząć... więc zacznę od początku.

1. Przepraszam, że w tym czasie nie dodaję Imaginów. Nie mam czasu ich pisać i dodawać. Nie mam w ogóle na nie pomysłu. Jak wiecie zajmuje mi to do 3 godzin danie z siebie wszystko, żeby Imagin wyszedł jak najlepiej i żeby wam przypadł do gustu.

2. Doszłam do wniosku, że sama nie poradzę sobie z blogiem, więc jeśli chciałybyście wypróbować swoich sił na blogu lub dołączyć do mojej załogi to :
a) napisz pracę o dowolnej tematyce z dowolnym członkiem zespołu.
b) uwzględnij w swojej pracy dlaczego chcesz dołączyć do załogi bloga i dlaczego mam ciebie wybrać.
c)gotową pracę wyślij na email julmaja@gmail.com. (W CIĄGU TYGODNIA DAM CI ODPOWIEDŹ.)

3. CHCIAŁABYM PODZIĘKOWAĆ ZA KAŻDE WYŚWIETLENIE. TO DLA MNIE WIELE ZNACZY. Gdy przychodzę ze szkoły i widzę, że jest czasami ponad 100 wyświetleń dziennie to uśmiech gości na moich ustach. Przez to wiem, że moja praca nie poszła na marne i wiem, że się staram. Wicie przecież i zawsze to powtarzam, że bardzo wam dziękuję. PO PROSTU JESTEŚCIE NAJLEPSI ♥ Staram się pisać Imaginy długie i odpowiadające wam. Myślę, że w 50% przynajmniej mi się to udaję ;)

4. Dziękuję za każdy komentarz, który znalazł się na tym blogu. One motywują mnie dwa razy bardziej niż wyświetlenia na blogu. Dziękuję.

5. Chciałam poruszyć sprawę niedodawania Imaginów i ... komentarzy? Gdy nie dodawałam postów w odpowiednim terminie to czułam taki wewnętrzny ból , że was zawiodłam. Wtedy musiałam napisać jak najszybciej post, żeby was nie zawieść. Wiem, że zawsze zawalałam, ale ja zawsze nie mam czasu...Tak. Komentarzy. Widzę po liczbie wyświetleń, że dużo osób odwiedza bloga, a tylko 2-3 osoby go komentują! Każdy Imagin ma po 150 wyświetleń, a tylko 2-3 komentarze!!! Ludzie serio?!? Nie chcę wam się powciskać kilku przycisków na klawiaturze klawiatury w telefonie/ tablecie czy komputerze? Mi to sprawia ogromną przyjemność nawet jak ktoś skomentuje "super" albo "fajne" lub "♥" . Taki mały ges, a uszczęśliwi człowieka ^^ Na przyszłość skomentujcie. Nie wiecie ile radości tym sprawicie drugiej osobie.

4. TO JEST PRZEDOSTATNIA SPRAWA! Mam dobrą informację dla was. Postanowiłam przenieść się na Wattpada. Lepiej się tam piszę oraz są tam ciekawe fanfiction. Oczywiście będę czasami wchodzić na Bloggera. Jeśli chcielibyście wiedzieć to na Wattpadzie będę pisała to samo co na blogerze czyli "I'm Yours" i "Imaginy The Vamps". Planuję dalej pisać Imaginy i napiszę nowe opowiadanie. Tym razem już tylko na Wattpadzie.
Link do konta na Wattpadzie: --->  kliknij <---
Jeśli nadal jest tu ktoś zainteresowany Imaginami i moją twórczością to zapraszam.
5. OSTATNIA SPRAWA I NAJWAŻNIEJSZA!!!!
Na ten czas kończę z Bloggerem. Wiem, że teraz będą pretensje, ale przepraszam. Taka kolej rzeczy. Przepraszam. Tak jak wcześniej mówiłam jeśli chcecie czytać dalej Imaginy to link do mojego konta tam znajdziecie.

Oczywiście niczego nie usuwam. Zostawiam to na pamiątkę... Kiedyś tu wejdę i powspominam te czasy...

Na koniec strasznie was kocham i jeszcze raz D.Z.I.Ę.K.U.J.Ę  za wszystko co dla mnie zrobiliście. BEZ WAS TEN BLOG BY NIE ISTNIAŁ!!! Do zobaczenia. Może jeszcze kiedyś się spotkamy. KOCHAM WAS ♥♥♥
         

piątek, 10 kwietnia 2015

Connor cz.1

HEJ, HEJ, HEJ. Przychodzę dzisiaj z Connorem. Przepisywałam go z kartek ponad 3 godziny, więc uszanujcie to, że mi się chciało siedzieć w piątek, w domu, ponad 3 godziny nad tymi wypocinami. Mam nadzieję że wam się spodoba! Jak tam u was w szkole? U mnie to masakra. Ciągle sprawdziany, kartkówki, treningi. Hahaha, czyli nic nowego. Życzę miłego czytania i do zobaczenia Kocham was ♥ /Bradi
3 komentarze = next post
~~~~~~~~
Słońce wpadało do pokoju dając temu nowy początek dnia. Otworzyłam leniwie oczy i od razu poczułam ręce na mojej talii. Connor obejmował mnie w pasie, jednocześnie przyciskając mnie do swojego torsu. Czułam jego równomierny oddech na swojej szyi. Spał! Cichutko odwróciłam się w jego stronę, żeby go nie obudzić. Po chwili ujrzałam jego twarz. Jego niesforne kosmyki włosów opadały mu na czoło, dodając mu uroku. Oczy miał zamknięte, a usta lekko uchylone. Przytulał mnie od tyłu, a jego klatka piersiowa unosiła się w miarowym tempie. Odgarnęłam włosy z jego twarzy i musnęłam lekko jego wargi swoimi. Zamruczał w moje usta, a potem przekręcił się na drugi bok i znowu zasnął. Głupek. Wstałam po cichu z łóżka, żeby go ZNOWU nie obudzić i zeszłam na parter do kuchni. Wyjęłam z szafki tosty i zaczęłam je przygotowywać, gdy poczułam czyjeś ręce na biodrach i usta na swojej szyi. Connor.
-Cześć Con. Powiedziałam na jednym wdechu, bo jego usta doprowadzały mnie do szaleństwa!
-Dzień dobry księżniczko. Odparł Connor z tą swoją poranną, seksowną chrypką. Oddalił swoje usta od mojej szyi, żeby przekręcić mnie w jego stronę. Tak jak powiedziałam, tak zrobił. Po chwili stałam twarzą do niego. Patrzył na mnie tymi niebieskimi paczałkami z tym pięknym uśmiechem. Ja już nie wytrzymałam i zasłoniłam swoją twarz dłońmi.
-Nie patrz tak na mnie! Poprosiłam błagalnie.
-Dlaczego? Zapytał.
-To proste. BO. MNIE. TO. ROZPRASZA. Westchnęłam. Jak to możliwe, że jesteśmy ze sobą już prawie 2 lata, a ja nadal nie mogę przyzwyczaić się do jego wzroku i po prostu nadal się rumienię.
Uśmiechnął się chytrze i przybliżył się do mnie, kładąc jedną rękę na mojej talii, a drugą ujął mój podbródek w dwa palce, tak bym na niego spojrzała i ucałował czule moje usta.
-Kocham cię. Powiedział patrząc w moje oczy.
-Ja ciebie też. Nawet nie wiesz jak bardzo. Lekko się zarumieniłam pod wpływem jego wzroku.
-i kocham jak się rumienisz. Kąciki jego ust znowu uniosły się ku górze.
Wtuliłam się mocno w jego tors, obejmując go w pasie i zaciągając się jego cudownym zapachem On przycisnął mnie mocniej do swojego ciała i wtulił twarz w moje włosy. Muszę przyznać, że mogłabym trwać jeszcze długo w tej pozycji, ale musiałam zadać Connorowi pytanie.
-Co dzisiaj robimy? Spytałam zakładając ręce na jego szyję.
-Jest ładna pogoda, więc planuję, że pojedziemy z chłopakami na piknik. Położył ręce na mojej talii.
-Super! Odpowiedział zachwycona. –Będę mogła się tobą nacieszyć. Niedawno wróciłeś z trasy, a za chwilę znów będziesz musiała wyjechać. Zdecydowanie spędzamy ze sobą mało czasu. Brakuje mi ciebie..
-Wiem. Odparł wesoły. –Nadrobimy stracony czas. Chciał mnie znowu pocałować, ale lekko się odsunęłam.
-Con nie teraz. Robię śniadanie! Westchnęłam. Jemu to tylko jedno w głowie.
-Ohh. Dlaczego? Przecież wiem jak na ciebie działam.
Odparł z chytrym uśmieszkiem, a następnie swoimi malinowymi wargami złożył namiętny pocałunek na mojej szyi, aż przymknęłam oczy z niekontrolowanej przyjemności. Powtarzał czynność gdzie, nie gdzie przygryzając skórę. Odchyliłam głowę, dając mu większy dostęp. W pewnym momencie przestał. Otworzyłam oczy, a on kierował swoje kroki na piętro.
 -Jak wolisz śniadanie ode mnie to nie będę ci przeszkadzał. Powiedział wchodząc po schodach.
-Debil. Powiedziałam do siebie.
-Słyszałem. Krzyknął Connor z góry. –Kiedyś się zemszczę. Dopowiedział.
-Ok. Jak tam chcesz.
Niedługo po tym jak to powiedziałam śniadanie było gotowe. Mianowicie tosty z Nutellą i herbata z cytryną.
-Ball śniadanie. Wydarłam się z kuchni stawiając na stole nasz posiłek. Nim się obejrzałam Connor zbiegł ze schodów już ubrany. Na sobie miał białą koszulkę bez rękawów, która uwydatniała jego  idealne mięśnie. Miał na sobie również czarne rurki, które podkreślały jego idealne nogi. Oczywiście nie mogło zabraknąć też czarnych krótkich Conversów. Jak na niego spojrzałam to pomyślałam jakie ja mam cholerne szczęście, że mam kogoś takiego u boku.
-Już jestem. Powiedział i podszedł do mnie, muskając ustami mój policzek. –Stęskniłaś się?
-Bardzo. Wywróciłam teatralnie oczami. –Zwłaszcza, że nie było cię 10 minut.
-Heh. Wiem przecież, że tęskniłaś.
-Skąd niby to wywnioskowałeś? Uniosłam jedną brew do góry.
-Bo kto by nie tęsknił za takim ideałem?! Zrobił śmieszny ruch biodrami.
-Bardzo skromny jesteś. Wiesz? Zapytałam ze sarkazmem w głosie.
-Wiem, ale i tak mnie kochasz. Powiedział przelotnie całując moje usta. Nawet nie zdążyłam go odwzajemnić, bo ten idiota się odsunął!
-Tak, z tym się zgodzę. Odparłam z uśmiechem na twarzy. –Jedzmy już to śniadanie.
-Ok.
Po skończonym śniadaniu postanowiłam się ubrać. Włożyłam na siebie czarne getry, czarną bluzkę z napisem „Nirvana” i czerwone znoszone Conversy. Pewnie się domyślacie. Czarny to mój ulubiony kolor. Miałam nadzieję, że będę wyglądać w połowie dobrze jak Ball, ale nie da się lepiej od niego wyglądać! Po wykonanej czynności poszłam do łazienki zrobić standardowe czynności i wyszłam kierując się do salonu, gdzie mam nadzieję przebywał Con. Moje przepuszczenia się ziściły. Chłopak siedział w salonie, z jedną nogą założoną na drugą i przeglądając coś w swoim telefonie. Gdy mnie zauważył szeroki uśmiech zagościł na jego twarzy., a ja w tym czasie usadowiłam się na jego kolanach, przytulając się do niego.
-Kiedy jedziemy na piknik?
-Co ty taka niecierpliwa? Zaśmiał się.
-Ohh. Nie możesz odpowiedzieć mi na pytanie?
-mogę. Kiedy chcesz. Powiedział.
-Chciałabym teraz. Przecież nie mamy nic do roboty.
-Dobrze. Tylko pozwolisz, że zadzwonię do chłopaków i powiem, żeby po nas przyjechali.
-Ok. Uśmiechnęłam się w jego stronę, a następnie musnęłam jego usta swoimi. Connor przytrzymał mnie w tali, aby po chwili pogłębić pocałunek. Wplotłam palce w jego włosy, a po chwili za nie pociągnęłam. Ball zajęczał w moje usta. Dłonie chłopaka po moim ciele, gdy to robił po ciele przechodziły mnie przyjemne dreszcze. Kochałam gdy tak robił. Jednak nie dało nam długo trwać w pocałunku, ponieważ Con się odsunął ode mnie.
-Kotku muszę zadzwonić. Powiedział niechętnie.
-Ohh. No jak musisz. Wstałam z jego kolan, żeby mógł swobodnie porozmawiać. Po minucie żywo rozmawiał z którymś z chłopaków. Nie minęło dużo czasu, gdy skończył tą rozmowę.
-James? Spytałam zgadując.
-Tak. Mamy do nich podejść, a potem wszyscy razem pojedziemy.
-Ok.
-Zbierajmy się już. Jest ładna pogoda, więc się przejdziemy.
-Dobra.
Wzięłam ze sobą telefon i portfel i wyszliśmy. Tak samo uczynił Connor i wyszliśmy. Podczas spaceru Con splótł swoje palce z moimi i trzymał je w żelaznym uścisku. Niby mały gest, a tak dużo znaczy. Mimowolnie uśmiechnęłam się. Po dotarciu pod willę chłopaków Ball zadzwonił dzwonkiem. Nie minęła minuta, a za drzwi wyłonił się Bradley.
-Brad! Pisnęłam. Wyswobodziłam się z plątaniny palców moich i Cona i podbiegłam do niego rzucając się mu na szyję. Dosłownie.  Podbiegłam do niego i objęłam go ramionami wokół szyi. Brunet położył swoje dłonie na moich biodrach i przycisnął mnie do siebie. Zaciągnęłam się jego zapachem. Nim się zorientowałam Simpson obkręcił mnie wokół własnej osi. Tkwiliśmy w uścisku dość długo. Ostatnio widzieliśmy się ponad pół roku temu, czyli przed nową trasą chłopaków. Niedawno wrócili, więc cały czas chciałam nacieszyć się Ballem, a dopiero teraz zrozumiałam, że zobaczę ich pierwszy raz od tak dawna. Odsunęłam się od niego patrząc w jego brązowe tęczówki. Widziałam w nich iskierki radości.
-Tęskniłam. Uśmiechnęłam się lekko.
-Ja też. Tak dawno się nie widzieliśmy. Wchodźcie! Przecież nie będziemy tak stać. Chłopcy są w salonie. Odpowiedział.
Złapałam Connora za rękę i weszliśmy do środka. Dawno  nie byłam u nich w domu. Tu nic się nie zmieniło. Ten sam zapach, ten sam bałagan, ta sama trójka chłopaków. Stanęliśmy w salonie.
-Cześć chłopaki. Powiedziałam, a od razu dwie pary oczu, które patrzyły się w telewizor odwróciły się w moją stronę.  Pierwszy zerwał się Tristan, podbiegł i mocno przytulił mnie do siebie. Ja objęłam go w pasie i zaciągnęłam się jego zapachem.
-Stęskniłem się za tobą. Odparł Tristan w moje włosy.
-Uwierz. Ja za tobą też. Oderwałam się od Trisa.
Został mi jeszcze tylko James...
James stał na końcu kolejki do powitania się ze mną. Po upragnionych kilku minutach mogłam się z nim przywitać. Stanęliśmy twarzą w twarz. James lekko się uśmiechał. Nie czekając długo podszedł do mnie i przytulił. Objęłam go mocniej i przyciągnęłam go bliżej swojego ciała. Z Jamesem łączy nas nietypowa więź. Na początku, gdy Bradley zapoznał mnie z chłopakami (byłam wielką Vampette i nadal jestem)  już wiedziałam, że nasza znajomość nie skończy się szybko. Zwłaszcza z Connorem (to on podobał mi się najbardziej). Z wszystkimi się zaprzyjaźniłam, tylko James nie był chętny do nawiązywania ze mną bliższych kontaktów. Nasze kontakty się polepszyły dopiero wtedy kiedy pokłócił się ze swoją siostrą Sophie. Nie chciał, żeby ktoś go pocieszał dlatego zamknął się w pokoju. Ja chciałam mu pokazać, że może na mnie liczyć, że nie jestem zadufaną w sobie dziewczyną mojego kumpla ( tak myślał o mnie James), więc nie posłuchałam i poszłam do jego pokoju. Zastałam go tam siedzącego pod ścianą ze spuszczoną głową. Ten wieczór spędziłam u Jamesa w pokoju pocieszając go i mówiąc co może zrobić, żeby Sophie nie była na niego zła. Szczerze nigdy nie dowiedziałam się o co się pokłócili, ale następnego dnia jak James wrócił do domu cały rozpromieniony, szeroki uśmiech gościł na jego twarzy to już wiedziałam, że wszystko jest w porządku. Miał to wymalowane na twarzy. Ciepło mi się na sercu zrobiło, gdy go widziałam, że wszystko jest w porządku. Szczerze nie poznałam go. Najbardziej zdziwiło mnie to jak po powrocie podszedł do mnie i przytulił mówiąc, że dziękuję za te rady, że to wszystko dzięki mnie i że jestem najlepszą przyjaciółką na świecie. Od tego wydarzenia nasza przyjaźń każdego dnia robi się coraz silniejsza. Teraz, gdy chłopaków nie ma w trasie znowu będę mogła spędzać czas z Jamesem. Uśmiechnęłam się, nadal go do siebie tuląc.
-Może wystarczy tego przytulania? Robię się zazdrosny. Odparł naburmuszony Con.
-Może nie. Odpowiedziałam niebieskookiemu odrywając się od James i wystawiając Ballowi język.
-Niedobra jesteś. Powiedział podchodząc bliżej mnie.
-Brawo geniuszu. Dopiero teraz to odkryłeś? Spytałam się go patrząc na niego wzrokiem typu „Serio?”.
-Nie. Już na początku naszej znajomości to zauważyłem. Poruszył śmiesznie brwiami i podszedł tak blisko, że stykaliśmy się ciałami. Zadarłam głowę do góry, żeby zobaczyć jego piękne oczy. Skorzystałam z sytuacji i szybko wspięłam się na palce i musnęłam delikatnie ustami jego nosek.
-Lepiej? Zapytałam.
-O wiele lepiej. Odparł słodko.


niedziela, 5 kwietnia 2015

James cz.6

Siemka!!!!! Przychodzę z Jamesem cz. 6 :) . Chciałam tylko powiedzieć, że tak jak wcześniej powiedziałam mają być 2 komentarze, żeby był następny Imagin, więc żeby potem nie było, że nie wstawiam Imagina co tydzień. Jeśli będzie 1 komentarz pod postem to mówię od razu, że nie wstawię Imagina w piątek ani w weekend, bo jest 1 komentarz. Piszę to tylko po to, żeby potem nie było kogoś rozczarowanego, że nie wstawiłam Imagina, bo był weekend. Wyraźnie powiedziałam, że mają być przynajmniej 2 komentarze. Dość tego tematu.Następny kilku partowiec planuję z Connorem! Cieszycie się? Zostawiam was z Jamesem. Do zobaczenia. Kocham was ♥ /Bradi
~~~~~~
Wyjmowaliśmy z szafek potrzebne rzeczy to przyrządzenia pysznego śniadania. Ja wyjmowałam tosty i masło, a James Nutellę i sztućce . Zabrałam się za krojenie chleba i smarowanie kromek, a James wziął się za zaparzenie herbaty. Prawie kończyliśmy już robić śniadanie!
-Jak myślisz polubią moje kanapki? Spytałam.
-Jeśli ty je robisz to tak. Odparł wesoły.
-Nie słódź mi tak! Powiedziałam odwracając się do niego.
-Dlaczego? Poza tym to słodko wyglądasz jak się złościsz. Zaśmiał się. Ja w odpowiedzi  podeszłam do niego i tak po prostu przytuliłam.
-Dziękuję, że jesteś. Odparłam wtulona w jego tors.
-To ja powinienem ci dziękować za to, że do mojego szarego życia wniosłaś kolory. Uśmiechnął się w ten cudowny sposób w który mięknął mi kolana. Nadal byśmy stali wtuleni w siebie gdyby nie odgłos kroków na schodach. Okazało się, że to zaspany Brad. Wszedł do kuchni nie zauważając nas.
-Może tak jakieś „cześć”? Zapytał James zakładając ręce na piersi i robiąc śmieszną minę jakby był obrażony.
Bradley odwrócił się do nas i uśmiech zagościł na jego twarzy.
-Ooo przepraszam. Nie zauważyłem was! Śpiący jestem. [T.I] jak dobrze cię widzieć. Stęskniłem się. Podszedł i przytulił mnie. Odwzajemniłam jego uścisk. –Co cię do nas sprowadza? Pytanie skierował do mnie.
-Długa historia. Odpowiedziałam głośno wypuszczając powietrze z ust i niemrawo się uśmiechając.
-Proszę powiedz. Chciałbym ci jakoś pomóc. Odparł kładąc swoje ręce na moich ramionach. –Pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć. Powiedział.
-Dzięki, ale może później. Dobrze?
-Jasne. Mi się nie spieszy. Widzę, że coś tu ładnie pachnie.
-Tak. Geniuszu. [T.I] przygotowała dla was śniadanie. Odparł James wywracając oczami.
-Kochana jesteś. Bradley znowu mnie przytulił.
-Wystarczy tego przytulania. Bierz się lepiej za jedzenie. Powiedział James.
-Dobra. Spokojnie. Nie bądź taki nerwowy. Zaśmiał się lokowaty.
Po jakiś kilku minutach jak rozmawiałam z James i Bradem na dół zszedł Connor.
-Siemka wszystkim. Odparł Connor. Podszedł do Brada, Jamesa i przywitali się po męsku, a potem podszedł do mnie i pocałował mnie w policzek.
-Widzę, że śniadanie jest gotowe i bardzo dobrze. Uśmiechnął się, a reszta wybuchła śmiechem.
-[T.I] robiła. Odparł Brad. Szczerząc się do mnie. – Swoją drogą robisz bardzo dobre jedzenie. Pochwalił mnie.
-Dzięki. Starałam się jak mogę. Uśmiechnęłam się.
-Zatrudnimy cię jako domową gosposię jak Brad tak mówi. Odparł Connor.
-Jednak nie skorzystam. Nie chcę wiedzieć jak to by się skończyło. Poza tym nie wytrzymałabym jednego dnia z wami w tym domu. Wszyscy znowu zaczęliśmy się śmiać.
Po pół godzinie wymiany zdań miedzy mną a resztą podczas śniadania przyszedł w końcu Tristan.
-Wstał ranny ptaszek. Zaśmiał się James, a ja razem z nim, siedząc na jego kolanach.
-Oj zamknij się Mcvey. Odparł Tristan.
-Cześć Tris. Powiedziałam.
-Hej [T.I]. Super, że przyszłaś. Przynajmniej nie będę sam z tymi idiotami. Powiedział Tristan całując mój policzek, tym samym przyprawiając Jamesa o białą gorączkę.
-1, 2, 3, Foch. Powiedział Brad i odwrócił się Tristana plecami.
-Mówiłeś coś? Spytał Connor Trisa spoglądając na niego spod brwi robiąc wyraz twarzy „Powtórz to, a zaraz ci wpierdolę”. Zaczęłam chichotać.
-Nie, nic nie  mówiłem. Wzruszył ramionami Tris.
-No, ja myślę. Odparł dość poważnie Connor.
-Ja nadal jestem obrażony. Odparł nadal siedząc w tej samej pozycji Brad, czyli odwrócony do wszystkich tyłem.
Teraz już nie wytrzymałam i wybuchłam śmiechem. To było takie zabawne. Jak taka sytuacja panowała u niech w domu, że jeden powiedział coś głupiego to drugi się obrażał a trzeci był na niego wkurwiony, to ja gratuluję czwartemu (w tym przypadku Jamesowi) że musi z nimi wytrzymywać. Jak u nich jest tak zawsze to się do nich przeprowadzam. Wyśmieję się za wszystkie czasy. Po chwili wszystkie cztery pary oczu spojrzały na mnie.
-Czy u was zawsze panuje taka atmosfera? Spytałam.
-Niestety tak. Odparł James.
Znowu wybuchłam śmiechem. Chyba mam zaraźliwy śmiech, bo po sekundzie cała czwórka śmiała się ze mną.
 Za chwilę już wszyscy normalnie siedzieliśmy przy stole w kuchni i rozmawialiśmy.
-To co dzisiaj robimy? Spytałam.
-Może wypad na miasto. Jest piękna pogoda. Odparł Bard rozwalając się jeszcze bardziej na krześle na którym siedział.
-A ty przypadkiem nie powinnaś być w szkole? Spytał się mnie Tris z pod uniesionych brwi.
-Powinnam. Spuściłam głowę. – To długa historia. Później wam wszystkim powiem.
-Nie męczcie już dziewczyny. Widać, że nie chce mówić. Powiedział James, obejmując mnie mocniej w talii i całując lekko moją szyję. -Ubierzcie się i wyjdziemy. Tą odpowiedź skierował do chłopaków.
-Oki. Odparł Connor podskakując jak księżniczka w stronę schodów. Za nim poszli Brad i Tristan.
-Wiesz? Zazdroszczę ci. Wyznałam Jamesowi.
-Czego? Podniósł brwi w geście zdziwienia. –Tej trójki idiotów?
-Tak. Masz ich na wyciągnięcie ręki i zawsze możesz na nich liczyć, pomogą ci w każdej sytuacji. Ja też chciałabym mieć takich przyjaciół.
-Przecież to też są twoi przyjaciele! James położył mi rękę na ramieniu.
-No tak, ale ty z nimi mieszkasz, masz ich prawie zawsze przy sobie, a ja nie dość, że muszę ukrywać nasz związek to jeszcze straciłam przyjaciółkę. Samotna łza spłynęła mi po policzku.
-Ja jestem przy tobie, mogę być zawsze, tylko wiesz że nie może tak być. James spuścił głowę. –Na mnie możesz zawsze liczyć. Pamiętaj też, że chłopaki to też twoi przyjaciele. Odparł cicho, opierając swoje czoło o moje i dopiero teraz zobaczyłam łzy na jego policzkach. Płakał. Sięgnęłam ręką do jego policzka i delikatnie starłam łzy. Jego niebieskie oczy lśniły jeszcze od łez. Nie myśląc długo. Przytuliłam się do niego mocno. W jego ramionach było mi bezpiecznie. Zapominałam o troskach i zmartwieniach. Myślałam o tym, jakie ja mam cholerne szczęście mieć go przy sobie. Prawdziwy skarb. Trzymaliśmy się w ramionach, gdy nagle poczułam gdy jakaś para ramion nas przytula. Po chwili dołączyły jeszcze 2 pary ramion. Chłopaki. Ciepło mi się na sercu zrobiło, gdy jednak James miał rację. Mogę na nich liczyć.
-Cieszę, że was mam. Odparłam nadal siedząc na kolanach Jamesa i przytulana przez tą 4 kochanych idiotów.
-My też, ale nie musicie płakać w tak piękny dzień. Odpowiedział Brad i pocałował mnie w policzek i Jamesa.
-Rozchmurzcie się. Nie będziemy marnować dnia na wylewanie łez. Zaśmiał się Tristan.
Wstałam z kolan Jamesa i wytarłam oczy.
-To co w końcu robimy? Spytałam wyciągając się.
-W końcu trzeba wyjść z tego domu. Powiedział Connor. –Bo w końcu z tego wyjścia nic nie wyjdzie.
-Masz rację. Z krzesła wstał również James. Złapał moją rękę w uścisku i skierowaliśmy się do drzwi.
Po wyjściu z  domu z chłopakami skierowaliśmy się do centrum.
-Myślę, że najpierw KFC, potem sklepy z ciuchami, a na koniec drogerie. Odparł Brad.
-Ok. Mi pasuje. Odparł James.
-Dobra. James idź z [T.I]. Na pewno chcielibyście pobyć we dwójkę, a ja zabieram Tristana i Connora.
-Sądzisz, że sobie nie poradzę sam? Spytał Connor.
-Tak. Kiedyś zgubiłeś się w sklepie. Odparł Bradley, a ja z resztą zaczęłam się śmiać oczywiście oprócz Connora. Jedynie nie było mu do śmiechu.
-Mam opowiadać ze szczegółami twoją przygodę? Spytał Brad Connora.
-Jesteś okrutny. Odparł Connor prychając.
-ale i tak mnie kochasz. Odparł wesoło lokaty.
-Oczywiście. Zawsze i wszędzie. Odparł śmiesznie Con. –Nie mogę bez ciebie żyć! Powiedział głośniej Connor, przez co ludzie, którzy akurat obok nas przechodzili dziwnie się na nas patrzyli, przez co znowu zalała mnie fala śmiechu.
Przysłuchiwałam się z Jamesem jeszcze z 5 minut wymianie zdań między Bradem, a Connorem i powiem wam, że to był czysty kabaret. Moglibyśmy jeszcze tak stać, gdyby nie James.
-Możemy już iść? Spytał.
-Tak. Jasne. Nie będziemy was zatrzymywać. Odparł Tristan.
-Wreszcie. Odparł James. –Ile można?
Zaśmiałam się na jego słowa. Złapałam Jamesa za rękę i splotłam razem nasze palce.
-Chodź. Pokupujemy sobie trochę.  Odparł James z wielkim bananem na ustach i pocałował mnie w w policzek. Zarumieniłam się lekko.
Tak zaczęła się nasza przygoda w centrum.







sobota, 21 marca 2015

James cz.5

POWRACAM!!!!!! Po miesiącu odpoczynku powracam z masą pomysłów, NOWYMI ZASADAMI i zapałem do pisania. Mam nadzieję, że blog na tym nic nie stracił i nadal będziecie komentować!!!
Podczas miesięcznej przerwy ustaliłam nowe punkty, do których ja i wy będziemy się stosować:
-Imaginy będą publikowane w piątek lub weekend (zależy jak mi wypadnie)
-Min. 2 komentarze = następny Imagin
-Jeśli nie dodam Imagina to znaczy, że mam za dużo nauki, mam problemy z internetem albo po prostu nie miałam kiedy go napisać!
- Niedawno utworzyłam zakładkę  „Wasze pomysły”, więc jeśli macie pomysł lub jakiś przebłysk to śmiało pisać, bo naprawdę w pewnym momencie nie będą miała pomysłów, a jak brak pomysłów = brak Imaginów. Tego pewnie byście nie chcieli.
To tyle. Do zobaczenia za tydzień skarby. Kocham was! /Bradi
******
Dzisiaj czwartek. Jak zwykle rano zwlekłam się z łóżka żeby wyszykować się do szkoły. Od razu przypomniałam sobie co James wczoraj powiedział i nadal nie mogłam w to uwierzyć, że ja [TI] grzeczna i porządna dziewczyna spotyka się z nauczycielem! Czasami mam wrażenie, że to jakiś piękny sen z którego zaraz się obudzę albo, że wszyscy dookoła robią sobie ze mnie jaja. Dzisiejszego dnia mamy tyko jedną godzinę wychowania fizycznego i to na dodatek ostatnią. Przeklinam mój plan lekcji! Zobaczę się z Jamesem dopiero za 8 godzin. Spojrzałam na zegarek,, który wisiał na ścianie.
-Cholera!
Zostało mi jeszcze 10 min na wyszykowanie się i 15 min na dojście! Ubrałam się w naszykowane rzeczy, wzięłam plecak i zbiegłam na dół po szybkie śniadanie, czyli jabłko i batonik zbożowy. Rodziców jak zwykle nie było w domu i musiałam iść piechotą. Założyłam trampki i wyszłam. Do uszu włożyłam słuchawki, podłączyłam do telefonu i zaczęłam słuchać muzyki. Na sam początek poszedł Ed Sheeran „Thinking Out Loud”. Kocham tą piosenkę. Po drodze zaczęłam ją sobie nucić. Nawet nie zauważyłam, gdy na kogoś wpadłam.
-Przepraszam. Odparłam. Straszna gapa ze mnie! Jak mogłam nie zauważyć, no tak szłam ze spuszczoną głową.
-Nic się nie stało księżniczko. Odpowiedział znajomy głos. – Chyba lubisz na mnie wpadać, co?
Wiem jedno. James!
-James! Chciałam go przytulić, ale złapał mnie za ramiona.
-Nie tutaj! Powiedział szeptem.
Rozejrzałam się dookoła i dopiero zrozumiałam. Byliśmy pod szkołą! Przecież odsłuchałam jedną piosenkę! Spojrzałam na odtwarzacz muzyki w telefonie i zrozumiałam że przeszłam ¼  muzyki. Fakty się pokrywały bo co James robiłby na moim osiedlu! Tak właśnie zrozumiałam jak dotarłam do szkoły.
-Później. Szepnął mi James na ucho i odszedł z parkingu w stronę wejścia do szkoły. Jak szedł to każda dziewczyna do niego „Dzień dobry panie Mcvey”. Uśmiechały się do niego cudnie i pokazywały białe zęby. Jak to widziałam to chętnie każdej tej panience wybiłabym zęby. Ślinią się na jego widok, jakby przystojnego chłopaka nie widziały. No fakt jest mega przystojny i naprawdę bił innych chłopaków na kolana.  Żaden mu urodą nie dorównywał. Był wysoki i dobrze zbudowany, ale to nie znaczy że każda musi się ślinić na jego widok!!!!
 [T.I] STOP!!! Przestań tak intensywnie myśleć. On jest twój, a ty jego i nie ma się czym przejmować!
Potrząsnęłam głową, odgoniłam złe myśli i skierowałam się do wejścia do szkoły. Tam od paru minut stały Danielle i Katy. Podeszłam do nich.
-Ile widziałyście? Spytałam UDAJĄC zawstydzoną.
-Wszystko! Odparła Danielle.  -[T.I] Lecisz na niego! Zaśmiała się.
-Hahaha bardzo śmieszne! Odparłam.  Raczej to on poleciał na mnie!!!  Takie były moje myśli.
-Jakoś ostatnio dziwnie się zachowujesz! Unikasz nas i cały dzień jakbyś mogła to miałabyś W-F! Odparła poważnym głosem Katy.
O kurwa! No to wpadłam! Muszę coś szybko wymyślić.
- Mam małe problemy w domu i nie chciałabym o tym mówić. Odparłam zrezygnowana.  Oby to łyknęły!
-Jak nie chcesz to nie mów! Odparła Danielle. – Rozumiem cię. Nie każdy chce o tym mówić.
-No dobra. Teraz sprawa W-Fu. Powiesz nam o co chodzi? Może kręcisz na boku z Mcvey’em?!?! Hmm? Dziwnie to wygląda jak zawsze po W-Fie Mcvey woła cię do magazynku, a w czasie trwania lekcji uśmiechacie się do siebie ukradkiem! Jesteśmy przyjaciółkami [T.I]! Odparła wkurzona Kate.
-Nie będę ci się spowiadać z mojego życia. I to moja sprawa co ja ci mówię, a czego nie. Pewnie ty mi też dużo rzeczy nie mówisz, więc się odpierdol ode mnie.
-Dobra. Jak chcesz. Przemyśl to sobie, a teraz nie idź do mnie jak będziesz miała jakiś problem.
-Spierdalaj. Warknęłam w jej stronę.
-[T.I] poczekaj! Wyjaśnimy sobie wszystko powiedziała Danielle.
-Nie mamy sobie czego wyjaśniać!!! Powiedziała Katy i odeszła w stronę szafek.
-Zgadzam się! Odpowiedziałam wkurzona.  Robi mi wykłady na temat tego, że mam jej wszystko mówić! Nie rządzi moim życiem! Jeszcze tak nisko nie upadłam. Nie dam się pomiatać!!! Co to to nie!?!?  Odeszłam w przeciwnym kierunku do Kate. Tak mnie  wkurzyła, że postanowiłam odpuścić sobie lekcje i pójść do Jamesa się wyżalić. Po drodze do składziku rozpłakałam się. To mnie przerosło. Ludzie na korytarzu dziwnie się na mnie patrzyli. No tak w końcu [T.I] twarda laska, która nigdy nie płacze popłakała się na w szkole i teraz przemierzała pełny ludzi korytarz. Pieprzyć to! Niestety cały czas w drodze do magazynku towarzyszyło mi nieprzyjemne uczucie. Tak jakby ktoś za mną szedł, ale jak się oglądałam za tobą to nikogo nie widziałam, kto mógłby wzbudzać podejrzenia. Dotarłam do składziku cała zapłakana i bez sił. Lekko zapukałam do drzwi słyszałam „Proszę” i od razu weszłam do środka.
James stał na środku pokoju, wpatrzony w drzwi, a w nich właśnie pojawiłam się ja cała roztrzęsiona. James od razu podszedł i mnie mocno przytulił, a ja wypłakiwałam się w jego koszulkę.
-[T.I] Co się stało? Czemu płaczesz? Spytał się z taką troską w głosie. Teraz patrzyłam na moje trampki, bo bałam się, że jak spojrzę mu w oczy to się znowu rozpłaczę. On nie wie że pokłóciłam się z przyjaciółką o niego. O mojego nauczyciela, który skradł mi serce w nietypowych okolicznościach, którego broniłam własną piersią, a on o tym nie wie. Boję się jak na to zareaguję! Chwycił mój podbródek tak bym mogła spojrzeć mu w oczy. Miał na nich wymalowaną troskę i bezradność, nie wiedział jak mi pomóc. Zebrałam się na odwagę i mu powiedziałam.
-Pokłóciłam się z Kate o ciebie.  Otwierał już buzię, żeby coś powiedzieć, ale ja nie chciałam żeby mi przerywać. – Ja wiem, że to dla ciebie może wydawać się śmieszne, ale jesteś dla mnie cholernie ważny. Ona zaczęła się wypytywać czemu tak bardzo polubiłąm W-F, a ona zaczęła mnie oskarżać, że nie mówię jej wszystkiego i tak właśnie to nasza poważna kłótnia od czasów podstawówki. Wstchnęłam i znowu się popłakałam, a James znowu mnie przytulił z czułością.
-Nic się nie stało. Dla mnie to słodkie, że dziewczyny kłócą się o chłopaka. Nie przejmuj się Kate! Albo jej przejdzie i cię przeprosi albo po prostu ma za wysokie ego i jest o ciebie zazdrosna. Pamiętaj! Dla mnie zawsze będziesz tylko ty, nikt inny się tak bardzo nie liczy w stosunku do ciebie. Wypowiedział te słowa i pocałował mnie w czubek głowy. –Jak chcesz zwolnię cię z lekcji, potem siebie i gdzieś razem pojedziemy, zapominając o tej przykrej sytuacji. Odparł uśmiechnięty. Otarł mi łzy z policzków.
-Dobrze, ale zróbmy to tak, żeby nikt nie nabrał podejrzeń. Westchnęłam z nadmiaru emocji. Nie chciałam żeby coś jeszcze popsuło mi dzisiejszy dzień.  -To idź do dyrektora i powiedz, że źle się czujesz, a potem poczekaj za rogiem szkoły. Ja natomiast powiem mu, że właśnie się dowiedziałem, że moja mama jest w szpitalu i muszę do niej jechać, a potem wsiądę w samochód i po ciebie podjadę.
-Ok. Zróbmy to jak najbardziej dyskretniej. Nie chce żeby Kate coś podejrzewała, bo w końcu może się domyślić i komuś wygadać. Wtedy będziemy mieli przesrane. Ty zostaniesz wylany ze szkoły, a mnie wyrzucą. James to za dużo jak na moje nerwy. Boję się! Odparłam zrezygnowana.
-Po tym wszystkim chcesz się tam p prostu poddać? Wyglądasz na silną dziewczynę!
-Nie chce się poddać, nie chce wychodzić na słabą i chce być z tobą, tylko…
-tylko…
-Tylko jak ktoś się dowie to nie będzie dobre da nas obojga.
-Przecież nikt nie musi wiedzieć. Trzeba korzystać z życia, bo żyje się tylko raz! Przysunął się do mnie, a jego ręce spoczęły na moich biodrach. Musnął szybko moje usta swoimi, a za chwilę oparł swoje czoło o moje. Zaśmiał się, a potem ja do niego dołączyłam. Nawet nie wiedziałam z czego się śmiejemy.
-Idź już. Widzę że już ci się humor poprawił. Uśmiechnął się w ten cudowny sposób i wypchnął mnie z magazynku. Dosłownie mnie wypchnął! Skierowałam swoje kroki w kierunku gabinetu dyrektora. Zatrzymałam się przed drzwiami z napisem „Gabinet dyrektora”, wzięłam trzy głębokie wdechy i zrobiłam minę typu „jest mi niedobrze, muszę się przewietrzyć” i zapukałam. Po usłyszeniu „Proszę” weszłam do środka. Zobaczyłam mężczyznę w średnim wieku, który siedział przy biurku.
-Panno [T.N] co cię do mnie sprowadza?
-Źle się czuję i niedobrze mi jest.
-Zgłaszałaś to swojej wychowawczyni?
-Tak. Skłamałam. - Powiedziała żebym skierowała się do pana po zwolnienie z lekcji.
-Dobrze, a twoi rodzice wiedzą, że źle się czujesz i  wyjdziesz że szkoły?
-Tak. Znowu kłamstwo. – Mama ma wolne i się mną zaopiekuję. Westchnęłam i złapałam się za brzuch dla wiarygodności.
-Dobrze. Możesz wracać do domu. Jak wrócisz do szkoły to poproś mamę żeby wypisała ci zwolnienie.
-Dobrze i dziękuję. Wyszłam z gabinetu cała rozpromieniona  i skierowałam się do wyjścia ze szkoły. Jak już opuściłam mury szkoły to poszłam w kierunku ulicy, która wychodziła ze szkoły. Stałam chwilę, znowu miałam to dziwne uczucie że ktoś mnie obserwuje. Obejrzałam się dookoła i zobaczyłam jakąś postać odchodzącą w przeciwnym kierunku. Chciałam ją zawołać i pójść za nią, ale uniemożliwił mi to James podjeżdżając swoim czarnym Audi. Zaniepokojona weszłam do auta i wypuściłam głośno powietrze.
-[T.I]? Co się stało? Jego zatroskana twarz spojrzała w moim kierunku. W jego oczach widziałam niepokój i troskę.
-Cały czas mam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Teraz zanim przyjechałeś jakaś postać w kapturze mnie obserwowała. Potem jak przyjechałeś to coś sobie poszło. James coś jest nie tak. Ja to wiem. Może Kate nas obserwuje?!
-Skarbie spokojnie. Pogłaskał mnie opiekuńczo po policzku. – Dopóki jestem przy tobie nic
ci nie grozi. Obiecuję, że jeśli ktoś cię skrzywdzi to osobiście go zabiję. Uśmiechnął się pocieszająco. Odwzajemniłam uśmiech.
-Dziękuję, że ciebie mam. Wtuliłam się w niego, chociaż było trudno, bo siedzieliśmy w samochodzie.
Odwzajemnił uścisk.
-Nie sądzisz, że powinnyśmy jechać już?
-Powinniśmy. Jedziemy do ciebie?
-Tak. Chyba, że nie chcesz?
-Chcę i to bardzo. Będą chłopaki?
-Raczej tak. Wiesz jest dopiero 9, więc pewnie jeszcze śpią. Zwykle w czwartek nigdzie się nie wybierają. Od razu uśmiech zagościł na mojej twarzy. Wreszcie zobaczę chłopaków, chociaż widziałam ich 2 dni temu, a mieliśmy zobaczyć się dopiero w sobotę lub niedzielę to bardzo chętnie odwiedzę ich dzisiaj. Stęskniłam się za nimi. Po prostu zaprzyjaźniliśmy się.
-Widzę, że ci to odpowiada. Pewnie zobaczył mój uśmiech.
-Tak. Bardzo. Polubiłam ich, są naprawdę spoko. Odpowiedziałam.
Resztę drogi przesiedzieliśmy w ciszy. Po podjeździe pod ich willę wysiadłam, a James zamknął auto i skierował się do drzwi, gdzie potem otworzył je kluczem i weszliśmy do środka. Po wejściu spotkała mnie straszna cisza. Gdy chłopaki nie rozrabiali strasznie było cicho… ta cisza mnie przerażała.
-Jak nie rozrabiają jest strasznie cicho. Nie poznaję tego domu.
-Fakt. Jak są na spoczynku można się przestraszyć tej ciszy. Odpowiedział mi. – Rozgość się. Wskazał gestem ręki na salon.
Usiadłam na sofie, a po chwili James obok mnie. W pewnym momencie chwycił mnie w talii, posadził na swoje kolana i wtulił twarz w moje włosy. Odwzajemniłam uścisk, ale nie trwało to długo, ponieważ do głowy wpadł mi pewien pomysł. 
-James. Co ty na to, żebyśmy przygotowali chłopakom śniadanie? Na pewno się ucieszą.
-Na pewno to mało powiedziane. Oni będą zachwyceni. U nas jest tak, że każdy innego dnia przyrządza śniadanie, a wiesz nikomu się nie chce i potem są małe kłótnie z tego kto ma co przyrządzać. Zazwyczaj jestem to ja przed pójściem do pracy.
-Ohh. James. Za bardzo się poświęcasz. Powiedziałam z chichotem.
-Zdecydowanie, ale jeśli ty chcesz to ja też chcę. Odpowiedział i musnął szybko moje usta swoimi.
-To do dzieła. Wstałam niechętnie z kolan Jamesa (były bardzo wygodne) i skierowałam się w stronę kuchni, a James poszedł za mną.
Wyjmowaliśmy z szafek potrzebne rzeczy to przyrządzenia pysznego śniadania.


Nie wiedziałam jeszcze, że ten dzień spędzę z chłopakami w tak dobrej atmosferze. 


sobota, 21 lutego 2015

WAŻNE OGŁOSZENIE, Imagin!!!

Na początku chcę przeprosić za nie dodanie Imaginów w piątki. Mam dużo sprawdzianów, kartkówek, jeszcze mam treningi i po prostu nie wyrabiam. Piszę tą notatkę po to aby was nie męczyć i nie obawiać. NA MIESIĄC ZAWIESZAM BLOGA!!! Pewnie domyślacie się dlaczego, bo zawsze coś wstawiałam. Otóż to! Od początku założenia tego bloga zawsze dodawałam posty nieregularnie. Po prostu nie zdawałam sobie jeszcze z tego sprawy, że to wielki obowiązek. Zaprzepaściłam ten czas. Powrócił rok szkolny i dopiero wtedy okazało się, że na prawdę nie mam czasu. Jak wiecie miałam już taki okres w którym nie dodawałam Imaginów i nie poinformowałam was o tym. Bo, przyznajmy szczerze nie miałam komu. Nikt go nie komentował.
Moje statystyki zaczęły nabierać tempa jak zaczęłam w październiku pisać moje ff. Wtedy myślałam że to przez przypadek tam ktoś wchodzi, ale zorientowałam się że tak nie jest. Ludzie zaczęli to czytać, (byłam zaskoczona, że ktoś czyta moje wypociny) więc postanowiłam dodać posta i tak aż do teraz tu pisze ( bo wiem, że ktoś to czyta i komentuje). Jestem wam bardzo, ale to bardzo wdzięczna za każdy komentarz i moment spędzony na przeczytaniu! To bardzo wiele dla mnie znaczy i nie wiecie jaką radość mi tym sprawiacie( moje serce się raduję ).
Robię sobie przerwę, ponieważ muszę odpocząć, poukładać parę spraw, wziąć się do nauki i nie chce was o tym NIE poinformować. Chce żebyście wiedzieli.
Nie wiem, kiedy tu zajrzę. Może za miesiąc, może dwa. Nie wiem, kiedy nastąpi ten moment w którym tu wejdę i stwierdzę "Czas się wziąć się znowu do roboty!"? /Bradi
Będę za wami tęsknić :') 
CHCĘ KAŻDEMU, ALE TO KAŻDEMU PODZIĘKOWAĆ, BO BEZ WAS TEN BLOG BY NIE ISTNIAŁ!!!!                             D.Z.I.Ę.K.U.J.Ę

Na poprawę humoru mam dla was kawałek 5 części Jamesa, którą zaczęłam pisać i nie skończę w najbliższym czasie ;)

2 KOMENTARZE = NEXT POST (za miesiąc) 

Dzisiaj czwartek. Jak zwykle rano zwlekłam się z łóżka żeby wyszykować się do szkoły. Od razu przypomniałam sobie co James wczoraj powiedział i nadal nie mogłam w to uwierzyć, że ja [TI] grzeczna i porządna dziewczyna spotyka się z nauczycielem! Czasami mam wrażenie, że to jakiś piękny sen z którego zaraz się obudzę albo, że wszyscy dookoła robią sobie ze mnie jaja. Dzisiejszego dnia mamy tyko jedną godzinę wychowania fizycznego i to na dodatek ostatnią. Przeklinam mój plan lekcji! Zobaczę się z Jamesem dopiero za 8 godzin. Spojrzałam na zegarek,, który wisiał na ścianie.
-Cholera!
Zostało mi jeszcze 10 min na wyszykowanie się i 15 min na dojście! Ubrałam się w naszykowane rzeczy, wzięłam plecak i zbiegłam na dół po szybkie śniadanie, czyli jabłko i batonik zbożowy. Rodziców jak zwykle nie było w domu i musiałam iść piechotą. Założyłam trampki i wyszłam. Do uszu włożyłam słuchawki, podłączyłam do telefonu i zaczęłam słuchać muzyki. Na sam początek poszedł Ed Sheeran „Thinking Out Loud”. Kocham tą piosenkę. Po drodze zaczęłam ją sobie nucić. Nawet nie zauważyłam, gdy na kogoś wpadłam.
-Przepraszam. Odparłam. Straszna gapa ze mnie! Jak mogłam nie zauważyć, no tak szłam ze spuszczoną głową.
-Nic się nie stało księżniczko. Odpowiedział znajomy głos. – Chyba lubisz na mnie wpadać, co?
Wiem jedno. James!
-James! Chciałam go przytulić, ale złapał mnie za ramiona.
-Nie tutaj! Powiedział szeptem.
Rozejrzałam się dookoła i dopiero zrozumiałam. Byliśmy pod szkołą! Przecież odsłuchałam jedną piosenkę! Spojrzałam na odtwarzacz muzyki w telefonie i zrozumiałam że przeszłam ¼  muzyki. Fakty się pokrywały bo co James robiłby na moim osiedlu! Tak właśnie zrozumiałam jak dotarłam do szkoły.
-Później. Szepnął mi James na ucho i odszedł z parkingu w stronę wejścia do szkoły. Jak szedł to każda dziewczyna do niego „Dzień dobry panie Mcvey”. Uśmiechały się do niego cudnie i pokazywały białe zęby. Jak to widziałam to chętnie każdej tej panience wybiłabym zęby. Ślinią się na jego widok, jakby przystojnego chłopaka nie widziały. No fakt jest mega przystojny i naprawdę bił innych chłopaków na kolana.  Żaden mu urodą nie dorównywał. Był wysoki i dobrze zbudowany, ale to nie znaczy że każda musi się ślinić na jego widok!!!!
 [T.I] STOP!!! Przestań tak intensywnie myśleć. On jest twój, a ty jego i nie ma się czym przejmować!
Potrząsnęłam głową, odgoniłam złe myśli i skierowałam się do wejścia do szkoły. Tam od paru minut stały Danielle i Katy. Podeszłam do nich.
-Ile widziałyście? Spytałam UDAJĄC zawstydzoną.
-Wszystko! Odparła Danielle.  -[T.I] Lecisz na niego! Zaśmiała się.
-Hahaha bardzo śmieszne! Odparłam.  Raczej to on poleciał na mnie!!!  Takie były moje myśli.
-Jakoś ostatnio dziwnie się zachowujesz! Unikasz nas i cały dzień jakbyś mogła to miałabyś W-F! Odparła poważnym głosem Katy.
O kurwa! No to wpadłam! Muszę coś szybko wymyślić.
- Mam małe problemy w domu i nie chciałabym o tym mówić. Odparłam zrezygnowana.  Oby to łyknęły!
-Jak nie chcesz to nie mów! Odparła Danielle. – Rozumiem cię. Nie każdy chce o tym mówić.
-No dobra. Teraz sprawa W-Fu. Powiesz nam o co chodzi? Może kręcisz na boku z Mcvey’em?!?! Hmm? Dziwnie to wygląda jak zawsze po W-Fie Mcvey woła cię do magazynku, a w czasie trwania lekcji uśmiechacie się do siebie ukradkiem! Jesteśmy przyjaciółkami [T.I]! Odparła wkurzona Kate.
-Nie będę ci się spowiadać z mojego życia. I to moja sprawa co ja ci mówię, a czego nie. Pewnie ty mi też dużo rzeczy nie mówisz, więc się odpierdol ode mnie.
-Dobra. Jak chcesz. Przemyśl to sobie, a teraz nie idź do mnie jak będziesz miała jakiś problem.
-[T.I] poczekaj! Wyjaśnimy sobie wszystko powiedziała Danielle.
-Nie mamy sobie czego wyjaśniać!!! Powiedziała Katy i odeszła w stronę szafek.

-Zgadzam się! Odpowiedziałam wkurzona.  Robi mi wykłady na temat tego, że mam jej wszystko mówić! Nie rządzi moim życiem! Jeszcze tak nisko nie upadłam. Nie dam się pomiatać!!! Co to to nie!?!?  Odeszłam w przeciwnym kierunku do Kate. Tak mnie  wkurzyła, że postanowiłam odpuścić sobie lekcje i pójść do Jamesa się wyżalić. Po drodze do składziku rozpłakałam się. To mnie przerosło. Ludzie na korytarzu dziwnie się na mnie patrzyli. No tak w końcu [T.I] twarda laska, która nigdy nie płacze popłakała się na w szkole i teraz przemierzała pełny ludzi korytarz. Pieprzyć to! Niestety cały czas w drodze do magazynku towarzyszyło mi nieprzyjemne uczucie. Tak jakby ktoś za mną szedł, ale jak się oglądałam za tobą to nikogo nie widziałam, kto mógłby wzbudzać podejrzenia. Dotarłam do składziku cała zapłakana i bez sił. Lekko zapukałam do drzwi słyszałam „Proszę” i od razu weszłam do środka....

Ciąg dalszy nastąpi 



piątek, 30 stycznia 2015

James cz.4 , Brad cz.2 (WAŻNE INFORMACJE)

Dzień dobry wszystkim!!! Już mam ferie :) Mam z tego powodu dla was ważną informację.  Pewnie myślicie, że będę dodawała częściej Imaginy. Niestety się mylicie! Wyjeżdżam na obóz siatkarki. Wiem, że teraz jeśli to czytacie to myślicie że nie udzielam się tyle na blogu ile powinnam. Tak macie rację!!! Nie udzielam się tyle ile powinnam, ale znajduje dla was czas w każdy piątek i staram się w miarę równomiernie dodawać posty, a jeśli nie informuję was wcześniej o tym. Możecie mieć pretensje! Śmiało!!! Tylko nie wiem za co?!?!? Dzisiaj specjalnie dodaję DWA IMAGINY!!!!!! Są dwa, ponieważ dodaję jeden za dzisiaj, a drugi za przyszły piątek. Mam nadzieję że przypadną wam do gustu ^^ Żegnam was i będę za wami tęsknić tak bardzo :’) Zajrzyjcie tu za 2 tygodnie ;) Do zobaczenia skarby. Kocham was <3  :*/Bradi
2 Komentarze = Next post 

James cz.4
Chłopcy usiedli na sofie i zaczęli znowu grać, a James zachęcił mnie gestem ręki żebym usiadła mu na kolanach. Skorzystałam z jego propozycji i już po chwili znalazłam się na kolanach Mcvey’a.
-Chciałabyś zagrać? Spytał się mnie Tristan.
-Ok.
Chłopcy nie wiedzieli że dobrze gram. Kiedyś tata zakupił mi Fifę i od tego wszystko się zaczęło. Każdego wieczoru razem z tatą siadaliśmy na sofie w salonie i graliśmy. Niestety mój tata zawsze przegrywał, miałam talent do grania w tą grę. Tata na początku walczył ale po połowie meczu się poddawał mnie, a ja przez cały śmiałam się z niego. Jeszcze nigdy nie zdarzyło się że jak ktoś grał ze mną wygrał.
Podzieliśmy się w drużyny. Ja, James i Tris przeciwko Brad’owi i Connor’owi. Przez całą grę śmiałam się z Brada i Connora, bo na początku gry oznajmili że oni na pewno wygrają, są najlepsi. W tym czasie przegrywali z nami 6:2. Gdy widziałam ich miny to po prostu myślałam że padnę ze śmiechu. Pewnie myśleli że nie mają szans z dziewczyną! To się grubo mylą.
-Dobra! To jest bez sensu. Odparł Bradley. – Nie wygramy z nią.
-Musimy walczyć do końca. Powiedział Conoor.
-To walcz sam! Powiedział głośnym głosem i wyszedł z salonu do kuchni. James poszedł za nim.
-Co mu się stało? Zapytałam zaciekawiona Tristana.
-Ma zły dzień. Odpowiedział Tristan zakładając ręce na piersi.
-Aha. Dlatego że przegrał grę? Zapytałam ze śmiechem.
Tristan miał właśnie coś powiedzieć, ale James przerwał mu.
-Powiedział że chce zostać sam. Odpowiedział James.
James usiadł na sofie, a ja na jego kolanach. Objął mnie i wtulił swoją twarz w moją. Siedzieliśmy tak z dobre 5 minut w ogóle się nie odzywając. Czasami któreś z nas posyłało niektórym ukradkowe spojrzenia.
-Będziemy tak siedzieć i nic nie mówić? Spytałam.
-Po co mamy się odzywać? Wystarczy, że jest zepsuta atmosfera. Odparł Tristan z kamienną twarzą.
-Pewnie uważasz że to przeze mnie? Dobrze. Za chwilę wrócę. Zwróciłam się do Tristana.
-Gdzie idziesz? Spytał James, gdy zerwałam się z jego kolan.
-Zobaczysz. Wstałam z jego kolan i skierowałam się w stronę schodów. Pamiętam jak James powiedział mi że tam są ich pokoje. Postanowiłam odnaleźć pokój Brada i go przeprosić, chociaż nie wiem za co.
Sprawdzałam wszystkie pokoje aż dotarłam do białych drzwi. To był ostatni pokój. Mieli strasznie dużą willę i trochę się nachodziłam.
Weszłam do tego pokoju i zobaczyłam Brada obejmującego swoje ramiona i płaczącego. Nie odwracając się powiedział.
-Tris, jeśli to ty to zostaw mnie. Dobrze? Chce pobyć sam. Powiedział smutno.
 -Bradley. To ja [T.I]. Możemy pogadać? Zapytałam łagodnym głosem.
-Nie. Idź. Nie marnuj czasu na mnie. Powiedział wpatrzony we mnie smutnymi i czerwonymi od płaczu oczami.
-Brad, ale ja chcę z tobą porozmawiać i przeprosić.
-Za co ty chcesz mnie przepraszać? Przecież nic złego nie zrobiłaś.
-Tak, ale…  . Nie pozwolił mi dokończyć.
-Dobra, dobra. Idź stąd! Proszę. Wychlipiał.
-Nie! Może się nie znamy, ale nie zostawię przyjaciela mojego chłopaka w potrzebie. Podeszłam do niego, usiadłam na łóżku obok niego i mocno przytuliłam. Od razu jego ramiona mnie objęły, a jego głowa znalazła się w zagłębieniu mojej szyi. Pozwoliłam mu się wypłakać.
-Brad. Powiesz mi co się stało i dlaczego płaczesz? Zapytałam głaszcząc go po jego bujnej czuprynie jak małe dziecko.
-Powiem. Tylko obiecaj, że nikomu nie powiesz! Tylko chłopaki o tym wiedzą. Odparł smutno.
-Obiecuję. Położyłam rękę na sercu.
-To jest taka trałma z dzieciństwa. Gdy miałem 8 lat grałem pierwszy poważny mecz w piłkę nożną. Przygotowywałem się do niego z pół roku. Nadszedł czas meczu na lokalnym stadionie.  To miało nam dać 1 miejsce w tego rocznych rozgrywkach. Wszedłem na boisko. Było dużo ludzi i pewnie większość były to rodziny zawodników. Nasz trener ustawił mnie na bramce. Mecz się zaczął. Moja drużyna dobrze sobie radziła. W pierwszej połowie żadna drużyna nie zdobyła punktu. Natomiast w drugiej połowie drużyna przeciwnika się zmobilizowała i coraz częściej piłka była po naszej stronie boiska. Strasznie się bałem i nie wiedziałem co zrobić. W każdym razie obiecałem sobie, że do puki ja stoję na bramce żadna piłka nie wpadnie do niej. Gdy już była 87 minuta meczu piłka przeszła na naszą stronę, przeciwnicy podawali ją sobie z łatwością, a moi koledzy z drużyny nie mogli odebrać im piłki. Zacząłem panikować! Piłka była coraz bliżej, a ja nie mogłem nic zrobić. Piłkę dzieliło jakieś 5 metrów od bramki. STAŁO SIĘ!!!! Piłka wpadła do bramki. Stało się to przeze mnie. Nie potrafiłem obronić. Stałem wtedy jak wryty i patrzyłem się zupełnie gdzieś indziej niż powinienem. Po tej sytuacji trener i moi koledzy z drużyny winili tylko mnie. Odszedłem z drużyny, bo koledzy nie chcieli mnie znać i nabijali się ze mnie. Od tego czasu jak gram wyobrażam sobie że właśnie JA  stoję na tej bramce i nie mogę obronić. Pamiętam to zdarzenie jakby to było wczoraj a zdarzyło się 10 lat temu. Przepraszam, że mnie poniosło. Nadal mam wrażenie że to moja wina.
-Brad. Przepraszam, ja nie wiedziałam. Schyliłam głowę i zaczęłam bawić się moimi palcami.
-Nic się nie stało. To nie twoja wina. Odparł.
Przytuliłam się do niego jeszcze raz. Chciałam żeby widział że mnie wsparcie, a nie pustą dziewczynę swojego przyjaciela.
-Dziękuję. Odparł Brad z lekkim uśmiechem na ustach.
-Za co?
-Za to że mnie pocieszałaś i wysłuchałaś.
-Nie musisz, ale teraz ty mi coś obiecasz. Powiedziałam do niego poważnym tonem.
-Dobrze. Położył rękę na sercu. – Obiecuję.
-Nigdy więcej nie będziesz sobie wmawiać że to twoja wina!
 -Ale…
-Nie ma żadnego ale. Tak i koniec!
-Ohh. No dobra. PRZYSIĘGAM. Odparł wesoło Bradley.
-Jesteśmy wfita. Odparłam szeroko się uśmiechając.
-Chodź! Pociągnął mnie za rękę Brad. – Chodźmy do salonu. Już mi lepiej.
-Dobrze. Miał właśnie łapać za klamkę od pokoju, ale złapałam go drugą ręką za nadgarstek, żeby go zatrzymać.
-Brad. Chciałam ci tylko powiedzieć, że jeśli kiedykolwiek będziesz miał jakiś problem czy coś się będzie dręczyło to zawsze, ale to zawsze możesz mi powiedzieć i się wyżalić. Zawsze cię wysłucham i  pomogę.
-Dziękuję. Kochana jesteś. Przytulił mnie. Zazdroszczę James’owi!
-Czego niby?
-Ciebie. Taka dziewczyna to skarb.
-Dziękuję. Odparłam cicho rumieniąc się.
Wyszliśmy z pokoju i zeszliśmy do salonu. Gdy reszta nas zobaczyła, zaczęłam się śmiać. Gdybyście widzieli ich miny. Bezcenne.
-Jesteśmy!
-Co mu powiedziałaś? Zapytał się mnie Connor.
-Nic ważnego. Uśmiechnęłam się do Brada, a on kiwnął głową.
Wszyscy do 20 siedzieliśmy i rozmawialiśmy i śmialiśmy się z różnych tematów.
Rozmawialiśmy właśnie o szkole i o uczniach Jamesa, gdy zapomniałam że miałam być w domu przed 20.
-James! Ja muszę już iść. Miałam być w domu przed 20. Jak chcesz zostać to zostań, ale ja muszę iść.
-Nie ma mowy!!! Nie puszczę cię samą o 20!
-To się zbieraj. Ponagliłam.
-Dobrze. Wstał i poszedł do przedpokoju. Zakładał buty i kurtkę, a ja w tym czasie ja postanowiłam się pożegnać z chłopcami.
-Pa chłopaki. Ja już muszę iść. Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy.
-Ja też mam nadzieję. Odparł Connor przytulając mnie.
-Dlaczego ty mi to robisz? Zostań jeszcze. Odparł Brad.
-Hahaha. Spokojnie w weekend może was odwiedzę jeżeli James się zgodzi.
-Nie mam nic przeciwko. Odparł James.
-To super. Do weekendu! Westchnął Bradley i mnie przytulił.
-Do zobaczenia. Szepnęłam mu na ucho.
-Cześć Tristan. Odpowiedziałam. W odpowiedzi przytulił mnie. Trwalibyśmy w tym uścisku dłużej, ale przeszkodził nam James.
-Księżniczko czas na nas. Powiedział pieszczotliwie.
Pomachałam jeszcze chłopakom i wyszliśmy z willi.
Szliśmy przez ciemne ulice i powiem wam, że jeśli byłabym tutaj sama to bałbym się.
James w pewnym momencie złączył nasze dłonie w uścisku, a mnie przeszła fala ciepłych dreszczy. Jak to możliwe że ten chłopak tak na mnie działa?
Zanim zdążyłam odpowiedzieć sobie na to pytanie, już byliśmy pod moim domem.
-Już jesteśmy.
-Tak. Niestety.
-Dlaczego niestety? Spytałam.
-Gdy jesteś przy mnie czas u mnie się zatrzymuje. Nie liczę go. Oddałbym każdą wolną chwilę za spędzenie z tobą chodź kilka minut. Poszedłbym z tobą nawet na koniec świata. Nie musielibyśmy się odzywać. Sama twoja obecność i świadomość że przy mnie jesteś i to cała moja przeprawia mnie o ciepłe uczucie w sercu. Bo jak samo przysłowie mówi „Zakochani czasu nie liczą”.
-James nie musiałeś tego mówić. Z moich oczu popłynęło kilka łez szczęścia.
-Musiałem. Musiałem ci powiedzieć prawdę. Odparł przybliżając się do mnie. Jedną rękę umieścił na moich biodrach, a drugą umiejscowił na moich policzku, wycierając łzy. Przysunął się do mnie tak, że stykaliśmy się ciałami. Jego usta wolno przybliżały się do moich. W końcu jego usta złączyły się z moimi. Pragnęłam jego ust w tej chwili. Całował tak dobrze, że gdyby nie potrzeby zaczerpnięcia powietrza to nie przestawalibyśmy. Jego usta były niesamowite. Jeszcze nigdy nie całowałam się z chłopakiem, który całował lepiej niż on. Po chwili oderwaliśmy się od siebie i patrzyliśmy sobie w oczy. Mogłabym w nich utonąć. Skradłam James’owi jeszcze szybkiego całusa w policzek.
-Do jutra. Odparłam.
-Do zobaczenia księżniczko. Powiedział i odszedł w swoją stronę.
Weszłam do domu i od razu pobiegłam do swojego pokoju. Poszłam do łazienki wykąpać się. Jak z niej wyszłam to zobaczyłam że dostałam wiadomość.

Od: James

Dobranoc. Słodkich snów :*
Pamiętaj, że cię kocham.

Od razu na sercu zrobiło mi się cieplej po tej wiadomości. Poszłam spać z myślami ż ten dzień był jednym z najlepszych w moim życiu.




Brad cz.2

-witaj skarbie dawno cię tu nie było...
Pomyślałam jedno OJCIEC.
-wiesz dawno cię tu nie było i pomyślałem że lepiej będzie jeśli zostaniesz w domu i będziesz wracać do domu na określoną godzinę. Zaczął na mnie krzyczeć i przybliżać się do mnie.
-Jesteś nic nie warta. W tym momencie dostałam od niego siarczysty policzek.
Zaczęłam płakać. Chciał mnie jeszcze raz uderzyć ale coś go odepchnęło i upadł na podłogę.
Moim wybawicielem był Brad.
-dziękuję.
Przytuliłam się do Brada i wypłakiwałam się w jego T-shirt.
-chodź bo jeszcze coś ci jeszcze zrobi. Powiedział.
-dobrze już jestem spakowana możemy iść.
-To dobrze. Zabiorę cię od tego psychopaty.
- W końcu to mój ojciec i nie powinnam.
-powinnaś zobacz ile ci krzywdy wyrządził. Powiedział i podwinął rękaw mojej bluzy tak że widział blizny.
-to jaką podjęłaś decyzję? Zostajesz z ojcem czy idziesz do mnie?
-wybieram druga opcję. Uśmiechnęłam się do niego a on to odwzajemnił ukazując swoje proste białe zęby.
- to chodź.
Wsiedliśmy do czarnego Range Rovera i udaliśmy się do domu Bradley’a.                                                                       ***
Po wypakowaniu rzeczy usiadłam w salonie czekając na chłopaka, który robił coś w kuchni.
Poszłam sprawdzić co robi i zobaczyłam Brada całego w mące i jajkach który robił naleśniki.
-Fajnie wyglądasz
-dzięki
Zaczęłam się śmiać z jego wyglądu. Wyglądał przekomicznie.
-coś co za bardzo ci do śmiechu. Powiedział i zaczął się do mnie przybliżać i zaczął swoimi brudnymi rękoma mnie gilgotać .
-zostaw mnie proszę. Śmiałam się jak opętana.
-dobrze, ale w zamian za coś.
-ok ale co?
-pomożesz mi sprzątać.
-no dobra niech ci będzie.
Po sprzątaniu kuchni ,która zajęła nam prawie 1 godzinie usiedliśmy w salonie jedząc naleśniki.
-naprawdę pyszne jak ty to robisz?? Musisz mnie nauczyć. Odparłam.
-z wielką przyjemnością mamy dużo czasu. Powiedział.
-Słuchaj Brad jest taki jeden duży problem.
-jaki?
-no że nie mam się z czego utrzymywać.
-spokojnie ja będę cię utrzymywać. Jak to powiedział to o mało się nie zakrztusiłam naleśnikiem którego jadłam.
-żartujesz prawda?!?!
-wcale że nie [T.I].  Jesteś wspaniała dziewczyną a to, że twój ojciec utrzymywał się z kilku złotych to nie jest problem. Moi rodzice dużo zarabiają i z tego dają mi bardzo wielkie sumy i połowa twoja połowa moja. Wiesz moi rodzice się mną nie interesują i nie mieszkają w Londynie tylko w Nowym Jorku i czasami przyjeżdżają a ja tu przyjechałem z Birghman żeby poznać nowych ludzi i odwiedzić parę starych znajomych ale tak mi się spodobało że tu zostaję…
Wypowiedź Bradley’a przerwał głośne pukanie do drzwi. Ciekawe kto to może być? Pomyślałam.
-Pójdę otworzyć. Powiedział.
-Hej Brad. Powiedział ten głos. Rozpoznam go wszędzie to Caroline!!!
-Cześć Caroline co to robisz??? Powiedział groźnym głosem.
-przyszłam cię odwiedzić. Nie cieszysz się?
-niezbyt bo mam gościa.
-jakiego?? Spytała.
Słyszałam cała rozmowę z salonu i już było po mnie. Zaraz się wyda.
-Masz się nie drzeć i zachować spokój a jak nie to wyjdziesz z mojego domu. Powiedział do niej ostro.
-Dobrze. Nie unoś się tak. Powiedziała.
Już mam wyjebane!
-wejdź do salonu. Nakazał Bradley.
-przedstawisz mi tego „wyjątkowego” gościa?? Jak mówiła słowo „wyjątkowego” zrobiła sztuczny cudzysłów w powietrzu i kwaśną minę.
-Raczej nie muszę. Powiedział.
Caroline weszła do salonu a ja powiedziałam
- hej. Powiedziałam
-ty zaprosiłeś tą d****ę do twojego domu ? Tego się nie spodziewałam! Zszedłeś na tak niski poziom inteligencji?
-Nie! On nie zszedł tylko ty cały czas na nim jesteś. Uśmiechnęłam się cwaniacko przez łzy które ciekły mi po policzkach.
Podeszłam do niej i dałam jej siarczysty policzek
-to za wszystko co mi zrobiłaś. Caroline trzymasz się za czerwony od bólu policzek.
-WYJDŹ i nigdy więcej tu nie wracaj. Nie masz prawa jej tak nazywać !!!! Krzyknął Simpson.
-Jeszcze pożałujecie. Powiedziała Caroline i wyszła trzaskając drzwiami, a ja pobiegłam do swojego pokoju i zamknęłam się w nim na klucz. Rzuciłam się na łóżko i płakałam jak małe dziecko. Dlaczego to ja zawsze mam takiego pecha. Los akurat wybrał mnie. Dlaczego? Pogrążona w płaczu i złości zasnęłam. Obudziło mnie krzątanie po pokoju drugiej osoby.
-część. Już się wyspałaś. Przyniosłem ci wodę i tabletkę. Chciałem się bardzo ale to bardzo przeprosić za zachowanie Caroline. Ona ma za dużo do powiedzenia i zawsze się wtrąca w nie swoje sprawy. Nie musisz się już o nią martwić. Już tu nie wejdzie. Przynajmniej ja jej nie wpuszczę!
-Hej. Dzięki za tabletki i po prostu mam dosyć. Za dużo jak na jeden dzień się wydarzyło.
-dobrze cię rozumiem. Tam jest łazienka. Weź swoje rzeczy i się umyj.
-ok a ty?
-ja mam swoją łazienkę. Chyba że chcesz to możemy się razem umyć. Puścił mi oczko.
-nie dzięki jednak nie skorzystam. Odparłam ze śmiechem
-dobra. Ja za chwilę do ciebie przyjdę. Wyszedł do swojego pokoju.
Wzięłam walizkę i zaczęłam szukać piżamy okazało się że jej nie mam.
Wyszłam z pokoju i zawołałam Brada.
-Bradley jest kolejny problem.
Brad wybiegł z łazienki w samym ręczniku owiniętym wokół pasa.
-Z tobą to same problemy. Odparł ze śmiechem. -Jaki?
-nie mam piżamy. Westchnęłam. Też zaczęłam się śmiać.
-To się da załatwić.
Wszedł do swojego pokoju i zaczął czegoś szukać Po chwili wyszedł.
-masz. Powiedział.
Dał mi męską koszulkę i bokserki.
Weszłam do łazienki wziąć długi prysznic.
Po umyciu się poszłam do swojego, tymczasowego pokoju.
Położyłam się na łóżku i rozmyślałam o tym co się stanie po weekendzie. Położyłam się na boku próbując się ułożyć do spania gdy drzwi mojego pokoju się otworzyły a w nich stał Brad w krótkich szortach bez koszulki.
-Przyszedłem
-Właśnie widzę
Miał niezły tors, a na nim zarys kaloryfera.
Położył się obok mnie i przytulił mnie do tyłu tak że obejmował mnie w tali
-dobranoc. Powiedział
-dobranoc Bradzio. Odparłam chichotając.
Obudziłam się. Był sobota. Jak to dobrze nie iść do tej cholernej szkoły. Wstałam z łóżka po cichu żeby nie zbudzić Bradley’a. Popatrzyłam na Brada. Jego loczki wchodziły mu na twarz i cicho pochrapywał. Był okryty kołdrą i wyglądał tak niewinnie.
Zeszłam na dół żeby zrobić śniadanie .
Były to tosty z Nutellą. Po chwili usłyszałam kroki na schodach a zaraz loczek znajdował się w kuchni.
-Dzień Dobry. Co tak ładnie pachnie?
-Dzień dobry. Tosty które zrobiłam.
Podszedł do mnie i pocałował mnie w policzek. Czułam jego malinowe usta na swoim policzku. Zarumieniłam się. Modlę się żeby nie było ich widać.
-kochana jesteś. Stwierdził.
-nie słodź mi Simpson.
-Dobrze, ale ja i tak wiem swoje. Pogroził mi palcem z tym swoim uśmieszkiem.
Usiedliśmy z śniadaniem przy stole i zjedliśmy je w ciszy.

Następnie Brad mi coś zaproponował...


piątek, 23 stycznia 2015

Brad cz.1

Siema, siema, siema!!! Przychodzę dzisiaj z nowym Bradem! Od razu mówię, że jeśli pojawią się jakieś błędy to przepraszam. Pisałam ten Imagin dawno temu i musiałam go trochę przerobić ;)
Myślę, że Imagin wam się spodoba! Następny Imagin przewiduję w ( następny weekend ). ♥
Ten Imagin dedykuję wszystkim czytelnikom tego bloga!!! 
Dziękuję jeszcze raz <3 
Widzimy się za tydzień :* Do zobaczenia kochani /Bradi 
2 komentarze = next post 
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
[T.I] była dziewczyną, która nie miała szczęścia w życiu. Jej życie straciło sens po śmierci jej mamy. Jej ojciec po tym zdarzeniu wpadł w nałóg alkoholu i narkotyków. Nie mogła dłużej tego znieść, dlatego na jej nadgarstkach widniały blizny. W szkole nie była lubiana, lecz wyśmiewana. Jednak jej życie odmieniło się, gdy poznała chłopaka w bujnych lokach i słodkim uśmiechu.
*[T.I]*
Znowu to samo. Ojciec przyszedł pijany do domu ze swoimi kolegami. Nie lubiłam gdy ich przyprowadzał. Jeszcze bardziej się bałam że coś mi zrobi. Zwykle gdy się coś mu nie podobał lub mu się sprzeciwiałam to mnie bił. Jutro do szkoły a piekło znowu się zacznie. Nie mieliśmy pieniędzy na ubrania a czasem na jedzenie, bo tylko mama pracowała a tata zawsze starał się szukać pracy. Po śmierci się załamał i zaczął pić i ćpać, a ja zamknęłam się w sobie i nie byłam tą samą osobą co wcześniej i dlatego przyjaciele się ode mnie odwrócili. Zaczęli się ze mnie nabijać i miałam same problemy, ale zawsze miałam nadzieję że znajdę taką osobę która mnie z tego wyciągnie. Po 22 jego koledzy wyszli a ja poszłam do swojego pokoju a on mnie jak zwykle nie zwrócił na mnie uwagi. Poszłam spać. Rano go już nie było. Na śniadanie zjadłam płatki z mlekiem i wyszłam z domu. Pod szkołą zobaczyłam Caroline najsławniejszą, najbogatszą i najbardziej arogancką dziewczynę w szkole. Dokucza każdemu komu zechce. Razem z nią wysiadł jakiś chłopak, bardzo przystojny chłopak. Miał na sobie czarne rurki i koszulkę z napisem „Arctic Monkeys”!

Może to jej KOLEJNY chłopak. Caroline miała taki zawód że uwodziła chłopaka, a następnie rzucała jego kiedy jej się znudził. Kiedy wchodziłam do szkoły on się na mnie spojrzał i wpuścił mnie przed siebie. Zauważyłam że ma brązowe oczy.
-dziękuję. Odparłam.
-nie ma za co.
Spojrzałam na niego a on uśmiechnął się w ten cudowny sposób. Chciałam się spytać jak ma na imię, ale uniemożliwiła mi to Caroline.
-Brad poczekaj na mnie.
Przynajmniej wiem jak ma na imię. Pomyślałam.
Zadzwonił dzwonek oznajmiający rozpoczynające się lekcje. Poszłam do sali 220 na matematykę.
Rozsiadłam się w ławce, najczęściej siedziałam sama i tak było w tym przypadku.
Po chwili weszła nauczycielka oznajmiając:
-od dzisiaj na jakiś okres czasu będziecie mieli nowego ucznia. Wchodź. Powiedziała
Wszedł chłopak który wysiadł z samochodu Caroline. Brad???
-To jest Bradley Simpson. Usiądź w ławce z [T.I] [T.N]. Co??? Nie!!!
Podszedł do mnie i powiedział :
-Hej jestem Brad,  przepraszam że nie mogłem dłużej z tobą porozmawiać, ale Caroline mi przeszkodziła.
- nic się nie stało. Wtedy przeszkodziła nam nauczycielka:
-możecie porozmawiać na przerwie, a teraz siadaj Bradley i zaczynamy nowy temat.
Po lekcjach udałam się do szafek żeby włożyć książki, kiedy nagle podeszła do mnie grupa dziewczyn razem z Caroline .
-O znowu te same ciuchy [T.I]
-Ona zawsze chodzi w tych ciuchach. Powiedziała Sam. Jedna z tych blondynek.
-Wyglądają jak ze śmietnika. Odezwała się Caroline.
-może mnie nie stać na nowe, ale ja przynajmniej ja mam szacunek do ludzi. Nie to co wy!
-Pożałujesz zobaczysz. Podeszła do mnie i zaczęła ciągnąć za włosy.
-zostaw mnie. Krzyczałam ale to nic nie dało. Po chwili powaliła mnie na ziemię i zaczęła kopać
Nagle zjawił się Bradley :
-Zostaw ją czy ty zawsze musisz taka być?!
-Brad to ona zaczęła, mówiła mi brzydkie rzeczy. Odpowiedziała Caroline.
-Ja wiem że kłamiesz jak proszę cię żebyś tak nie robiła to ty zawsze na odwrót. Po co ja tu przyjeżdżałem?!?! Po to żeby się z tobą kłócić nie, tylko żeby cię odwiedzić. Idź stąd. Odpowiedział do Caroline.
Odeszła razem ze swoimi kumpelami a Bradley pomógł mi wstać.
-Dziękuje ci. Naprawdę nie wiem co bym zrobiła bez ciebie, chyba by mnie zabiła.
-Czasami jej przechodzi a potem znowu dostaje szału.
-Mam pytanie. Dlaczego mnie "uratowałeś" od niej?
-Bo nie wiesz co się stanie gdy działasz jej na nerwy.
-Ok. To co teraz?
- Teraz zabieram cię do siebie. W nagrodę za Caroline zabieram cię do siebie.
-Dobrze. Jej nie będzie to przeszkadzać?
-nie no co ty.

W czasie drogi zobaczyłam że skręcamy w boczną ulicę i zobaczyłam to:




-WOW jaki dom. Ten ktoś ma pieniądze.
-Dokładnie. Odpowiedział Brad.
Gdy zobaczyła że skręcamy na posesję tego domu powiedziałam :
- nie możemy tu wchodzić. To na pewno nie ten kierunek Brad!
-zobaczymy. Powiedział
Gdy weszliśmy do tego domu powiedział :
-Witam w moich skromnych progach. Rozgość się!!!
-Ttt..to twój dom? Zająkałam się.
-tak.
-przepiękny sama bym chciała w takim mieszkać. Westchnęłam.
-nie ma sprawy przeprowadź się do mnie.
-hahaha serio? Chciałbyś mieszkać z taką osobą jak ja?
-Czemu nie? Jesteś niesamowita. Odparł i się do mnie przytulił. Objęłam go rękami za szyję i westchnęłam.
On umiał mi poprawić mi humor. Był inny niż wszyscy umiał ze mną pogadać i się ze mnie nie wyśmiewać.
- Chcesz się czegoś napić? Powiedział.
-wody poproszę.
-ok
Po chwili przyszedł ze szklankami wody.
-dzięki
-nie ma za co. Powiesz dlaczego dziewczyny cię źle traktują, jeśli to nie będzie problem. Bo widzę że się nad tobą znęcają a ja chciałbym pomóc.
-to było tak . 3 lata temu...

 Opowiedziałam mu cała historię. Zrozumiał mnie.
- jest mi bardzo przykro z powodu twojej mamy. Nie wiedziałem że aż taka jest twoja historia.
- bez przesady już się przyzwyczaiłam.
Wzięłam sok ze stolika i napiłam ale po mojemu nieszczęściu wylałam sok na swoją bluzę.
- jak zwykle. Wszystko musi iść z niepowodzeniem
- spokojnie przyniosę ci jakąś moją bluzę.
Po chwili Brad niósł w rękach czarny sweter.
- proszę
- dzięki
Zdjęłam swoją bluzę tym odsłaniając swoje nadgarstki
- co to jest [T.I]? Proszę powiedz że mi się wydaję.
- Nie Bradley to prawda to moja robota. Ja się cięłam. Po policzkach zlatywały mi łzy bezsilności.
Bradley wziął mnie na swoje kolana i po prostu przytulił. Tego mi było trzeba. Poczucia bezpieczeństwa.
Otarł moje łzy i powiedział :
- Wyjdziesz z tego, a ja ci pomogę. Zobaczysz.
-dziękuję nie wiem co bym bez ciebie zrobiła.
Do końca dnia siedziałam u Bradley’a  bo po co miałam siedzieć u mojego ojca, który i tak o mnie nie dba.
-Brad ja już muszę iść bo ojciec będzie mnie ... bił.
-nie pozwolę mu. Zostajesz u mnie na noc i nie ma mowy żebyś wracała do tego piekła, które ci on wyrządził.
-Bradley ale ja ci będę przeszkadzać. W ogóle gdzie ja będę spać ?
-dam ci osobny pokój i jakieś ciuchy. Chodź.
Po chwili znalazłam się w pokoju :
-wow to będzie mój pokój?
-tak
-dziękuję. przytuliłam się do jego klatki piersiowej. Poczułam takie ciepło w sercu
-po raz kolejny nie ma za co.
-to idziemy na kolację bo jest 20?
-ok a co chcesz?
-nie wiem a co proponujesz?
-za dużo pytań !!! Zaśmiałam się.
-to poproszę 2 kanapki.
-dobra to idziemy robić. zagonił mnie.
zeszliśmy do kuchni i zaczęliśmy robić kanapki.
~~~~
Zjedliśmy kolację i chłopakowi zachciało się oglądać filmów.
-co wybieramy. Horror!
-nie ja się tak strasznie boję.
-to będziesz mogła przytulić się do mnie.
-a mogę od razu?
-jasne tylko włączmy film.
Brad włączył film, usiadł obok mnie i przyciągnął do siebie, wtulając w swój tors.
Było mi tak dobrze że mogłabym zostać w takiej pozycji do końca świata.
Były straszne sceny w filmie a ja tuliłam się do Bradley’a, a on czasami  do mnie.
~~~~~                                                     
Był koniec filmu a ja nadal się bałam:
-przez ciebie nie będę mogła spać. Rzuciłam w niego poduszką.
-Ohh ty! Rzucił się na mnie i zaczął łaskotać.
-przestań proszę.
-coś za coś.
-dobrze co chcesz tylko przestań.
-chcę żebyś tej nocy spała ze mną.
-i tak bym przyszła bo bym się bała po tym TWOIM filmie. -Brad musimy pojechać po moje rzeczy!!!
-no dobrze pojadę z tobą, bo.... twój ojciec. Odparł smutny.
 Podjechaliśmy pod mój zwykły dom a jednak wiązały się z nim okrutne spojrzenia.
Poleciało mi kilka  łez jednak Brad wytarł je swoimi dłońmi i mnie przytulił i szepną :
-wszystko jest w porządku, jesteś tu ze mną.
Wysiedliśmy z twojego samochodu i poszliśmy pod drzwi. Otworzyłam je.
-Brad streszczajmy się bo jak on przyjdzie to nie będzie przyjemni
-dobrze to idź na górę a ja tu na dole poczekam.
Weszłam na górę i poszłam do swojego pokoju, wzięłam walizkę i pakowałam najbardziej potrzebne rzeczy, gdy usłyszałam że ktoś wchodzi do pokoju
-witaj skarbie dawno cię tu nie było!
Pomyślałam jedno Ojciec...