Hej. Oto jestem, a ze mną Connor :) Chcę podziękować bardzo osobą komentującym tego bloga, nie wiecie jaką radość mi sprawiacie. Cieszę się że mój blog ma tyle wyświetleń i za to wielkie DZIĘKUJĘ ;* . Tyle na dziś. Zostawiam was z imagiem. Szczerze on mi nie przypadł do gustu. Opinię pozostawiam wam.
Do zobaczenia za tydzień skarby ♥ / Bradi
2 komentarze = next post
Do zobaczenia za tydzień skarby ♥ / Bradi
2 komentarze = next post
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Tak. To dzisiaj zobaczę swoich idol! Pewnie myślicie że idę
na koncert, ale tak nie jest. Mój tata pracuje w bogatej firmie w której jest
kierownikiem i organizuje przyjęcie na które zostali zaproszeni Brad, Tristan,
James i Connor. Tak Connor. Mój ideał i całe moje życie. Nadal nie mogę
uwierzyć że dzisiaj wieczorem ich zobaczę, gdy tata powiedział mi że The Vamps
wystąpią na tym przyjęciu to myślałam że wyściskam tatę tak mocno jak to
możliwe, bo w końcu nie codziennie słyszy się od taty że zespół który kocham
nad życie przyjedzie na przyjęcie organizowane przez niego. Mniejsza na temat
informacji imprezy która nastąpi dziś o 19. Jest dopiero 8 rano, a ja nie mogę
spać z tego podekscytowania. Wstałam z łóżka i skierowałam się do łazienki w
której wykonałam rutynowe czynności i ubrałam wcześniej naszykowane ciuchy.
Zeszłam na dół do kuchni, gdzie już krzątała się moja mama, bo tata pojechał
przygotować salę do imprezy.
-cześć mamo. Przywitałam się z rodzicielką.
-cześć kochanie. Dzisiaj pojedziemy po śniadaniu pomóc tacie
w przygotowaniach do imprezy.
-Dobrze, a będą tam The Vamps.
-[t.i]!!! Ty tylko o jednym.
-No wiesz w końcu zobaczę vampsów, ale będą? Zapytałam z
zaciekawieniem.
-ohhhh tak będą, podobno muszą mieć jakieś próby.
-Nie mogę!!! Za chwilę zobaczę Connora i resztę. Moje
marzenie się wreszcie spełni.
-Dobra, wystarczy tych wygłupów. Jedz śniadanie i jedziemy
do taty i do twoich vampsów.
-ok.
Po zjedzeniu śniadania udałam się do swojego pokoju, żeby
zabrać telefon i parę innych rzeczy w wyniku czego wzięłam listonoszkę Nike.
Zeszłam szybko na dół, gdzie już czekała na mnie mama. Założyłam trampki i
udałyśmy się do jej samochodu, żeby ruszyć w drogę. Na miejscu stał duży tłum fanek
i ochroniarzy co oznaczało że są w środku. Mama zaparkowała auto i wysiadłyśmy,
kierując się w stronę budynków które wynajął tata. Ochrona nas wpuściła i
weszliśmy do budynku.
-mamo ja idę do automatu, zaraz przyjdę.
-dobrze spotkamy się na Sali.
Odeszłam w kierunku automatu. Wybrałam zwykłą wodę i
włożyłam pieniądze do automatu. Nacisnęłam przycisk i czekałam aż woda spadnie
na dół, ale tak się nie stało. Zdenerwowana walnęłam w automat.
-szlag. Zaklnęłam.
-pomóc ci? Zapytał męski głoś za mną i aż pisnęłam cichutko.
-spokojnie nie gryzę. Odparł tajemniczy głoś, jednak ja wiem
do kogo należał.
-jak możesz, to tak. Odpowiedziałam podekscytowana.
Tym tajemniczym głosem okazał się Connor, który nie wiadomo
skąd się pojawił. Chłopak podszedł do automatu, kopnął go kilka razy, aż moja
woda nie opuściła urządzenia.
-dziękuję. Odpowiedziałam, kiedy Con podał mi mój napój.
-nie trzeba. Connor jestem. Przedstawił się i podał mi
rękę-wiem, jak masz na imię. Zachichotałam.
-chciałem być miły. „Fochnął” się
-oj nie bądź taki. Walnęłam go lekko w ramię.
-Masz rację, na tak śliczną dziewczynę nie umiem się
gniewać. Odparł.
-ohh dziękuję. Czułam jak się rumienię.
-jak chcesz to przedstawię cię reszcie.
-To moje marzenie. Westchnęłam z nadmiaru wydarzeń.
-To pozwól że je spełnię. Odparł wesoły.
Złapał mnie pod rękę i ruszyliśmy. Po chwili znaleźliśmy się
na wielkiej sali, gdzie było zamieszanie.
Zobaczyłam wielką scenę, gdzie wygłupiała się trójka
chłopaków. Moja mama gdzieś zniknęła. Chłopak prowadził mnie w ich kierunku, a
ja czułam jak serce bije mi z 1000 uderzeń na minutę.
-hej chłopaki. Chcę wam kogoś przedstawić!
-czyżby tą śliczną panią. Odparł Tristan i wskazał na mnie.
-Tak. To jest [T.I]. Córka organizatora imprezy.
-Hej jestem James. To Brad i Tristan. Przedstawił wszystkich
James.
-Wiem jak macie na imię. Odparłam zadowolona.
-Skąd? Mamy wypisane na czołach? Zapytał Tristan, a mi
chciało się śmiać.
-Tristan ty idioto! Nie domyślasz się że może być
vampette?!?! Przepraszam za niego. Odparł Brad zwracając się do mnie i
Tristana.
- Nie ma sprawy. Marzyłam o tym żeby was spotkać.
-Miło to słyszeć bo wiesz nie każda vampette z nami
normalnie rozmawia bardziej to coś w stylu wrzasków i pisków. Odparł Connor i
przytulił się do mnie, a po chwili dołączyła reszta i wyszedł z tego wielki
grupowy przytulas. Niestety nie tkwiliśmy długo w uścisku bo moja mama zaczęła
mnie szukać.
-[T.I] gdzie jesteś?
-Tutaj! Krzyknęłam i wyszłam z uścisku chłopaków.
Rodzicielka podeszła do nas i odparła:
-Chłopacy, nie porywajcie mi córki. Będzie mi jeszcze
potrzebna.
-Mamo, zepsułaś zbyt piękną chwilę.!
-Spokojnie, jeszcze się poprzytulacie, teraz musisz mi
pomóc. Zanieś to do kierownika Sali, a potem pójdź po tatę. Podała mi papiery i
numer pokoju w którym znajduje się kierownik.
-dobrze już idę. Zaczęłam kierować się w stronę pokoju
kierownika, kiedy ktoś zawołał:
-Poczekaj pójdę z tobą! To był głos Connora. Podbiegł do
mnie.
-wiesz gdzie ten pokój, bo ja go za cholerę nie znajdę.
Odparłam zrezygnowana.
-wiem gdzie jest, tylko najpierw trzeba pojechać windą.
-dobra. Prowadź. Odpowiedziałam.
Po chwili
znajdowaliśmy się w windzie, ale zastanawiało mnie jedno. Na windzie była jakaś
kartka, ale nie zdążyłam jej przeczytać, pewnie to nic ważnego.
Con zacisnął przycisk z numerem piętra na które mieliśmy
znaleźć kierownika. Nagle winda stanęła i światła zgasły.
-Connor! Pisnęłam
-Spokojnie. Jestem tutaj.
-Ja się boję ciemności!
Chłopak od razu zareagował i po chwili znalazłam się w jego
ramionach, a ja położyłam ręce na jego szyi i trwaliśmy w mocnym uścisku.
-zadzwonię do chłopaków. Odparł Connor.
Wybrał numer do James’a i powiedział mu co się stało.
-powiedział, że sprowadzą pomoc. Przecież my tu za moment możemy zginąć.
-masz rację. Odparłam i położyłam mu rękę na ramieniu – nie
możemy panikować. Dodałam po chwili.
Niespodziewanie winda się poruszyła i zaczęła spadać.
Zaczęłam krzyczeć. Byliśmy na 9 piętrze, a gabinet był na 10.
Zanim się obejrzałam leżeliśmy w jakiejś piwnicy. Chciałam
się podnieść, ale nie mogłam. Spojrzałam na swoje nogi i zobaczyłam że średniej
wielkości kawałek metalu wbija mi się w nogę. Dotknęłam nogi i zabolało, nawet
bardzo. W moich oczach pojawiły się łzy. Prawa ręka była cała posiniaczona i
poraniona. Złapałam się za głowę. „To nie
może być prawda” pomyślałam. Wyjęłam telefon z tylnej kieszeni w spodniach.
Ekran był pęknięty, ale i tak można było zobaczyć w nim moje odbicie. Cała
twarz posiniaczona, a gdzie nie gdzie miałam krew. Wyglądałam jak Zombie.
Rzuciłam telefonem w ścianę. Po chwili dotarło do mnie że w windzie był też
Connor.
-Connor! Connor! Krzyczałam ze łzami w oczach.
-Tu jestem! Powiedział, a ja zbliżyłam się do niego. Leżał
na plecach i wcale nie wyglądał lepiej ode mnie. Miał wszędzie siniaki, z głowy
sączyła mu się krew, w prawą rękę miał wbity metal, a w lewą nogę sobie prawdo
podobnie skręcił, bo była dziwnie wykrzywiona. Na sam jego widok jeszcze
bardziej zachciało mi się płakać. Nigdy bym nie pomyślała że będę ze swoim
idolem uczestniczyć w wypadku!
-Pamiętasz tą kartkę, która wysiała na windzie?
-Tak pamiętam , tylko nie pamiętam co było na niej napisane!
-Ja już wiem. Było tam między innymi o tym żeby nie wchodzić
do windy, bo są jakiejś problemy i będą naprawiać windę. Przepraszam, że
naraziłem cię na niebezpieczeństwo. Szepnął. Nie miał siły na mówienie, tak jak
ja.
-nie przepraszaj. Odpowiedziałam szeptem
Podparł się na łokciach i w resztach sił złączył nasze usta
w delikatnym pocałunku.
-przepraszam, że to powiem, ale chyba cię kocham. Zakochałem
się w tobie od pierwszego wejrzenia. Stało ci się coś? Spytał z troską
wymalowaną na twarzy.
-- Ja ciebie też kocham Con i raczej tak. Chyba mam żebra
złamane. Odparłam.
-to moja wina, mogliśmy pójść schodami! Krzyknął.
Następnie usłyszałam trzask metalów i resztek kablów od
windy, a po chwili zobaczyłam wybuch, ostatni widok w moim życiu. Jedyne co
pamiętam to usta Connora na moich i pustkę. Jedną wielką pustkę i ciemność...
Na zawsze razem Connor, na zawsze.

Fajny imagin chociaż smutny płacze
OdpowiedzUsuńJeju płacze. Czekam na nexta
OdpowiedzUsuńNo kurde rycze :(
OdpowiedzUsuńto było straszne.Trauma do końca życia.Aczkolwiek podziwiam za pomysł
OdpowiedzUsuń