Siema, siema, siema!!! Przychodzę dzisiaj z nowym Bradem! Od razu mówię, że jeśli pojawią się jakieś błędy to przepraszam. Pisałam ten Imagin dawno temu i musiałam go trochę przerobić ;)
Myślę, że Imagin wam się spodoba! Następny Imagin przewiduję w ( następny weekend ). ♥
Ten Imagin dedykuję wszystkim czytelnikom tego bloga!!!
Dziękuję jeszcze raz <3
Widzimy się za tydzień :* Do zobaczenia kochani /Bradi
2 komentarze = next post
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
[T.I] była dziewczyną, która nie miała szczęścia w życiu.
Jej życie straciło sens po śmierci jej mamy. Jej ojciec po tym zdarzeniu wpadł
w nałóg alkoholu i narkotyków. Nie mogła dłużej tego znieść, dlatego na jej
nadgarstkach widniały blizny. W szkole nie była lubiana, lecz wyśmiewana.
Jednak jej życie odmieniło się, gdy poznała chłopaka w bujnych lokach i słodkim
uśmiechu.
*[T.I]*
Znowu to samo. Ojciec przyszedł pijany do domu ze swoimi
kolegami. Nie lubiłam gdy ich przyprowadzał. Jeszcze bardziej się bałam że coś
mi zrobi. Zwykle gdy się coś mu nie podobał lub mu się sprzeciwiałam to mnie
bił. Jutro do szkoły a piekło znowu się zacznie. Nie mieliśmy pieniędzy na
ubrania a czasem na jedzenie, bo tylko mama pracowała a tata zawsze starał się
szukać pracy. Po śmierci się załamał i zaczął pić i ćpać, a ja zamknęłam się w
sobie i nie byłam tą samą osobą co wcześniej i dlatego przyjaciele się ode mnie
odwrócili. Zaczęli się ze mnie nabijać i miałam same problemy, ale zawsze
miałam nadzieję że znajdę taką osobę która mnie z tego wyciągnie. Po 22 jego
koledzy wyszli a ja poszłam do swojego pokoju a on mnie jak zwykle nie zwrócił
na mnie uwagi. Poszłam spać. Rano go już nie było. Na śniadanie zjadłam płatki
z mlekiem i wyszłam z domu. Pod szkołą zobaczyłam Caroline najsławniejszą,
najbogatszą i najbardziej arogancką dziewczynę w szkole. Dokucza każdemu komu
zechce. Razem z nią wysiadł jakiś chłopak, bardzo przystojny chłopak. Miał na
sobie czarne rurki i koszulkę z napisem „Arctic Monkeys”!
Może to jej KOLEJNY chłopak. Caroline miała taki zawód że uwodziła chłopaka, a następnie rzucała jego kiedy jej się znudził. Kiedy wchodziłam do szkoły on się na mnie spojrzał i wpuścił mnie przed siebie. Zauważyłam że ma brązowe oczy.
-dziękuję. Odparłam.
-nie ma za co.
Spojrzałam na niego a on uśmiechnął się w ten cudowny
sposób. Chciałam się spytać jak ma na imię, ale uniemożliwiła mi to Caroline.
-Brad poczekaj na mnie.
Przynajmniej wiem jak ma na imię. Pomyślałam.
Zadzwonił dzwonek oznajmiający rozpoczynające się lekcje.
Poszłam do sali 220 na matematykę.
Rozsiadłam się w ławce, najczęściej siedziałam sama i tak
było w tym przypadku.
Po chwili weszła nauczycielka oznajmiając:
-od dzisiaj na jakiś okres czasu będziecie mieli nowego
ucznia. Wchodź. Powiedziała
Wszedł chłopak który wysiadł z samochodu Caroline. Brad???
-To jest Bradley Simpson. Usiądź w ławce z [T.I] [T.N].
Co??? Nie!!!
Podszedł do mnie i powiedział :
-Hej jestem Brad,
przepraszam że nie mogłem dłużej z tobą porozmawiać, ale Caroline mi
przeszkodziła.
- nic się nie stało. Wtedy przeszkodziła nam nauczycielka:
-możecie porozmawiać na przerwie, a teraz siadaj Bradley i
zaczynamy nowy temat.
Po lekcjach udałam się do szafek żeby włożyć książki, kiedy
nagle podeszła do mnie grupa dziewczyn razem z Caroline .
-O znowu te same ciuchy [T.I]
-Ona zawsze chodzi w tych ciuchach. Powiedziała Sam. Jedna z
tych blondynek.
-Wyglądają jak ze śmietnika. Odezwała się Caroline.
-może mnie nie stać na nowe, ale ja przynajmniej ja mam
szacunek do ludzi. Nie to co wy!
-Pożałujesz zobaczysz. Podeszła do mnie i zaczęła ciągnąć za
włosy.
-zostaw mnie. Krzyczałam ale to nic nie dało. Po chwili
powaliła mnie na ziemię i zaczęła kopać
Nagle zjawił się Bradley
:
-Zostaw ją czy ty zawsze musisz taka być?!
-Brad to ona zaczęła, mówiła mi brzydkie rzeczy.
Odpowiedziała Caroline.
-Ja wiem że kłamiesz jak proszę cię żebyś tak nie robiła to
ty zawsze na odwrót. Po co ja tu przyjeżdżałem?!?! Po to żeby się z tobą kłócić
nie, tylko żeby cię odwiedzić. Idź stąd. Odpowiedział do Caroline.
Odeszła razem ze swoimi kumpelami a Bradley pomógł mi wstać.
-Dziękuje ci. Naprawdę nie wiem co bym zrobiła bez ciebie,
chyba by mnie zabiła.
-Czasami jej przechodzi a potem znowu dostaje szału.
-Mam pytanie. Dlaczego mnie "uratowałeś" od niej?
-Bo nie wiesz co się stanie gdy działasz jej na nerwy.
-Ok. To co teraz?
- Teraz zabieram cię do siebie. W nagrodę za Caroline
zabieram cię do siebie.
-Dobrze. Jej nie będzie to przeszkadzać?
-nie no co ty.
W czasie drogi zobaczyłam że skręcamy w boczną ulicę i
zobaczyłam to:
-WOW jaki dom. Ten ktoś ma pieniądze.
-Dokładnie. Odpowiedział Brad.
Gdy zobaczyła że skręcamy na posesję tego domu powiedziałam
:
- nie możemy tu wchodzić. To na pewno nie ten kierunek Brad!
-zobaczymy. Powiedział
Gdy weszliśmy do tego domu powiedział :
-Witam w moich skromnych progach. Rozgość się!!!
-Ttt..to twój dom? Zająkałam się.
-tak.
-przepiękny sama bym chciała w takim mieszkać. Westchnęłam.
-nie ma sprawy przeprowadź się do mnie.
-hahaha serio? Chciałbyś mieszkać z taką osobą jak ja?
-Czemu nie? Jesteś niesamowita. Odparł i się do mnie
przytulił. Objęłam go rękami za szyję i westchnęłam.
On umiał mi poprawić mi humor. Był inny niż wszyscy umiał ze
mną pogadać i się ze mnie nie wyśmiewać.
- Chcesz się czegoś napić? Powiedział.
-wody poproszę.
-ok
Po chwili przyszedł ze szklankami wody.
-dzięki
-nie ma za co. Powiesz dlaczego dziewczyny cię źle traktują,
jeśli to nie będzie problem. Bo widzę że się nad tobą znęcają a ja chciałbym
pomóc.
-to było tak . 3 lata temu...
- jest mi bardzo przykro z powodu twojej mamy. Nie
wiedziałem że aż taka jest twoja historia.
- bez przesady już się przyzwyczaiłam.
Wzięłam sok ze stolika i napiłam ale po mojemu nieszczęściu
wylałam sok na swoją bluzę.
- jak zwykle. Wszystko musi iść z niepowodzeniem
- spokojnie przyniosę ci jakąś moją bluzę.
Po chwili Brad niósł w rękach czarny sweter.
- proszę
- dzięki
Zdjęłam swoją bluzę tym odsłaniając swoje nadgarstki
- co to jest [T.I]? Proszę powiedz że mi się wydaję.
- Nie Bradley to prawda to moja robota. Ja się cięłam. Po
policzkach zlatywały mi łzy bezsilności.
Bradley wziął mnie na swoje kolana i po prostu przytulił. Tego
mi było trzeba. Poczucia bezpieczeństwa.
Otarł moje łzy i powiedział :
- Wyjdziesz z tego, a ja ci pomogę. Zobaczysz.
-dziękuję nie wiem co bym bez ciebie zrobiła.
Do końca dnia siedziałam u Bradley’a bo po co miałam siedzieć u mojego ojca, który
i tak o mnie nie dba.
-Brad ja już muszę iść bo ojciec będzie mnie ... bił.
-nie pozwolę mu. Zostajesz u mnie na noc i nie ma mowy żebyś
wracała do tego piekła, które ci on wyrządził.
-Bradley ale ja ci będę przeszkadzać. W ogóle gdzie ja będę
spać ?
-dam ci osobny pokój i jakieś ciuchy. Chodź.
Po chwili znalazłam się w pokoju :
-wow to będzie mój pokój?
-tak
-dziękuję. przytuliłam się do jego klatki piersiowej. Poczułam
takie ciepło w sercu
-po raz kolejny nie ma za co.
-to idziemy na kolację bo jest 20?
-ok a co chcesz?
-nie wiem a co proponujesz?
-za dużo pytań !!! Zaśmiałam się.
-to poproszę 2 kanapki.
-dobra to idziemy robić. zagonił mnie.
zeszliśmy do kuchni i zaczęliśmy robić kanapki.
~~~~
Zjedliśmy kolację i chłopakowi zachciało się oglądać filmów.
-co wybieramy. Horror!
-nie ja się tak strasznie boję.
-to będziesz mogła przytulić się do mnie.
-a mogę od razu?
-jasne tylko włączmy film.
Brad włączył film, usiadł obok mnie i przyciągnął do siebie,
wtulając w swój tors.
Było mi tak dobrze że mogłabym zostać w takiej pozycji do
końca świata.
Były straszne sceny w filmie a ja tuliłam się do Bradley’a,
a on czasami do mnie.
~~~~~
Był koniec filmu a ja nadal się bałam:
-przez ciebie nie będę mogła spać. Rzuciłam w niego
poduszką.
-Ohh ty! Rzucił się na mnie i zaczął łaskotać.
-przestań proszę.
-coś za coś.
-dobrze co chcesz tylko przestań.
-chcę żebyś tej nocy spała ze mną.
-i tak bym przyszła bo bym się bała po tym TWOIM filmie. -Brad musimy pojechać po moje rzeczy!!!
-no dobrze pojadę z tobą, bo.... twój ojciec. Odparł smutny.
Podjechaliśmy pod mój zwykły dom a jednak wiązały się z nim
okrutne spojrzenia.
Poleciało mi kilka łez
jednak Brad wytarł je swoimi dłońmi i mnie przytulił i szepną :
-wszystko jest w porządku, jesteś tu ze mną.
Wysiedliśmy z twojego samochodu i poszliśmy pod drzwi.
Otworzyłam je.
-Brad streszczajmy się bo jak on przyjdzie to nie będzie
przyjemni
-dobrze to idź na górę a ja tu na dole poczekam.
Weszłam na górę i poszłam do swojego pokoju, wzięłam walizkę
i pakowałam najbardziej potrzebne rzeczy, gdy usłyszałam że ktoś wchodzi do
pokoju
-witaj skarbie dawno cię tu nie było!
Pomyślałam jedno Ojciec...


super!!! czemu tu musiałaś przerwać jeju.. teraz spać nie będę... i czemu dopiero w weeked dodasz
OdpowiedzUsuńSłuchaj Sandra! Ja nie mam prawie w ogóle czasu i powinnaś się cieszyć ze w ogóle dodaje raz na tydzień. Ja codziennie mam zajęcia od 8 do 16, dwa razy w tygodniu mam treningi, więc jestem w domu o 20. Mam jeszcze dużo nauki i prac domowych. Nie mam czasu na siedzenie w internecie. Imaginy staram się pisać w tygodniu, żeby potem w piątek dodać! Chciałabym ci tylko powiedzieć, że następnym razem postaw się na miejscu osoby przeciwnej i zrozum że nie jest mi łatwo. Myślę że zrozumiałaś i mam nadzieje ze nastapnym razem nie zadasz takiego pytania ;) :* Do następnego!
UsuńNo wiesz co??? W takim momencie? Uwielbiam twoje inaginy są bardzo fajne.
OdpowiedzUsuńwiesz nie o to mi chodziło.. :) chodziło mi o to że czemu tak długo wiem co to znaczy brak czasu i nie pytałam o to bo bym postawiła znaki zapytania
OdpowiedzUsuńDługo, ponieważ jestem cały czas zajęta i ogólnie nie mam czasu na siedzenie w internecie ;)
UsuńFantastycznie się czytało z piosenką The Neighbourhood - How.
OdpowiedzUsuńTen moment gdy czytałam o tym, że jest wyśmiewana w szkole tekst idealnie się wpasował i leciała właśnie ta część "When they laughed at me, every day, in my face?"
tłumaczenie "Kiedy oni śmiali się ze mnie, każdego dnia, w moją twarz?"